-
56 proc. Polaków popiera wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach, natomiast 25 proc. jest temu przeciwnych.
-
Moduł dotyczący wiedzy seksualnej będzie nieobowiązkowy, a o udziale dziecka w nim zdecydują rodzice.
-
Według prof. Zbigniewa Izdebskiego, wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej to „bardzo duży sukces”, choć rozdzielenie części o zdrowiu seksualnym uznał za błąd.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wprowadzony w roku szkolnym 2025/2026 przedmiot edukacja zdrowotna mocno polaryzował opinię publiczną. Głośna krytyka głównie środowisk konserwatywnych i prawicowych była jednym z powodów, dla którego nie stały się to zajęcia obowiązkowe.
Obowiązkowa edukacja zdrowotna. Polacy zabrali głos
Przed kilkoma dnami ministra edukacji poinformowała, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, nieobowiązkowy będzie tylko moduł dotyczący wiedzy seksualnej. Rodzice będą decydować o tym, czy dziecko weźmie w nim udział.
Decyzję o zmianie edukacji zdrowotnej na przedmiot obowiązkowy popiera 56 proc. Polaków – wynika z sondażu Opinia24 przeprowadzonego na zlecenie RMF FM.
Zdecydowane poparcie zadeklarowało 30 proc. respondentów, 26 proc. badanych uznało to za raczej pozytywną decyzję. Wśród zwolenników dominują osoby mające wyższe wykształcenie oraz wyborcy Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy i Razem.
Co czwarty biorący udział w badaniu ma negatywne zdanie na temat wprowadzenia zajęć jako obowiązkowych. 12 proc. odpowiedziało na zadane pytanie „raczej nie„, a 13 proc. „zdecydowanie nie„. Przeciwnikami obowiązkowego przedmiotu są głównie osoby w wieku od 30-39 lat oraz sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej.
19 proc. badanych nie ma wyraźnej opinii na ten temat.
Zmiany w edukacji zdrowotnej. Ekspert: Ogromny krok naprzód
Zdaniem koordynatora zespołu przygotowującego założenia i podstawę programową prof. Zbigniewa Izdebskiego, wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej to „bardzo duży sukces”.
Według eksperta, błędem jest rozdzielenie od obowiązkowych treści modułu związanego z edukacją seksualną.
– Zdrowie seksualne nie doczekało się w Polsce potraktowania w kategoriach zdrowia, ale polityki. Ubolewam, że ten dział stanie się jedynie dodatkowym przedmiotem nieobowiązkowym, ale liczę na dojrzałość rodziców i nauczycieli, którzy pokażą dzieciom i młodzieży, jaką wartość ma zdrowie seksualne i umożliwią im udział w zajęciach – zauważył.
Prof. Izdebski zwrócił też uwagę, że niska frekwencja podczas zajęć (w skali kraju ok. 30 proc.) nie oznacza, że był to pomysł nietrafiony.
– Liczyliśmy się z tym, że frekwencja może być niska. Przyczyn jest wiele. Przedmiot był nieobowiązkowy. Rodzice wypisywali dzieci nie tylko ze względów światopoglądowych, ale też praktycznych, część wolała zwolnić się z pierwszej czy ostatniej lekcji. Nie uważam jednak, że był to rok stracony, bo przyniósł nowe doświadczenia, a nauczyciele zaczęli się kształcić – stwierdził seksuolog.
-
Najgorzej oceniani ministrowie rządu Tuska. Jedno nazwisko z przewagą
-
Zapadł wyrok w sprawie Nowackiej. Szefowa MEN musi przeprosić