-
Ceny ropy wzrosły w związku z blokadą cieśniny Ormuz, atakami na irańską infrastrukturę naftową oraz wyborem nowego rahbara Modżtaby Chameneiego.
-
Modżtaba Chamenei został nowym najwyższym przywódcą Iranu, mimo że nie jest ajatollahem ani nie pełnił publicznych stanowisk, a jego awans wiązany jest z poparciem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
-
Według Tomasza Otłowskiego reżim Iranu jest przygotowany na długą wojnę, ale wewnątrz reżimu pojawiają się napięcia z powodu wyboru nowego rahbara.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Wzrosty cen ropy widzimy dzisiaj od rana na wszystkich rynkach i giełdach. Związek z wyborem nowego rahbara jest pośredni, ale myślę, że jak najbardziej ma na to wpływ – mówi nam Tomasz Otłowski, analityk ds. Bliskiego Wschodu w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.
W poniedziałek cena ropy zbliżyła się do 120 dolarów za baryłkę. Przedłuża się blokada kluczowej dla transportu surowca cieśniny Ormuz, w weekend Izrael po raz pierwszy zaatakował w nalotach sektor naftowy Iranu. Wybór najwyższego przywódcy przez Zgromadzenie Ekspertów też ma znaczenie, bo wskazali radykała, który ani USA, ani Izraelowi poddawać się nie zamierza. To z kolei oznacza, że wojna będzie trwać.
Zniszczyć republikę islamską. „Szanse na dialog równe zeru”
Tomasz Otłowski zaznacza, że w bliskowschodnim konflikcie nie słabnie też determinacja Waszyngtonu. – Jeżeli wierzyć zapewnieniom prezydenta Trumpa i premiera Netanjahu, chodzi nie tylko o kapitulację Iranu, co w ogóle o obalenie reżimu – wskazuje.
Ale jednocześnie zaznacza, że prowadzona operacja okazała się bardziej skomplikowana, niż Amerykanie zakładali na początku.
– Mam takie odczucie i pierwsze sygnały, że nie idzie tak lekko i prosto, ale zakładamy, że cały czas opcja celu strategicznego, jakim jest likwidacja Islamskiej Republiki Iranu, jest aktualna. W związku z tym niezależnie od tego, kim by nie był nowy rahbara, dialog z Iranem nie miał na razie miejsca. Natomiast w sytuacji, w której został nim twardogłowy ultrakonserwatysta, szanse na dialog są równe zeru – podkreśla rozmówca Interii.
Kim jest Modżtaba Chamenei?
Najwyższy przywódca Modżtaba Chamenei dotychczas unikał rozgłosu. Ma 56 lat. Jest synem ajatollaha Alego Chameneiego, który zginął w amerykańsko-izraelskim ataku. Modżtaba na stanowisku rahbara zastąpił swojego ojca, co w Islamskiej Republice Iranu wydarzyło się po raz pierwszy.
Modżtaba dotychczas nie piastował też publicznych urzędów. Nie oznacza to jednak, że nie angażował się w politykę. Jedna z głośniejszych spraw z jego udziałem to wybory prezydenckie w 2005 roku, kiedy był oskarżany o ingerencję i pomoc w zdobyciu władzy przez radykalnego populistę Mahmuda Ahmadineżada.
– Faktycznie, to postać drugoplanowa w tym sensie, że nigdy nie pełnił formalnych stanowisk. Był szarą eminencją, na zasadzie człowieka do specjalnych poruczeń swojego ojca. Zwłaszcza w ostatnim okresie, kiedy Ali Chamenei był schorowany. Najistotniejsze jest to, że miał decydujący wpływ na kierunki polityki wewnętrznej i zewnętrznej Iranu. Poza tym był członkiem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, już od czasów wojny z Irakiem – wskazuje Tomasz Otłowski.
Chodzi o to, by zabetonować system władzy i kierowania republiką islamską
Według irańskich mediów państwowych, kiedy Modżtaba miał 17 lat, odbył służbę wojskową podczas wojny iracko-irańskiej. – Nie sądzę, żeby siedział w okopach na pierwszej linii frontu, ale ma rys weterana, więc to na pewno pomogło mu w karierze – komentuje ekspert Fundacji Pułaskiego.
Do tego nowy rahbara nadzorował paramilitarną formację Basidż, która ma około miliona członków. – To więcej, niż milicja. Oni są pierwszym rzutem, jeśli chodzi o tłumienie demonstracji i zamieszek. To istotne, bo pokazuje, że Modżtaba był zaufanym człowiekiem pasdaranów, czyli strażników rewolucji – zaznacza Otłowski. To zdaniem naszego rozmówcy jest kluczowym powodem awansu Modżtaby.
