-
Grzegorz W. Kołodko wskazuje, że propozycja Polski SAFE 0 procent jest kierunkowo zbliżona do jego wcześniejszych pomysłów na finansowanie wydatków zbrojeniowych bez nadmiernego obciążania budżetu państwa.
-
Kołodko argumentuje, że poziom rezerw walutowych NBP jest zbyt wysoki bez ekonomicznego uzasadnienia i sugeruje możliwość wykorzystania ich części na potrzeby obronności.
-
Ekonomista zauważa, że największym zagrożeniem dla wdrożenia projektu jest napięcie polityczne uniemożliwiające racjonalne działania, a realizacja wymagałaby współpracy rządu, parlamentu, prezydenta i banku centralnego.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Kamila Baranowska, Interia: – Prezydent proponuje program Polski SAFE 0 proc. zamiast SAFE w postaci pożyczki w ramach Unii Europejskiej. Pan proponował podobne rozwiązanie już wiele miesięcy temu. Pisał pan wtedy o „specjalnym montażu finansowym”, który miałby pokryć wydatki wojskowe, tak by nie obciążały budżetu państwa. „Ograniczając środki idące na ten cel z budżetu do 3 proc. PKB, pozostałe 2 proc. trzeba zaczerpnąć z funduszu utworzonego z części rezerw walutowych” – pisał pan w sierpniu 2025 i radził, aby część rezerw ulokowanych w złocie przejąć i właśnie z nich finansować zbrojenia. Czy obecna propozycja prezydenta to jest dokładnie to, co pan proponował?
Grzegorz W. Kołodko, ekonomista, były wicepremier i minister finansów, wykładowca Akademii L. Koźmińskiego: – Dokładnie to nie, ale kierunkowo tak. Różnię się w tym z prezydentem Nawrockim – podobnie jak z rządem – że uważam, iż na militaria wydajemy nie za mało, a za dużo. Przy lepszej strukturze wydatków zbrojeniowych i większej dyscyplinie finansowej w ich alokacji wystarczyłoby 3 proc. PKB na obronę narodową, do czego zobowiązuje przyjęta kilka lat temu ustawa. NATO zadecydowało, że bezpośrednio na wojsko ma to być 3,5 proc. PKB, ale docelowo w 2035 roku, a my już wydajemy około 5 proc., najwięcej w gronie 32 członków NATO. Ale skoro według rządzących ma to być aż 5 proc., to wskazałem, skąd można zaczerpnąć część środków, aby nadmiernie nie obciążać i tak już głęboko niezrównoważonych finansów publicznych. Z rezerw walutowych, których poziom jest wygórowany bez ekonomicznego uzasadnienia.
Pod koniec października ubiegłego roku spotkał się pan z prezydentem Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim. Czy już wtedy przekonywał go pan do swojego pomysłu na to, skąd wziąć pieniądze na zbrojenia? Jaka była wówczas reakcja prezydenta?
– Tak. Prezydent Nawrocki wielokrotnie wypowiadał się na temat stanu finansów publicznych, określając go jako katastrofalny. Ma rację, że są one w bardzo złym stanie i, niestety, ma też rację, uważając, że rząd niedostatecznie panuje nad pogarszająca się pod tym względem sytuacją. Dlatego skorzystałem z zaproszenia i przedstawiłem prezydentowi swoją opinię i propozycje. Reakcja prezydenta? Spokojna, rzeczowa, pragmatyczna, z konkretnymi pytaniami.
Na czym konkretnie ma polegać rozwiązanie Polski SAFE 0 procent i czy jest lepsze od unijnego programu SAFE?
– Jest lepsze, bo zapewniając dodatkowe środki na obronność uzupełniające strumienie płynące z budżetu, jest tańsze niż unijny program SAFE. A więc jest korzystniejsze zgodnie z zasadą prakseologii, która powiada, że przy dążeniu do zakładanego celu należy minimalizować koszty jego osiągnięcia.
– Co zaś do konkretów, to sprawa jest złożona, bo jest kilka alternatywnych ścieżek, którymi można kroczyć. Nie wchodząc tutaj w detale, nakreśliłem je w artykule opublikowanym w Money.pl nazajutrz po publicznej prezentacji zamysłu przez prezydenta Nawrockiego i prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Ja zatytułowałem artykuł „Polski SAFE czy unijny?”, a ukazał się on pod tytułem: „Prof. Kołodko: odrzucenie przez rząd propozycji prezydenta i prezesa NBP byłoby godne pożałowania”
Podkreślał pan, że NBP ma „nadmierne rezerwy”. Co to oznacza i dlaczego nie ma sensu utrzymywanie rezerw na wysokim poziomie, bo jeszcze niedawno prezes Glapiński przekonywał, że chce nadal kupować złoto i mieć 700 ton złota w skarbcu.
– Najczęściej w literaturze przedmiotu sugerowany poziom rezerw walutowych to równowartość sześciomiesięcznego importu, a więc mniej więcej trzy czwarte obecnej ich wartości. W polskich realiach nie ma żadnego konkretnego powodu, aby utrzymywać je w wysokości przekraczającej równowartość biliona złotych. Za lokowanie rezerw finansowych za granicą uzyskujemy niewiele ponad 2 proc., a za pożyczanie pieniędzy – po części także za granicą – płacimy około 5 proc. W takim kontekście argument, że wyważone sięgnięcie do rezerw walutowych w celu utrzymania bezpieczeństwa państwa byłoby ich „przejadaniem”, jest skrajnie chybiony.
