-
Politycy TISZY i niezależne media twierdzą, że Péter Szijjártó po przegranych wyborach Fideszu pojawił się w MSZ i niszczył dokumenty, a towarzyszył mu „anonimowy Rosjanin”.
-
Według Telex nagrania mają potwierdzać niszczenie dokumentów w MSZ, co stanowczo zdementowały służby prasowe ministerstwa, przyznając jedynie obecność Henrietty Balajthy i zniszczenie „zbędnych” dokumentów z jej biura.
-
Anita Orban zaapelowała publicznie o natychmiastowe zaprzestanie niszczenia dokumentów, dodając że każdy, kto przyczyni się do takiego działania, będzie traktowany „jak przestępca”.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jedną z największych zagadek wyborczego wieczoru na Węgrzech była nieobecność Pétera Szijjárto na wiecu Fideszu Viktora Orbana. Zaledwie dzień później, w pierwszym wystąpieniu dla mediów Peter Magyar, lider zwycięskiej partii TISZA, stwierdził, że szef MSZ „odnalazł się” w biurach swojego resortu.
– Dziś (w poniedziałek – red.) o godz. 10 pojawił się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i od tamtej pory on i jego najbliżsi współpracownicy niszczą dokumenty związane z materiałami sankcyjnymi – przekazał polityk, który powołał się na informacje od „sympatyków jego partii w resorcie”.
Dotarli do nagrań z resortu. Jest odpowiedź MSZ
Rzekome niszczenie dokumentów miały potwierdzać nagrania uzyskane przez internetową gazetę Telex.
Według dziennikarzy do procederu miało dochodzić w pokojach 523 i 524 w siedzibie resortu, a ministrowi towarzyszyła dyrektor polityczna MSZ Henrietta Balajthy oraz wiceminister Eszter Gyarmati, odpowiedzialna za administrację publiczną. Na innym opublikowanym nagraniu widać było dokumenty w koszach na śmieci obok ministerstwa.
Źródła ukraińskiego serwisu „Europejska Prawda” w TISZY twierdzą, że u boku ministra miał pojawić się „anonimowy Rosjanin”, nieznany innym pracownikom resortu.
„Cel jego obecności podczas niszczenia dokumentów nie jest pewny, ale istnieją przypuszczenia, że ma to również związek z 'czyszczeniem’ ministerstwa przed odwołaniem prorosyjskiego ministra” – czytamy.
Telex poprosił o komentarz służby prasowe resortu, które stanowczo zaprzeczyły wszelkim zarzutom. „Takie pogłoski są nonsensem, to oburzające i przekracza wszelkie granice. Takie nagranie nie może istnieć, ponieważ Péter Szijjártó i Eszter Gyarmati nie odwiedzili tych urzędów” – grzmiano w odpowiedzi.
Jednocześnie MSZ potwierdziło, że na miejscu była obecna Henrietta Balajthy. To właśnie z jej biura mają pochodzić zniszczone dokumenty. Miały być one jednak „zbędne” i wciąż dostępne „w formie elektronicznej”.
Anita Orban z pilnym apelem. „Zaprzestańcie niszczenia dokumentów”
We wtorek o niszczeniu dokumentów w resorcie informowała Anita Orban, która w rządzie Magyara ma zastąpić Szijjárto.
„Pilnie apelujemy do ministra Petera Szijjárto i jego kolegów o natychmiastowe zaprzestanie niszczenia wszystkich dokumentów. Ponadto dane ani dokumenty nie powinny być usuwane z żadnego elektronicznego systemu rejestracji danych” – apelowała polityk, dodając, że każdy kto przyczyni się do niszczenia dokumentów będzie traktowany „jak przestępca”.
„Do kolegów (z resortu – red.) wysyłamy wiadomość, że nie muszą się już bać. Od teraz nie stanie im się krzywda za odmowę wykonania bezprawnego nakazu” – przekazała, apelując do kierownictwa resortu, by nie podejmowało nagłych decyzji o zwalnianiu pracowników.
Nagrania Szijjártó z Ławrowem. „Jestem do dyspozycji”
Przypomnijmy, że przed wyborami na Węgrzech dziennikarze śledczy z Frontstory.pl, VSquare, Delfi Estonia, The Insider oraz ICJK zdobyli i opublikowali nagrania rozmów Szijjártó i ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa.
Potwierdzały one, że węgierski minister dzielił się ze swoim odpowiednikiem szczegółami rozmów z europejskimi partnerami. Szijjártó na prośbę Ławrowa miał starać się też o usunięcie krewnego rosyjskiego oligarchy Aliszera Usmanowa z listy sankcji UE.
– Zawsze jestem do twojej dyspozycji – zapewniał Węgier.
Źródła: Blikk.hu, Telex, Europejska Prawda
-
Nowy ruch Żurka. Prokuratura kieruje dwa pisma do władz Węgier
-
W Moskwie panika? „Tracą kluczowego sojusznika w Europie”