-
Na Węgrzech w 2026 roku wyjątkowo niskie opady i susza spowodowały obniżenie poziomu rzek, wysychanie studni i pogorszenie sytuacji w rolnictwie.
-
Setki wolontariuszy w ramach Ruchu Strażników Wody budują niewielkie zapory i odtwarzają mokradła, by zwiększyć retencję wody w krajobrazie.
-
Rolnictwo jest pod presją z powodu niedoboru wody, co skłoniło rolników do zmiany upraw i naukowców do prac nad odporniejszymi odmianami roślin.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wielka susza na Węgrzech
Węgry zmagają się z narastającymi skutkami suszy, która w 2026 r. dotknęła zarówno rolnictwo, jak i infrastrukturę energetyczną. Letnie upały doprowadziły do rekordowo niskiego poziomu rzek, utrudniając transport rzeczny i stwarzając problemy dla elektrowni jądrowej w Paks, zależnej od wody z Dunaju do chłodzenia reaktorów. W tym samym czasie wysychały studnie, strumienie i jeziora, a mieszkańcy kolejnych regionów obserwowali pogarszający się stan lokalnych ekosystemów.
Odpowiedzią na kryzys stała się oddolna inicjatywa społeczna znana jako Ruch Strażników Wody. Setki wolontariuszy budują niewielkie zapory na wyschniętych ciekach wodnych, układają drewno i inne naturalne materiały w korytach strumieni oraz podejmują działania na rzecz odtwarzania terenów podmokłych. Ich celem jest spowolnienie odpływu wody, zwiększenie jej retencji i przygotowanie krajobrazu na przyszłość, w której okresy upałów i niedoborów opadów mogą występować coraz częściej.
Małe zapory
W pobliżu Özd na północnych Węgrzech wolontariusze z grupy Gomori Vizorzok, czyli Strażników Wody Gomoru, budują drewniane konstrukcje na wyschniętych strumieniach. Mają one zatrzymywać wodę, gdy ponownie pojawi się w korytach, i umożliwiać jej stopniowe wsiąkanie w glebę.
Podobne działania prowadzą inne grupy, między innymi Fiatalok a Magyar Videkert, czyli Młodzi Ludzie na Węgrzech. Ich członkowie lokalizują miejsca, w których niewielkie zapory mogą spowolnić odpływ i pomóc w odbudowie zasobów wodnych.
Działania wolontariuszy wpisują się w szerszą zmianę myślenia o gospodarce wodnej. Przez dziesięciolecia Węgry koncentrowały się przede wszystkim na ochronie przeciwpowodziowej i zwiększaniu powierzchni gruntów rolnych. Prostowano koryta rzek, osuszano mokradła i budowano kanały odprowadzające wodę z pól.
Dziś coraz wyraźniej widać koszty tego podejścia. Uregulowane rzeki płyną szybciej, a woda krócej pozostaje w krajobrazie. W rezultacie może jej brakować wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.
Wcześniejsze przekształcenia rzek przyspieszyły odpływ wody i przyczyniły się do obniżania poziomu wód gruntowych.

Presja na wody
Konieczna jest zatem zmiana priorytetów: zamiast jak najszybciej odprowadzać wodę, należy zatrzymywać ją w krajobrazie. Oznacza to między innymi przywracanie naturalnego biegu rzek, odtwarzanie mokradeł i zwiększanie możliwości gromadzenia wody zimą oraz wiosną.
W sierpniu węgierski rząd ogłosił nową strategię, w której podkreślono znaczenie naturalnych metod retencji. Jednym z rozważanych kierunków jest celowe zalewanie części gruntów rolnych, aby stworzyć przestrzeń dla wody zamiast traktować ją wyłącznie jako zagrożenie dla upraw.
-
Duże polskie jezioro traci wodę w oczach. Odsłoniły się dawne wsie
Susza uderza również w jeden z ważnych filarów węgierskiej gospodarki – rolnictwo. Rolnicy ograniczają uprawę kukurydzy i szukają alternatywnych gatunków, które lepiej znoszą niedobór wody. Problem dotyczy także słoneczników, dotychczas uznawanych za stosunkowo odporne na trudniejsze warunki.
Niedobór wody wpływa nie tylko na wielkość plonów, lecz także na jakość produktów rolnych. Badania prowadzone przez naukowców wskazują, że sucha pogoda może zmieniać skład kwasów tłuszczowych w nasionach słonecznika, a w konsekwencji właściwości uzyskiwanego oleju.
Skutki suszy są widoczne nie tylko na polach i w korytach rzek. Na jeziorze Velence, trzecim co do wielkości jeziorze Węgier, wieloletni niedobór opadów i niewystarczająca retencja doprowadziły do krytycznie niskiego poziomu wody. W Budapeszcie niski stan Dunaju odsłonił części konstrukcji mostowych, a mieszkańcy podejmowali nawet indywidualne działania, by ratować miejską zieleń. Niektórzy wykorzystywali do podlewania drzew wodę skroploną z domowych klimatyzatorów.