-
Ekspedycja na atol Nikumaroro napotkała ogromne kraby palmowe, które uniemożliwiły nocowanie na wyspie.
-
Jedna z hipotez dotyczących losów Amelii Earhart zakłada, że jej ciało mogło paść ofiarą tych monstrualnych skorupiaków.
-
Poszukiwacze znaleźli ślady, takie jak damski but i butelka benedyktynki, ale nie ustalili, co stało się z pilotką.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Poszukiwania Amelii Earhart ruszyły w tym miesiącu i specjalna grupa poszukiwawcza dotarła na atol Nikumaroro – niezamieszkałą wyspę należącą do Kiribati, jedno z najbardziej odległych państw świata, otwiera się w nowym oknie. Mieszkańcy Kiribati znani są z tego, że 1 stycznia pierwsi na świecie świętują Nowy Rok.
Amelia Earhart mogła zginąć w Kiribati. Żerują tam ogromne kraby
Są poszlaki, że amerykańska pionierka lotnictwa zaginęła właśnie tam. To np. but damski, pudełko od amerykańskiego sekstantu i butelka benedyktynki, którą lubiła pilotka. Znaleziono je właśnie na Kiribati.
Stąd poszukiwacze chcą wykazać, że Amelia Earhart w gruncie rzeczy przeżyła lot nad Pacyfikiem i prawdopodobne rozbicie się samolotu. Dotarła na wyspę i… nie wiadomo, co się z nią stało.
Amelia Earhart to jedna z gwiazd wczesnych lat lotnictwa i pionierka przestworzy. Najpierw w 1928 r. jako pierwsza kobieta w historii przeleciała samolotem nad Atlantykiem jako pasażerka, a następnie w 1932 r. również jako pierwsza kobieta zrobiła to samotnie. Pokonała Atlantyk śladem Charlesa Lindbergha, pioniera w tym względzie. Mimo wielu problemów, przeleciała z Nowej Funlandii w Kanadzie do Irlandii Północnej. Na tamte czasy był to śmiały wyczyn, torujący dopiero szlak lotom transkontynentalnym.
Amelia Earhart w 1937 r. zamierzała okrążyć samolotem świat, lecąc wzdłuż równika. Wraz z nawigatorem Fredem Noonanem leciała maszyną Lockheed Electra i gdy miała za sobą trzy czwarte dystansu, zaginęła nad Pacyfikiem. Wystartowała z Nowej Gwinei i przepadła. Nie wiadomo, co się z nią stało, a poszukiwania kosztujące miliony dolarów nie dały efektu.
Kraby palmowe to problem na wyspie. Nie gardzą mięsem
Odnalezienie śladów na Nikumaroro na samym środku Pacyfiku ma wywabić tę białą plamę, a także być może udowodnić dość makabryczną tezę, że pilotka padła ofiarą monstrualnych krabów palmowych żyjących na wielu wyspach Pacyfiku.
Te największe lądowe bezkręgowce osiągają ponad 4 kg wagi, są naprawdę gigantyczne i chociaż na co dzień żywią się orzechami (zwłaszcza kokosami) i owocami, prawdopodobnie nie pogardzą mięsem. To wymaga badań, podobnie jak losy Amelii Earhart.
Teza o zagrożeniu, jakie mogą stanowić wielkie kraby, zdaje się sama potwierdzać. Jak podała telewizja Fox News, ogromne kraby palmowe okazały się wielkim wyzwaniem dla zespołu poszukującego zaginionego samolotu Amelii Earhart.
Uniwersytet Purdue potwierdził, że poszukiwacze musieli opuścić wyspę, którą zamieszkują gigantyczne skorupiaki. Będą spać na pokładzie statku, a nie na wyspie, bo zagrożenie ze strony krabów jest zbyt duże. Mogą potraktować śpiących ludzi jako padlinę.
Szczypce kraba palmowego są na tyle mocne, że potrafią przeciąć skorupę orzecha kokosowego. Tym bardziej poradzą sobie z ludzkim ciałem, więc trzeba na nie uważać.
Skorupiaki te naciskają szczypcami z siłą ponad 1765 niutonów. Dla porównania, siła ugryzienia człowieka wynosi maksymalnie 1100-1300 niutonów. Członkowie wyprawy odnotowali mimo wszystko, że skorupiaki nie są agresywne i nie czują z ich strony zagrożenia. Nocowanie na wyspie jest jednak niebezpieczne.

Ekspedycja pracuje za dnia i odkryła już ciekawą rzecz. W tej części Pacyfiku, w rejonie Kiribati, pojawia się pewna anomalia magnetyczna. To ona mogła sprawić problem Amelii Earhart.
Podejrzenia badaczy zakładają, że domniemany wrak samolotu leży niedaleko wyspy, w wodzie, której głębokość nie jest duża, ale zmienia się wraz z pływami oceanu. Być może ranna pilotka dotarła na wyspę i padła łupem krabów, być może dotarły tam tylko jej przedmioty.