Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Pokolenie sandwich w Polsce. „Nie mogłabym oddać mamy do domu opieki”

Przez Pokój Prasowy27 września, 20269 min odczytu

  • Coraz więcej osób w Polsce wymaga długoterminowej opieki, co obciąża osoby, które równocześnie zajmują się dziećmi i starzejącymi się rodzicami.

  • Opieka nad bliskimi często wiąże się z dużym obciążeniem fizycznym, psychicznym i logistycznym, przy niewystarczającym wsparciu systemowym.

  • Pokolenie sandwich doświadcza trudności w godzeniu ról rodzinnych i zawodowych, a presja społeczna utrudnia korzystanie z zewnętrznych form pomocy opiekuńczej.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie

– Myślę, że człowiek, który zajmuje się chorą osobą, w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo jest zmęczony psychicznie i w jakim napięciu żyje. Wstaję w nocy, a w ciągu dnia jestem w ciągłej gotowości. Z drugiej strony zajmowanie się osobą leżącą wymaga też dużej siły fizycznej i to zdrowie również daje o sobie znać – opowiada nam Magda*, która od wielu lat opiekuje się swoją mamą chorą na Alzheimera.

„Nie mogłabym oddać mamy do domu opieki”


– Było tak, że przez długi czas opiekowałam się mamą razem z tatą, ale tata zmarł. Siostra mieszka za granicą, więc oczywiste było, że ja przejmę opiekę – tłumaczy. Opcja domu opieki nie wchodziła w przypadku Magdy w grę.

– Nie mogłabym oddać mamy. Ona jest taka fajna, taka wdzięczna, że sobie tego nie wyobrażam. Zawsze była dobrym człowiekiem, więc po prostu nie miałabym serca jej gdziekolwiek oddawać. Z mężem stwierdziliśmy, że trochę przewartościujemy życie i po prostu spróbujemy się nią zająć. Mamy nastoletnich synów, ale staramy się ich nie obciążać tą sytuacją. Jesteśmy naprawdę super rodziną – zapewnia.

Codzienną logistykę ma opanowaną do perfekcji. Magda pracuje jako kurierka. – Szef zmienił mi rejon tak, żebym w ciągu dnia mogła przejechać przez moje osiedle i zajrzeć do mamy. Mąż pracuje zdalnie, więc jest z mamą. Mama ma problem z przełykaniem, jest leżąca – tłumaczy.

Trudna logistyka


Cała opieka spoczywa na Magdzie i jej mężu, który, jak mówi, jest dla niej nieocenionym wsparciem. – Raczej nigdzie nie wyjeżdżam. Jeżeli już, to ściągam na ten czas siostrę z zagranicy. Jeśli chcemy pojechać z całą rodziną, to jest to ustalane parę miesięcy wcześniej. Siostra wtedy przyjeżdża i opiekuje się mamą przez tydzień albo dwa – wyjaśnia.

Najtrudniejszy, oprócz logistyki, jest dla Magdy postęp choroby mamy. – Powiedziałam, że jak mama położy się do łóżka, to ja już nie będę się nią zajmować, bo nie będę umiała. A ona już trzy lata leży i ja się nią zajmuję. Później powiedziałam, że jak już nie będzie dało się jej karmić czy przebierać pieluchy albo robić czegoś takiego, to ja już tego nie będę robić. No, jakoś tak nie mogę się z tym pogodzić, że ta choroba tak postępuje – przyznaje.

Mimo to Magda stara się doceniać każdy wspólny dzień. – Jasne, godzenie tego wszystkiego nie jest proste, ale nie lubię mówić o tej sytuacji jako o obciążeniu. Naprawdę, to ważne, że mama jeszcze żyje, że jest pozytywna, uśmiecha się. To jest najważniejsze – dodaje.


Odwiedziny w Domu SenioraWojtek LaskiEast News


Całodobowa opieka


– Nie mam siły pracować. Psychika jest tak zmęczona i wyczerpana, że przekłada się to na wszystko. Przez tyle czasu jechałam na takich obrotach, że nie dopuszczałam do siebie, jak bardzo jestem wyczerpana. Chciałam pójść na grupę wsparcia, ale nie byłam w stanie zostawić mamy samej na tak długo. Wakacji nie mieliśmy od nie wiem kiedy – mówi z kolei Małgorzata.

Ma 44 lata, męża i troje dzieci. Przez ostatnie lata opiekowała się chorą mamą, a później także babcią. – Postąpiłabym drugi raz tak samo, ale nie dziwię się osobom, które drugi raz by tego nie powtórzyły – mówi.

Dwa lata temu jej mama usłyszała diagnozę: rak nerki. Później pojawiła się afazja. Okazało się, że w mózgu jest przerzut. – Najpierw były badania, później operacja, chemioterapia, radioterapia, immunoterapia. A potem mama miała coraz mniej siły, nie mogła chodzić, wróciły objawy neurologiczne – wspomina.