– Natomiast z prostej konfrontacji tych dwu stóp procentowych, 2 i 5, każdy zrozumie, że całokształt polityki finansowej – budżetowej i pieniężnej – jest źle skoordynowany. To trochę tak, jakby żona skrzętnie oszczędzała, lokując część dochodów rodziny, dajmy na to 100 tysięcy złotych, w banku na 2 proc., a jej mąż pożyczał w tymże banku te 100 tysięcy na 5 proc., aby kupić sobie nowy samochód. Pośrednicy finansowi zarabiają krocie, a rodzina dopłaca do takich interesów. Rezerwy finansowe – w domu, w rodzinie, w firmie, w państwie – trzeba posiadać, ale na racjonalnym, ekonomicznie uzasadnionym poziomie.
-
Alternatywa prezydenta Nawrockiego dla SAFE. Jest odpowiedź z rządu
Jakie są zagrożenia związane z pomysłem Polski SAFE 0 procent? Innymi słowy, czy jest coś, co może pójść nie tak?
– Już idzie nie tak. Główne zagrożenie polega na polskiej zimnej wojnie domowej, która uniemożliwia racjonalne postępowanie. O rozstrzygnięciach decydują emocje i politykierstwo, a nie rozsądek i rachunek ekonomiczny. Sięgnięcie do rezerw walutowych w skali, jaką zaproponowałem, w niczym nam nie zagraża – ani utratą zaufania rynków finansowych i zagranicznych partnerów ekonomicznych, ani nasileniem inflacji. Miałki jest ponadto argument, że jak raz się do nich sięgnie, to potem będą praktyki recydywy. Od tego jest odpowiedzialna polityka w demokratycznym państwie, aby nadzwyczajne rozwiązania – bo o takich mówię – stosować wyjątkowo, tylko w nadzwyczajnych okolicznościach.
Niektórzy komentatorzy wskazują, że jeśli Polski SAFE 0 procent wiązałby się ze sprzedażą rezerw złota, to najpierw trzeba byłoby pokryć z tego straty NBP, a dopiero później wydawać na zbrojenia. Czy tak jest w istocie, czy da się to ominąć?
– Straty w przeszłości już zostały poniesione i są uwzględnione w bilansach banku centralnego. Jeśli w zeszłym roku poniosła pani straty, to może pani w tym roku osiągać zyski, czyż nie? Strata to nie dług, który trzeba spłacić, o ile tylko w okresie ponoszenia tejże straty nie zaciągano kredytu na złagodzenie dolegliwości powodowanych stratą.
-
SAFE to szantaż. A szantażom nie należy ulegać
Krytycy pomysłu zastanawiają się, czy wyprzedaż złota w czasie, gdy właśnie rozlewa się wojna na Bliskim Wschodzie to na pewno dobry pomysł? Jak by pan na to odpowiedział?
– Istnieje kilka sposobów wdrożenia projektu, a realizacja zysku NBP poprzez sprzedaż części zapasów złota zakupionego wcześniej po dużo niższych cenach (od początku 2024 roku wzrosły one aż o około 160 proc.) to dobry interes. Nie należy przeto wykluczać i takiej techniki, której zastosowanie dałoby zastrzyk dla budżetu państwa w wysokość 95 proc. zysku osiągniętego przez NBP, bo akurat taka jego część ustawowo jest przejmowana przez budżet. Uzasadniony, także uwzględniając sytuację geopolityczną poziom rezerw jest już przestrzelony i ich kontrolowana redukcja bynajmniej nie zagrażałaby naszemu bezpieczeństwu od strony finansowej. Pod tym względem różnię się do prezesa Glapińskiego, który jest za nienaruszaniem stanu rezerw. Otóż można je zdroworozsądkowo zmniejszyć, ale trzeba to zrobić zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi. Jeśli w ich obecnie obowiązujących ramach byłoby to niemożliwe, to sprawa suwerena jest ich stosowna modyfikacja. Dlatego właśnie potrzebne jest porozumienia na linii rząd – parlament – prezydent – bank centralny.
Jakie powinny być następne kroki? Rząd wydaje się sceptyczny i upiera się, że pożyczka z unijnego programu SAFE jest lepsza i pewniejsza. Wierzy pan w to, że możliwe jest jakieś ponad polityczne porozumienie w tej sprawie?
Gdy zgłaszałem swoje propozycje, wciąż w to wierzyłem. Po reakcji rządu na uzgodnioną propozycję Prezydenta RP i prezesa NBP już nie wierzę. Osiągnięcie pragmatycznego kompromisu w tej materii wymaga dobrej woli politycznej. Niestety, nie dostrzegam jej. A pani?
-
Emocje wokół programu SAFE. Donald Tusk o „trzech mitach”
-
Dotarliśmy do wewnętrznej instrukcji PiS. „Od tej reguły nie ma wyjątków”