Nowy, najwyższy przywódca Iranu i nowe problemy
Według Otłowskiego wybór nowego rahbara jest „pod dyktando pasdaranów”. – Chodzi o to, by zabetonować system władzy i kierowania republiką islamską. Skupić tłum wokół osoby, która z punktu widzenia twardogłowych będzie gwarantowała, że nie będzie żadnych odstępstw od linii ideologicznej, którą Korpus Strażników Rewolucji realizuje od prawie 50 lat – zaznacza nasz rozmówca.
– Parę dni temu prezydent Iranu Pezeszkian przepraszał za ataki na państwa z Zatoki Perskiej, państwa arabskie. Sugerował, że to już nie będzie miało miejsca, o ile ich terytorium nie będzie wykorzystane do ataków na Iran. To zostało natychmiast skontrowane przez ultrakonserwatywne ośrodki medialne w Iranie. Krótko później pojawiła się informacja, że na rahbara wybrano Modżtabę Chameneiego. Widać, że w łonie reżimu pojawiają się pewne zgrzyty – wskazuje dalej Otłowski.
Tych jest więcej, ze względu na pozycję religijną Modżtaby. W przeciwieństwie do ojca, nie jest ajatollahem. – Nie jest uczonym w piśmie. Z punktu widzenia konstytucji Islamskiej Republiki Iranu nie ma prawa pełnić funkcji rahbara. Tam jest wprost napisane, że najwyższy przywódca musi być wielkim ajatollahem albo przynajmniej imamem – mówi Otłowski.
– Nawet jeśli islamska republika przetrwa wojnę, kurz bitewny opadnie, to będzie rodziło napięcia w strukturach religijnych. Nie jest tak, że nie było wielkich ajatollahów, którzy formalnie byli godniejsi funkcji rahbara – podkreśla nasz rozmówca.
Co prawda istnieje precedens, bo kiedy ojciec Modżtaby – Ali, przejmował władzę w 1989 roku, również formalnie nie był ajatollahem. Tytuł otrzymał natychmiast po objęciu stanowiska. – Wtedy tłumaczono, że był w trakcie uzyskiwania tytułu. Prawdopodobnie teraz też znajdą sposób, by jakoś to przedstawić opinii publicznej – zaznacza Otłowski.
Jest jeszcze jeden problem. Twórca republiki islamskiej – Ruhollah Chomejni przestrzegał swoich współpracowników, by nie dochodziło do dziedziczenia władzy, by organy zawsze były wybierane albo przez naród, albo pośrednio przez inne organy władzy. – Mieli uniknąć powtórki z historii Iranu, kiedy był następca tronu – tłumaczy nasz rozmówca. Republika islamska miała się tym odróżniać od czasów rządów szachów, które obaliła.
– Teraz się okazuje, że z zaleceń twórcy islamskiego Iranu zrezygnowano. Być może będzie to tłumaczone potrzebą chwili, nadzwyczajnymi okolicznościami, ale to kolejny zgrzyt, który niekoniecznie musi podobać się zwolennikom konserwatywnych wartości republiki islamskiej – mówi dalej Tomasz Otłowski.
„Reżim gotowy na długą wojnę”
Naszego rozmówcę pytamy też jak długo Iran może walczyć w obecnych warunkach, kiedy pozostaje republiką islamską.
– Po 10 dniach wojny widać, że Iran nie działa chaotycznie, na ślepo. Strzelają rzadko, ale na tyle intensywnie, że obrona przeciwlotnicza, przeciwrakietowa, zwłaszcza w państwach zatoki, zaczyna wyczerpywać środki. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ataki dronowe. Okazało się, że tu w ogóle nie ma praktycznie żadnych środków defensywnych, nawet Amerykanie mają z tym problem. Stracili już co najmniej trzy radary swoich baterii przeciwrakietowych, więc wartość strat to miliardy dolarów. Do końca atak nie był przygotowany operacyjnie. Myślę, że Iran może się jeszcze bronić tygodniami – ocenia analityk.
– Reżim jest gotowy na bardzo długą wojnę. Czy społeczeństwo irańskie jest gotowe, tego nie wiem. Niedobrze się stało, że operacja amerykańsko-izraelska ma miejsce kilkanaście dni po stłumieniu demonstracji – zaznacza Otłowski i podkreśla, że w jego ocenie najbardziej prawdopodobnym wciąż jest opisywany przez nas wcześniej scenariusz rozpadu Iranu.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Syn Chameneiego nowym przywódcą Iranu. Reżim potwierdza
-
Iran wybrał nowego przywódcę. Donald Trump komentuje decyzję