33,4 proc. uprawnionych do głosowania wzięło udział w referendum. Tak wynika z sondażu exit poll przeprowadzonego przez OGB i Stan360 dla Polsat News. Za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 97,8 proc. uczestników.
Jeśli wyniki się potwierdzą, Miszalski straci stanowisko. Oficjalne wyniki KBW pojawić mają się w poniedziałek rano.
A co zmobilizowało mieszkańców do pójścia do urn wyborczych?
Referendum w Krakowie. Czemu ludzie poszli do urn?
Obwodowa komisja numer 37 przy ulicy Masarskiej w Krakowie, tuż przed południem. Starsza kobieta w białym żakiecie i tlenionych włosach wychodzi z lokalu wyborczego. To zwolenniczka Koalicji Obywatelskiej.
– Głosowałam przeciwko odwołaniu prezydenta. Moim zdaniem w Krakowie jest bardzo dobrze, nawet jak są jakieś błędy, to kto z nas ich nie popełnia – mówi. Dopytujemy czy nie wolała zostać w domu, aby nie zwiększać frekwencji wyborczej, która jest kluczowa w referendum. – Chodzę na wszystkie wybory, dlatego teraz też poszłam – mówi.
Takich osób, jak pani Krystyna, w ciągu blisko godziny przed lokalem wyborczym spotykamy dwie. Mówią podobnie. Zdecydowana większość osób przyszła zagłosować jednak za odwołaniem prezydenta.
– Nie podoba mi się to, że podniósł ceny biletów, a przecież w kampanii wyborczej mówił, że będzie taniej. A komunikacja jest, jaka jest. To loteria, albo autobus przyjedzie, albo nie przyjedzie. Ogólnie źle oceniam zarządzanie miastem – mówi nam Wojciech, 25-letni mieszkaniec Krakowa.
– Głosowałem na Miszalskiego, ale jego prezydentura mnie rozczarowała. Miało być inaczej, ale niewiele się zmieniło. Dlatego poszedłem do referendum – mówi nam z kolei Grzegorz.
Krakowianie wskazują, czemu poszli na referendum. Piotr zastanawiał się do ostatniej chwili
Piotr, lat 31, do ostatniej chwili zastanawiał się, czy pójść do głosowania. – Z jednej strony źle oceniam Miszalskiego, ale z drugiej nie ma sensownej alternatywy – opowiada. Co go przekonało go wzięcia udziału w referendum?
– Ludzie Koalicji Obywatelskiej wmawiający, że za referendum stoją rosyjskie trolle. Ja jestem mieszkańcem i denerwują mnie konkretne lokalne sprawy. Nie jestem żadnym trollem – wyjaśnia.
Zofię do pójścia do referendum zmotywowały problemy z komunikacją miejską, a dokładniej jej przepełnienie. – Kilka razy w tym roku zdarzyło się, że nie mogłam wejść do tramwaju, bo było tak tłoczno. A jedyne, co dostałam od prezydenta, to podwyżki cen biletów – opowiada młoda dziewczyna.
Jeśli oficjalne dane PKW potwierdzą frekwencyjny próg i przewagę głosów za odwołaniem, Kraków czeka polityczne trzęsienie ziemi, którego głównym katalizatorem okazały się prozaiczne, codzienne problemy krakowian.
-
Trzęsienie ziemi pod Wawelem. Co czeka Kraków po referendum?