-
Samojedy w eksperymencie wykazały wrażliwość na zmianę wysokości dźwięku podczas wycia do muzyki, dostosowując ton swojego wycia do tonacji utworu.
-
Shiba inu nie wykazały podobnej wrażliwości na tonację i sprawiały wrażenie 'głuchych’ na wysokość dźwięku według autorów badania.
-
Badania i analizy naukowców sugerują, że muzykalność może być biologiczną zdolnością starszą niż ludzki język i nie wynika wyłącznie z wpływu kultury.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Każdy, kto spędził trochę czasu w internecie, natknął się pewnie na nagrania psów wyjących do pianina, skrzypiec albo popowych przebojów. Zwykle traktujemy to jak zabawny przypadek albo efekt pobudzenia. Nowe badania sugerują jednak, że przynajmniej część tych zwierząt robi coś więcej niż tylko reaguje na hałas.
Zespół kierowany przez psychologa Aniruddha Patela z Tufts University postanowił sprawdzić, czy psy rzeczywiście słyszą różnice wysokości dźwięku i zmieniają własny głos w odpowiedzi na muzykę. Wyniki wskazują, że w niektórych przypadkach tak właśnie jest. To nie był idealny śpiew, ale coś, co wygląda na próbę wejścia w relację z melodią.
Samojedy słuchały i zmieniały ton
W eksperymencie właściciele nagrywali swoje psy wyjące do ulubionych utworów. Następnie te same piosenki odtwarzano także w wersjach przesuniętych o trzy półtony w górę i o trzy półtony w dół. Chodziło o to, by sprawdzić, czy zwierzęta zmienią własne wokalizacje wraz ze zmianą tonacji.
Badacze skupili się na dwóch starych rasach psów, które uważa się za bliższe przodkom wilczym niż wiele ras nowoczesnych. Były to samojedy i shiba inu. Aby wynik był bardziej wiarygodny statystycznie, do analizy trafiały tylko te psy, które wyły co najmniej 30 razy przez minimum sekundę dla każdej wersji utworu.
Najciekawsze okazały się samojedy. Wszystkie cztery badane psy tej rasy wykazały pewną wrażliwość na zmianę wysokości dźwięku i konsekwentnie dostosowywały swoje wycie do nowej tonacji. Nie trafiały w nią idealnie, ale zmiana była wyraźna.
„Próbują nawiązać jakąś relację między tym, co słyszą, a własnym głosem. To nie jest po prostu instynktowna i sztywna reakcja” – mówi Aniruddh Patel, psycholog z Tufts University, cytowany przez „New Scientist”.
Nie każdy pies jest muzykalny
Shiba inu wypadły zupełnie inaczej. Dwa badane psy tej rasy nie wykazały podobnej wrażliwości na tonację i według autorów badania sprawiały raczej wrażenie „głuchych” na wysokość dźwięku. To oczywiście nie znaczy, że cała rasa nie ma takich zdolności, ale pokazuje, że różnice między psami mogą być duże.
Patel zaznacza, że przy większej próbie wyniki mogłyby wyglądać nieco inaczej. Sam przyznaje, że niewykluczone jest istnienie dużej zmienności genetycznej nawet w obrębie starych ras. Jedne osobniki mogą być bardziej skłonne do wycia i lepiej reagować na dźwięk niż inne.

To zresztą jedno z ograniczeń badania. Próba była niewielka, więc nie można jeszcze mówić o ostatecznym dowodzie na psią muzykalność. Mimo to wyniki są na tyle intrygujące, że otwierają nowy kierunek badań nad tym, jak zwierzęta odbierają i tworzą uporządkowane dźwięki.
Zainteresowanie badaczy budzi też samo pytanie, po co psy w ogóle to robią. Patel zwraca uwagę, że na oglądanych przez zespół nagraniach zwierzęta nie wyglądały tak, jakby czekały na nagrodę od opiekuna. Często były wyraźnie skupione, patrzyły gdzieś w dal i sprawiały wrażenie zaangażowanych w sam dźwięk.
Muzyka jak zastępcze wycie stada
Zdaniem badacza muzyka może działać na nie jak coś w rodzaju zastępczego sygnału przypominającego wycie innych osobników. Taki dźwięk mógłby uruchamiać społeczny tryb reagowania i skłaniać psa do dołączenia. Innymi słowy, nie chodziłoby o „śpiewanie” w ludzkim sensie, ale o bardzo stare zachowanie społeczne.
To właśnie dlatego wyniki badania są interesujące nie tylko dla miłośników psów, ale też dla naukowców zajmujących się pochodzeniem muzyki. Część badaczy uważała dotąd, że śpiew i muzykalność wyrosły z precyzyjnej kontroli głosu związanej z mową. Skoro jednak psy potrafią kontrolować wysokość dźwięku, choć nie uczą się wokalnie tak jak ludzie, ten obraz robi się bardziej złożony.
„Możliwe, że nasza zdolność i potrzeba koordynowania wysokości dźwięku z innymi podczas śpiewu ma bardzo stare korzenie ewolucyjne i nie jest tylko produktem ubocznym umiejętności naśladowania złożonych dźwięków” – mówi Patel. To przesuwa punkt ciężkości z języka na głębsze, starsze mechanizmy biologiczne.
Podobnie uważa Henkjan Honing, profesor kognitywistyki muzyki z University of Amsterdam. W opublikowanej w „Current Biology” analizie podsumowującej dwie dekady badań argumentuje, że człowiek jest z natury „zwierzęciem muzycznym”. Według niego muzykalność to nie ozdobnik kultury, lecz biologiczna zdolność pozwalająca odbierać, tworzyć i lubić uporządkowane dźwięki.
Muzykalność może być starsza niż język
Jednym z najmocniejszych argumentów za biologicznym charakterem muzykalności są badania niemowląt. Jak przypomina Honing, noworodki potrafią wykrywać rytm, rozpoznawać zarysy melodii i tworzyć oczekiwania dotyczące czasu oraz wysokości dźwięku, zanim jeszcze nauczą się mówić. Takie zdolności pojawiają się spontanicznie.
„Te umiejętności pojawiają się same. Niemowlęta reagują na rytm i melodię bez nauki. To mocno sugeruje, że rodzimy się z biologicznymi predyspozycjami do struktury muzycznej” – podkreśla badacz z University of Amsterdam. To kolejny argument przeciw poglądowi, że muzyka jest tylko efektem wychowania.

Równie ważne są dane z neuronauki. Badania obrazowe pokazują, że muzyka i mowa korzystają częściowo z odrębnych szlaków nerwowych. Zdarza się, że pacjenci z poważnymi zaburzeniami języka zachowują zdolności muzyczne, a inni przy prawidłowym języku cierpią na wrodzoną amuzję, czyli trudności z odbiorem melodii.
„Muzyka nie jest po prostu językiem z dekoracją” – mówi Honing. „Coraz więcej danych wskazuje, że muzykalność jest dawną biologiczną zdolnością, być może starszą od samego języka”. Jeśli tak, to źródeł ludzkiej muzyki trzeba szukać nie tylko w kulturze, ale także w ewolucji.
Honing opisuje muzykalność jako mozaikę różnych elementów. W jej skład wchodzą między innymi poczucie rytmu, przetwarzanie wysokości dźwięku, reakcje emocjonalne i powiązania między słuchem a ruchem. Każdy z tych składników mógł mieć własną historię ewolucyjną, a dopiero ich połączenie dało to, co dziś nazywamy muzyką.