-
Inwazyjne płazińce z rodzaju Bipalium rozprzestrzeniły się na świecie dzięki transportowi z egzotycznymi roślinami doniczkowymi i wydzielają niebezpieczną tetrodotoksynę, która może zagrażać ludziom i zwierzętom domowym.
-
Rozmnażają się zarówno płciowo, jak i przez podział, co oznacza, że krojenie ich ciała skutkuje powstaniem dwóch nowych organizmów i przyspiesza ekspansję tych robaków.
-
Bipalium kewense oraz Bipalium adventitium występują obecnie na wielu kontynentach, stanowią zagrożenie dla lokalnej fauny, zwłaszcza dżdżownic, i nie mają naturalnych wrogów w Europie ani w Stanach Zjednoczonych.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Płazińce z rodzaju Bipalium mogą bowiem rozmnażać się płciowo, jak i bezpłciowo. W wypadku rozmnażania bezpłciowego potrafią dokonać fragmentacji i odtworzyć nowy organizm z kawałka oderwanego od ciała. To dlatego służby ekologiczne w Stanach Zjednoczonych ostrzegają, by tych robaków w żadnym razie nie kroić, bo to tylko pogarsza sprawę. Pomaga płazińcom się szybciej mnożyć. „Nie zabijajcie go, nie miażdżcie, nie krójcie, nie róbcie nic z tych rzeczy” – powiedział Sid Miller, komisarz ds rolnictwa w Teksasie i zalecił, by zauważone robaki bezpiecznie schwytać np. s słoik i odstawić do organów zajmujących się gatunkami inwazyjnymi.
Stany Zjednoczone to jeden z wielu krajów dotkniętych inwazją tych płazińców. Robaki z gatunku Bipalium kewense są obecne nie tylko w Teksasie, ale stwierdzono je właśnie także w Luizjanie, co spowodowało podniesienie alarmu w tym stanie. „Należy zachować szczególną ostrożność po deszczowej pogodzie, kiedy prawdopodobieństwo pojawienia się robaków jest większe. Każdy, kto zauważy dużą liczbę robaków na swojej posesji, powinien uważnie monitorować teren i stosować zalecane środki ostrożności” – czytamy w komunikatach.
Mówimy bowiem o zwierzętach nie tylko szybko się mnożących, ale i trujących. W 2014 r. w ciałach Bipalium kewense oraz Bipalium adventitium znaleziono tetrodotoksynę, znaną chociażby z ciał ryb takich jak najeżki czy fugu. To pierwszy przypadek, by ta groźna neurotoksyna występowała także u bezkręgowców. Może ona być groźna dla ludzi, a służby w USA ostrzegają także przed tym, by robaków nie zjadały czy nie lizały zwierzęta domowe jak psy i koty.
A mówimy o sporym bezkręgowcu. Bipalium kewense osiąga co najmniej 20 cm długości, a nawet więcej. Trudno go nie zauważyć. Wygląda jak ogromna dżdżownica, a charakterystyczne dla niego jest młotkowate zakończenie głowy.
To wirki, które polują na dżdżownice na lądzie
To należące do płazińców wirki, z których większość żyje w wodzie, zarówno słonej morskiej, jak i słodkiej. Mamy jednak także wirki lądowe i Bipalium do nich należą. Wiele płazińców to pasożyty, ale te zwierzęta są wolno żyjące i nie związane z konkretnym żywicielem i ich ciałem. To tzw. wypławki, czyli lądowe wirki trójjelitowe. Wypławki są obojnakami, zachodzi między nimi zapłodnienie krzyżowe, ale rozmnażają się również przez podział poprzeczny. To budzi szczególną sensację.
Wiele wirków z rodzaju Bipalium i pokrewnych to zwierzęta inwazyjne. Wspomniany Bipalium kewense, który jest teraz plagą w Stanach Zjednoczonych, a także w winnych państwach. W Unii Europejskiej znalazł się na liście gatunków inwazyjnych, a w Londynie znaleziono go już w epoce wiktoriańskiej. Tak zresztą mogła się rozpocząć inwazja tego płazińca, jako że zaczął on się rozprzestrzeniać po świecie wraz z modą na rośliny doniczkowe i uprawę egzotycznych kwiatów.
W sprowadzanych doniczkach i ziemi znajdowały się wirki, które masowo wypełzły i tak się zaczęło. Dzisiaj tylko ten jeden gatunek występuje na wszystkich kontynentach poza Antarktydą i nawet nie ma pewności, gdzie znajduje się pierwotna ojczyzna Bipalium kewense, opisanego wszak w Wielkiej Brytanii, w parku Kew Park. Zapewne to południowa Azja.
Raz widziano tego robaka w Polsce, we Wrocławiu
Ten robak znalazł się nawet w Polsce, ale tylko jeden jedyny raz. Jak czytamy na stronie Instytutu Ochrony Przyrody PAN, gatunek ten pojawił się przed 1975 r. w cieplarniach we Wrocławiu. Od tego czasu brak informacji o jego występowaniu w Polsce.
Z kolei Bipalium adventitium zajął już całą Amerykę Północną, aż po Quebec w Kanadzie, gdzie znaleziono go w 2019 r. Z tym gatunkiem problem jest o tyle mniejszy, że on nie rozmnaża się przez podział, a jedynie płciowo. To zapamiętały łowca dżdżownic, chwyta nawet te większe od siebie wielokrotnie.

Takich inwazyjnych wirków wydostających się z doniczek czy sprowadzanych z tropików wraz z ziemią dla roślin jest co niemiara. Bipalium vagum dotarł do Stanów Zjednoczonych w ubiegłej dekadzie, a w 2021 r. znaleziono go we Włoszech. Bipalium pennsylvanicum to w ogóle ciekawa sprawa, bo pochodzi niemal na pewno z Azji, a nazwę dostał dzięki Pensylwanii w USA, w której żyje wtórnie. Z kolei Humbertium covidum, zaliczany niegdyś do rodzaju Bipalium, jest obecny już we Francji, Włoszech, a nawet Rosji. Opisany został w czasie pandemii COVID-19 i nadano mu w związku z tym taką właśnie nazwę.
Ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Europie te płazińce nie mają naturalnych wrogów. Wydzielane przez nie toksyny sprawiają, że unikają ich ptaki, także jeże i ssaki owadożerne. Mogą się bez przeszkód rozmnażać. Stanowią przez to spory problem dla miejscowej fauny, zwłaszcza dla dżdżownic – ich głównego pokarmu. Wirki te potrafią je tropić, ścigać, a gdy dopadną, oblepiają lepką wydzieliną i paraliżują trucizną. Niekiedy dżdżownicom udaje się wydostać już z wnętrza drapieżnika, gdy przedrą się przez jego tkanki. Jeśli nie, są trawione wyrzuconym na zewnątrz układem pokarmowym płazińca i giną.