-
Zmiana klimatu może sprawić, że ryzyko zachorowania na chikungunyę przesunie się w ciągu następnych dekad na północ, obejmując Europę Środkową, północno-wschodnią Amerykę Północną i Wschodnią Azję.
-
Komar tygrysi, który lepiej znosi chłodniejsze warunki, może rozszerzyć swój zasięg na obszary dotąd zbyt zimne, co zwiększa ryzyko lokalnego przenoszenia wirusa.
-
Naukowcy zalecają rozwijanie monitoringu komarów, szkolenie lekarzy i przygotowanie planów reagowania, podkreślając, że prognozy są ostrzeżeniem, a nie powodem do paniki.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Większość Europejczyków nigdy nie słyszała o chikungunyi. Chorobę wywołuje wirus przenoszony przez komary z rodzaju Aedes. Nazwa pochodzi z języka Makonde i odnosi się do charakterystycznych dolegliwości stawów, które mogą sprawiać, że chory porusza się w przygarbionej pozycji. Do najczęstszych objawów należą wysoka gorączka, bóle mięśni i stawów, bóle głowy, zmęczenie, nudności oraz wysypka.
Zakażenie zwykle zaczyna się nagle. U części pacjentów dolegliwości ustępują po kilku tygodniach, jednak bóle stawów mogą utrzymywać się miesiącami, a nawet latami. Według autorów badania wirus stanowi dziś zagrożenie dla ponad miliarda ludzi na świecie, a globalne obciążenie zdrowotne związane z chorobą jest porównywalne z setkami tysięcy utraconych lat życia w pełnym zdrowiu każdego roku.
Przypadków zachorowań na chikungunyę jest coraz więcej
Według Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób od początku 2026 r. odnotowano na świecie około 33 tys. objawowych przypadków chikungunyi i dziewięć zgonów. Obecnie większość zakażeń występuje w Ameryce Południowej, a w Europie czy Ameryce Północnej choroba pojawia się głównie u osób wracających z podróży do regionów tropikalnych.
To może się jednak zmienić. Badacze z Zhejiang Chinese Medical University i współpracujących instytucji przeanalizowali, jak zmiana klimatu wpłynie na rozmieszczenie wirusa i jego głównych wektorów, czyli komarów Aedes aegypti oraz Aedes albopictus. Wyniki opublikowane w czasopiśmie „Frontiers in Cellular and Infection Microbiology” wskazują, że wirus będzie stopniowo przesuwał się w kierunku stref umiarkowanych.
Zmiana klimatu pomaga komarom
Kluczową rolę odgrywa tutaj komar tygrysi, czyli Aedes albopictus. Gatunek ten lepiej znosi chłodniejsze warunki niż jego tropikalny krewniak Aedes aegypti. W praktyce oznacza to, że wraz ze wzrostem temperatur może zadomowić się w miejscach, które dotąd były dla niego zbyt zimne. Na przykład w Europie Środkowej.
„W naszym badaniu komar tygrysi był szczególnie ważny. Odpowiadał za ponad 70 proc. przewidywanego rozmieszczenia wirusa” – mówi dr Yang Wu z Guangzhou Customs Technology Center. „Ponieważ ten gatunek lepiej toleruje chłodniejsze warunki niż komar przenoszący żółtą febrę, ocieplenie klimatu może umożliwić mu zasiedlenie obszarów, które wcześniej były zbyt zimne. Gdy odpowiednie gatunki komarów się tam zadomowią, wzrasta ryzyko lokalnego przenoszenia wirusa”.
Autorzy wykorzystali dziesiątki tysięcy geolokalizowanych obserwacji komarów i przypadków choroby z całego świata. Następnie połączyli je z 16 scenariuszami klimatycznymi opracowanymi przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC). Modele uwzględniały między innymi temperaturę, opady, wysokość nad poziomem morza oraz prędkość wiatru.
Już dziś strefy ryzyka obejmują około 21 proc. powierzchni lądów Ziemi i 139 państw. Największe zagrożenie występuje w regionach tropikalnych i subtropikalnych Ameryki Południowej, Afryki oraz Azji. Według nowych prognoz obszar ten będzie się jednak przesuwał na północ.
Europa może stać się nowym frontem walki z wirusem
Najbardziej niepokojącym wnioskiem badania jest pojawienie się nowych ognisk w regionach, które dotychczas nie były kojarzone z chikungunyą. Modele konsekwentnie wskazują północno-wschodnią część Ameryki Północnej, Europę Środkową i Wschodnią Azję jako przyszłe hotspoty choroby. W Europie szczególnie zagrożone mogą być obszary położone na północ od Morza Śródziemnego, gdzie obecność komara tygrysiego jest już coraz lepiej udokumentowana.
Nie oznacza to, że Europa stanie się nowymi tropikami. Ryzyko lokalnych epidemii może jednak rosnąć wraz z pojawianiem się odpowiednich gatunków komarów. Co istotne, mieszkańcy tych regionów nie mają naturalnej odporności na wirusa, a systemy ochrony zdrowia rzadko traktują chikungunyę jako codzienne zagrożenie. To będzie musiało wkrótce się zmienić.
Naukowcy przypominają, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej. W 2005 i 2006 r. epidemia na wyspach Oceanu Indyjskiego oraz w Indiach doprowadziła do zachorowania około 266 tys. osób i spowodowała co najmniej 254 zgony. Właśnie wtedy odkryto mutację wirusa, która ułatwiła jego przenoszenie przez komara tygrysiego. To był jeden z momentów przełomowych w globalnej historii choroby, która wcześniej uchodziła za lokalny problem niewielkiego regionu Afryki.
Czas na przygotowania, nie na panikę
Autorzy badania podkreślają, że ich prognozy nie powinny być powodem do alarmu. Mają raczej dać służbom zdrowia czas na przygotowanie się do nowych zagrożeń. „Społeczeństwo nie powinno wpadać w panikę, ale systemy ochrony zdrowia powinny zacząć przygotowania odpowiednio wcześnie” – mówi dr Ye Xu z Zhejiang Chinese Medical University.
Badacze zalecają rozwijanie monitoringu komarów, szkolenie lekarzy w rozpoznawaniu choroby oraz przygotowanie planów szybkiego reagowania na ewentualne ogniska zakażeń. Szczególnie ważne ma to być w regionach umiarkowanych, gdzie chikungunya nie była dotąd uznawana za istotny problem zdrowotny.
Jednocześnie modele pokazują bardziej złożony obraz przyszłości niż prosty scenariusz nieustannego wzrostu zagrożenia. W części regionów tropikalnych, zwłaszcza przy najbardziej pesymistycznych scenariuszach ocieplenia, ryzyko może nawet spadać. Powód jest paradoksalny: ekstremalne temperatury zaczynają szkodzić również samym komarom. W niektórych częściach Afryki i Australii warunki mogą stać się dla nich zbyt gorące.
To nie zmienia jednak ogólnego trendu. W miarę jak klimat się ociepla, granice występowania wielu chorób przenoszonych przez owady przesuwają się na północ. Chikungunya jest kolejnym przykładem tego, że skutki globalnego ocieplenia nie ograniczają się do rekordów temperatur, susz czy powodzi. Coraz częściej dotyczą również chorób, które jeszcze niedawno wydawały się problemem odległych regionów świata.