Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Współczuje dziś pani bardziej PiS czy kibicuje inicjatywie Mateusza Morawieckiego?
Elżbieta Jakubiak: Patrzę na ten konflikt z punktu widzenia wyborcy PiS i myślę, że trudno o jednoznaczną ocenę, bo dla wielu wyborców PiS-u to po prostu dramat. Z jednej strony istnieje ogromne przywiązanie do Jarosława Kaczyńskiego. To człowiek, który dał prawicy czterech prezydentów i tylu premierów, że trudno zliczyć: od Tadeusza Mazowieckiego po Mateusza Morawieckiego. Ludzie mają do jego intuicji politycznej gigantyczne zaufanie.
Z drugiej strony przez ostatnie osiem lat Mateusz Morawiecki stał się dla tego środowiska kimś niezwykle ważnym. Wyborcy byli z niego dumni, bo spełniał ich oczekiwania – od wizerunkowych po merytoryczne.
Wizerunek Beaty Szydło nie był tak silny?
W przypadku Beaty Szydło próbowano budować wizerunek na wzór Angeli Merkel. Myślę, że nie wszystkim w PiS-ie to odpowiadało, bo było wymyślone, nie współgrało z jej temperamentem. Co do Morawieckiego – wyborcy autentycznie wierzyli w jego kompetencje gospodarcze i znajomość świata. Jego uzasadnienia dla wielkich inwestycji były dla ludzi bardzo przekonujące. Mówił wprost: budujemy porty, musimy ściągać do Polski VAT, musimy budować CPK, by to, co ląduje u sąsiadów, stało się naszym dochodem. Zwrócił uwagę na to, że przez lata środki unijne budowały głównie zagraniczne firmy i ukrócił fortuny z wyłudzeń VAT-u.
Przejął stery i pokazał: „mamy miliardy, których wcześniej nie było”. Spełnił oczekiwania elektoratu i pokazał czym jest patriotyzm gospodarczy we współczesnym świecie.
Mimo że nie miał korzeni w PiS.
Może i nie urodził się z rodowodem partyjnym, nie był w PC, ale wyborcy wiedzieli, kim był jego ojciec. Kornel Morawiecki był postacią szlachetną, człowiekiem głęboko zaangażowanym w polskie sprawy. Istniało przekonanie, że nauczył syna tego samego. Doskonale pamiętam moment, gdy Kornel Morawiecki został marszałkiem seniorem Sejmu. Pomyślałam wtedy, że Polska nareszcie nagradza tych, którzy na to zasłużyli całym swoim życiem. Poczułam satysfakcję i sprawiedliwość dziejową. A Mateusz – jego syn – stał się naturalnym dziedzicem tej spuścizny.
Dlatego dzisiejszy rozłam to dla wyborcy PiS-u potężny dylemat. To tak, jakby dziecko pytano, czy bardziej kocha mamę, czy tatę.
Tym trudniejszy, że ten partyjny rozwód potwornie się przeciąga.