Mama zamieszkała z Małgorzatą i jej rodziną. – Kiedyś pomagała nam przy dzieciach, więc naturalne było, że my pomożemy jej. Mąż był bardzo pomocny – zaznacza. Od tej pory życie całej rodziny zaczęło kręcić się wokół opieki.

– Wszystko było podporządkowane mamie. Cokolwiek robiliśmy, najpierw była ona. Trzeba było ustalić, kiedy i kto ma co robić. To była logistyka, która nie mogła się rozjechać. A przecież choroba jest nieprzewidywalna – mówi Małgorzata.

Swoją pracę dostosowała do sytuacji. W ciągu dnia, kiedy jej mąż pracował, była z mamą. Po południu się wymieniali. W domu czekały jednak także dzieci. Najmłodszy syn ma pięć lat, córki chodzą do szkoły średniej. Jedna pisze maturę, druga jest w czwartej klasie.

„Ostatnie miesiące były najtrudniejsze”


Mama Małgorzaty przez cały czas była w domu. Miała domową opiekę paliatywną, przyjeżdżał lekarz i pielęgniarz. To jednak nie oznaczało, że rodzina mogła odetchnąć.

– Wszystko trzeba było robić na bieżąco. Pampersy, cewniki, kroplówki, pielęgnacja. Ostatnie miesiące były najtrudniejsze. Mama weszła w taką fazę, że były krzyki w nocy, nie było spania. Nieraz wstawaliśmy na czujkę, żeby jej pilnować. Dopiero później lekarz zdecydował o mocniejszych lekach, żebyśmy mogli funkcjonować w dzień – opowiada.

Potem do rodziny dołączyła także babcia Małgorzaty. Złamała żebra i przeprowadziła się do nich.- Mama była w hospicjum tylko przez ostatnie trzy dni życia. Wcześniej nie chciałam jej oddać – mówi Małgorzata. Babcia zmarła miesiąc po niej, w domu.

System nie nadąża za potrzebami


Dziś Małgorzata mówi wprost, że system wsparcia dla opiekunów jest niewystarczający.

– Opieka nad chorym bliskim to dostosowanie całego życia do tej sytuacji. Nie ma odpowiedniego wsparcia. Dobrze, że powstają grupy na Facebooku, bo można się od siebie czegoś dowiedzieć. Można pójść do ośrodka pomocy społecznej i zapytać o konkretne świadczenie. Ale i tak nie wiadomo, czy się je dostanie. Moja mama wsparcia się nie doczekała – mówi.

Podkreśla, że miała szczęście, bo mogła połączyć pracę z opieką. Wielu opiekunów takiej możliwości nie ma. – Multum ludzi musi zrezygnować z pracy albo wynająć opiekunkę. To są ogromne pieniądze, nie każdego stać. Na miejsca w domach opieki czeka się długo, a prywatne są bardzo drogie – zauważa.

Także pomoc, którą można otrzymać w domu, nie zawsze wystarcza. – To może być toaleta poranna, przebranie pościeli, umycie. Robiłam to sama przez godzinę. Kiedy była druga osoba, zajmowało nam to pół godziny. I nie chodziło o mój czas, tylko o czas, w którym osoba chora się męczy. Im dłużej przekręca się ją z jednego boku na drugi, tym bardziej cierpi. Trzeba to zrobić szybko i sprawnie – tłumaczy. Przez ostatnie lata Małgorzata działała na najwyższych obrotach.

„Jesteśmy zagubieni”


Dopiero teraz organizm upomina się o swoje. – Nigdy nie miałam do nikogo pretensji. W pewnym momencie wylądowałam w szpitalu, ale wyszłam po trzech dniach na własne żądanie, bo wiedziałam, że muszę pomóc w domu – mówi.

Dziś sama potrzebuje pomocy. Nie tej materialnej. – Byłam w rytmie, wszystko było podporządkowane opiece, a teraz trudno mi się odnaleźć.

Przydałyby się grupy wsparcia dla osób, których bliscy odeszli, a ostatnie lata ich życia były skupione na opiece. Jest masa osób w takiej sytuacji jak ja. Jesteśmy zagubieni. Nie potrzebujemy wsparcia materialnego, tylko niematerialnego. Takiego, które pomoże nam odnaleźć się w nowej rzeczywistości i wrócić do życia – dodaje.

Pokolenie sandwich


Magda i Małgorzata to przedstawicielki pokolenia sandwich. To pokolenie, które jest zawieszone pomiędzy swoimi najbliższymi.

– Z jednej strony są dzieci, które jeszcze nie są w pełni samodzielne, z drugiej rodzice, którzy coraz częściej potrzebują pomocy. I w tym wszystkim bardzo często brakuje już przestrzeni dla nich samych – mówi Agata Rorbach, socjolożka, autorka profilu „Socjolog Kreuje”.

