Marta Roels: Unijna agenda klimatyczna rozpoczęła się na początku lat 90., a jej celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Coraz więcej ekspertów uważa jednak, że to strzał w stopę, bo sama Europa nie uratuje planety, ale za to zniszczy własną gospodarkę. Jak pan wyjaśnia to, że UE z uporem maniaka trzyma się tego kursu?
Bjørn Lomborg: To nie jest tak, że wszystko zakończyło się porażką. Unii Europejskiej rzeczywiście udało się znacząco ograniczyć emisje CO₂, a to było celem. Jeśli odpowiednio podniesie się ceny paliw kopalnych, emisje spadną. Problem polega na tym, że większość ludzi zaczyna odczuwać, jak bardzo jest to kosztowne i uciążliwe. Co więcej, uderza to w konkurencyjność Europy na świecie i sprawia, że stajemy się mniej zamożni.
Nie ma nic złego w tym, że chcemy zajmować się klimatem. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że obecna polityka jest bardzo droga. Unia Europejska wydaje rocznie około 500 mld dolarów na samą realizację polityk klimatycznych, a to tylko bezpośrednie koszty. Jeśli uwzględnimy utracony wzrost gospodarczy, czyli fakt, że rozwijamy się wolniej niż na przykład Stany Zjednoczone, to koszty są znacznie większe. Ma to konsekwencje ekonomiczne, ale również militarne. Coraz wyraźniej widzimy, że jesteśmy mniej zdolni do obrony i odgrywania znaczącej roli na świecie. Coraz częściej inni patrzą na Europę jak na muzeum. To są realne koszty.
Ograniczyliśmy emisje o 30–40 proc. i to jest osiągnięcie, ale teraz zaczyna się najtrudniejszy etap. Chcemy zejść do 90 proc. redukcji do 2040 roku, a do 2050 roku osiągnąć 100 proc. Przy obecnym poziomie technologii to się po prostu nie wydarzy. W pewnym momencie społeczeństwa się zbuntują i powiedzą „nie chcemy tego”. Jeśli Unia będzie kontynuować politykę „więcej i szybciej”, to Europa może w końcu wybrać swój odpowiednik Donalda Trumpa. Sugerowałbym, że lepiej zatrzymać się wcześniej i zacząć działać rozsądniej.
W wielu aspektach UE powiela bezrefleksyjnie nieudane polityki Niemiec. Czy uważa pan, że w przyszłości w niemieckich podręcznikach historii pojawi się rozdział „chybiona polityka klimatyczna”, czy raczej nikt nie przyzna, że to był błąd?