Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Obiekt ze wschodu. Czemu mieszkańcy Lubelszczyzny nie dostali alertów RCB?

Przez Pokój Prasowy30 lipca, 20264 min odczytu

W czwartek nad ranem w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie doszło do upadku niezidentyfikowanego obiektu, który nadleciał do Polski z terytorium Ukrainy. Według informacji przekazanych przez stronę ukraińską była to najprawdopodobniej rosyjska rakieta manewrująca Ch-101.

Wcześniej, około 2:00 w nocy, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych informowało o rozpoczęciu operacji polskiego lotnictwa. Z kolei w Lublinie i na terenie większości powiatów województwa lubelskiego ok. godziny 3.50 rozbrzmiały syreny alarmowe.

Sęk w tym, że mieszkańcy byli zdezorientowani. W naszym serwisie Wrzutnia pojawiły się ich głosy, że poza sygnałami z syreny alarmowej powinny zostać wysłane również alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

– W takiej sytuacji, moim zdaniem, powinien być alert – mówi Interii prof. Malina Kaszuba z Uniwersytetu w Siedlcach.

– Jeżeli wprost została naruszona polska przestrzeń powietrzna, istniało niebezpieczeństwo, że może dojść do skutków tragicznych w postaci ofiar śmiertelnych w związku z pojawieniem się tego obiektu. Co prawda nie wiedziano jeszcze, jaki to jest obiekt i do teraz do końca nie wiadomo, niemniej biorąc pod uwagę bezpieczeństwo obywateli, to uważam, że jak najbardziej taki alert powinien być – przekonuje rozmówczyni Interii.

Podobnego zdania jest komandor Maksymilian Dura, który dodatkowo zwraca uwagę na bardzo istotny aspekt.

– Alert oczywiście powinien być, ale ja powiem inaczej. Tydzień temu był próbny alarm. Wszyscy specjaliści w telewizji i przedstawiciele RCB mówili, jaki to jest sygnał, jak go rozpoznać, żeby się nie denerwować. Ale nikt nie powiedział, co trzeba robić w momencie usłyszenia alarmu – mówi ekspert.

Zdaniem komandora Dury, nikt nie wie, co ma robić, bo nikt tego nie wyjaśniał. – Dopiero dzisiaj zaczyna się mówić na temat tego, jakie są trzy rzeczy, które ludzie powinni robić w momencie, gdy nastąpi przelot dronów czy rakiet przez naszą wschodnią granicę – wskazuje rozmówca Interii.

W ocenie naszych rozmówców społeczeństwo nie jest zaznajomione z tego typu kryzysowymi sytuacjami. Nawet jeśli ktoś potrafi określić, jak brzmią poszczególne sygnały alarmowe, to i tak nie potrafi się w odpowiedni sposób zachować.

– Co prawda podjęto drobne działania w postaci rozesłania poradników bezpieczeństwa, ale umówmy się, że pewien procent społeczeństwa w ogóle do tego nie zajrzał – podkreśla prof. Kaszuba.

– Zachowanie w takich sytuacjach najlepiej przećwiczyć w praktyce, mieć okazję wziąć udział w ćwiczebnym alarmie. Odnoszę to do rzeczywistości mniej dramatycznej, jak alarm pożarowy – jeżeli nie mamy sposobności uczestniczyć w takim ćwiczeniu, to nie mamy wyobrażenia faktycznie, jak się zachować – przekonuje ekspertka w dziedzinie bezpieczeństwa.

Tymczasem w okolicach Żółkiewki ludzie byli kompletnie zagubieni. Jak wskazywał rzecznik prasowy wojewody lubelskiego, mieszkańcy dzwonili do niego, by dowiedzieć się, co się stało.

– To kompletna paranoja – łapie się za głowę kmdr. Dura. – W momencie, kiedy jest sygnał alarmowy, nie dzwoni się nigdy do nikogo, żeby nie blokować linii. Wtedy trzeba się ukryć i czekać – podkreśla.

– Jeżeli jest sygnał dźwiękowy modulowany trwający 3 minuty (alarm powietrzny), to trzeba się ukryć i czekać na sygnał dźwiękowy ciągły trwający 3 minuty (odwołanie alarmu). To są dwie proste zasady: jak jest sygnał – ukryć się, i czekać na sygnał, żeby się „odchować” – przypomina kmdr Dura.

Prof. Kaszuba stawia sprawę w podobny sposób: – Samo pojawienie się syreny raczej spowodowało niepokój i pewnie mogłoby dojść nawet do paraliżu komunikacyjnego, bo osoby wybudzone alarmem w pierwszym momencie nie miały świadomości tego, co się dzieje. To z kolei mogło spowodować intensywny kontakt ze służbami, takimi jak policja, co mogłoby spowodować paraliż komunikacyjny. Dodatkowa informacja jest pożądana.

Jak wskazuje kmdr. Dura oczywiście można szukać informacji, co się stało, ale dopiero wtedy, gdy usłyszy się sygnał ciągły. Innymi słowy: dopiero wtedy, kiedy jest bezpiecznie.

– Wystarczy włączyć telefon lub telewizję, gdzie na paskach w każdej telewizji była taka informacja. Trzeba ludziom powiedzieć: nie wolno nigdzie dzwonić, ukryć się. Nie wszędzie są syreny, więc RCB powinno wysłać taką informację. Ale ludzie nie potrzebują w tym momencie szczegółowej wiedzy. Muszą wiedzieć, co robić. Jak ktoś idzie do pracy, powinien się schować do sklepu, pod przystanek, gdziekolwiek. Chodzi o to, że jak bomba trafi koło budynku, to schronienie nas uratuje przed odłamkami. To nie są żarty, ludzie nie rozumieją i robią sobie z tego żarty, a taki sygnał oznacza, że naprawdę coś się dzieje – przestrzega wojskowy.

Łukasz Szpyrka

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Możdżonek zareagował na śmierć funkcjonariusza. Odpowiedziała mu policja

Czarnek proponuje 16-dniowe szkolenia wojskowe. Mentzen wykpił pomysł

Radosław Sikorski pokazał list od skruszonej hejterki. „Bardzo żałuję”

Nowa fala oszustw. ZUS ostrzega przed „pomagającymi” pośrednikami

Dziki i łosie wkraczają do miast. Eksperci mówią wprost: Już z nami zostaną

Prognoza pogody na sobotę. IMGW bez alertów, ostrzeżenia wysyła TOPR

Interwencja rzeczniczki praw dziecka. Gawryluk: Sąd zmiażdżył jej argumenty

Projekt zmian w prawie budowlanym Jak będziemy stawiać ogrodzenia?

Interwencja rzeczniczki praw dziecka. Matka odpowiada Hornie-Cieślak

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.