Jej zdaniem zjawisko pokolenia sandwich szczególnie często dotyczy kobiet. – Kobiety mają w sobie silnie zakorzenione poczucie, że powinny się kimś opiekować. Dziś więc są opiekunkami dla swoich dzieci, które jeszcze nie wyszły z gniazda, ale jednocześnie dla starzejących się rodziców, którzy nie są już w stanie w pełni zadbać o siebie. Do tego często pracują zawodowo. Muszą więc pogodzić kilka ról jednocześnie, a na końcu okazuje się, że dla nich samych nie zostaje już właściwie nic – zauważa.

Są w ciągłym trybie opieki. – To ogromne obciążenie, bo człowiek przez długi czas może odkładać siebie na później, ale w końcu zaczyna ponosić tego konsekwencje – mówi socjolożka.

Jedną z nich mogą być kryzysy emocjonalne. – Człowiek chce jak najlepiej wywiązać się jednocześnie z roli matki i córki. Problem w tym, że nie jest w stanie w pełni zaspokoić potrzeb wszystkich. I właśnie z tego może rodzić się frustracja, poczucie bezsilności, a z czasem także emocjonalne wyczerpanie – tłumaczy Agata Rorbach.

Dochodzi do tego zmęczenie fizyczne. – Doby nie da się rozciągnąć. Jeżeli w ciągu jednego dnia trzeba pracować, zająć się dziećmi, zrobić zakupy, a później jeszcze pojechać do rodzica, zawieźć go do lekarza czy załatwić za niego jakieś sprawy, tych obowiązków po prostu zaczyna być za dużo. Zwłaszcza gdy opieka oznacza przemieszczanie się między dwoma domami – mówi.


Dwie starsze kobiety siedzące na ławce, laska oparta o ławkę, jedna z pań trzyma biały worek, druga podpiera głowę ręką.

Starsze kobiety na ławcePiotr Kamionka Reporter


Dużą rolę odgrywa również poczucie obowiązku wyniesione z domu. – W Polsce byliśmy wychowywani w przekonaniu, że dziecko ma obowiązek zaopiekować się rodzicem na starość. Dlatego skorzystanie z pomocy pielęgniarki, opiekunki czy skierowanie rodzica do domu seniora może być odbierane jako porażka albo dowód niewdzięczności. Wciąż pokutuje myślenie, że skoro rodzic całe życie się mną opiekował, jak mogę teraz oddać go pod opiekę komuś innemu? – mówi Agata Rorbach.

Problem w tym, że rodzinom często brakuje realnych alternatyw. – Seniorzy wciąż są zbyt mało aktywizowani i często pozostają na marginesie życia społecznego. Brakuje miejsc, w których mogliby spędzać czas, budować relacje i zachować większą samodzielność. Jest też oczywiście kwestia pieniędzy, wielu rodzin zwyczajnie nie stać na prywatną opiekę czy dodatkowe usługi – zauważa.

– Potrzebujemy instytucji, które realnie odciążyłyby rodziny w opiece nad starszymi osobami. Nie możemy zakładać, że cała odpowiedzialność za opiekę spadnie na jedno dziecko, które jednocześnie pracuje, wychowuje własne dzieci i próbuje jeszcze prowadzić swoje życie. Potrzebna jest zmiana systemowa, ale także zmiana naszego myślenia o starości, opiece i rodzinnej odpowiedzialności. A to oczywiście wymaga czasu – dodaje Agata Rorbach.

*Imię zostało zmienione.

Anna Korytowska

  • System roi się od wad. „Daje szanse ludziom, którzy niczego nie zmieniają”
  • Niewidzialni opiekunowie. Dlaczego dorosłych mężczyzn mieszkających z rodzicami traktujemy jak nierobów? [13 PIĘTER]

Czytaj Dalej

Postuluje zmiany w deklaracjach DRA i RCA. Do Sejmu wpłynęła petycja

Możdżonek zareagował na śmierć funkcjonariusza. Odpowiedziała mu policja

Czarnek proponuje 16-dniowe szkolenia wojskowe. Mentzen wykpił pomysł

Radosław Sikorski pokazał list od skruszonej hejterki. „Bardzo żałuję”

Nowa fala oszustw. ZUS ostrzega przed „pomagającymi” pośrednikami

Dziki i łosie wkraczają do miast. Eksperci mówią wprost: Już z nami zostaną

Prognoza pogody na sobotę. IMGW bez alertów, ostrzeżenia wysyła TOPR

Interwencja rzeczniczki praw dziecka. Gawryluk: Sąd zmiażdżył jej argumenty

Projekt zmian w prawie budowlanym Jak będziemy stawiać ogrodzenia?

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.