1 kwietnia, Jasionka i spotkanie, jakich w polskiej przestrzeni publicznej wciąż jest mało. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i były premier Mateusz Morawiecki stanęli oko w oko do debaty dotyczącej bezpieczeństwa Polski. I mimo wielu różnic, a także wypominania sobie błędów, w dyskusji prowadzonej przez redaktora naczelnego Interii Piotra Witwickiego znaleźli kilka punktów stycznych.
Kluczowy, który może przerodzić się w konkretne decyzje polityczne, dotyczy tzw. ustawy „zielonego SAFE”.
Przypomnijmy, że w polskiej przestrzeni publicznej w marcu przetoczyła się potężna dyskusja dotycząca prezydenckiego weta do unijnej pożyczki w ramach programu SAFE, a następnie pojawiła się kontrpropozycja Karola Nawrockiego, który zgłosił pomysł „SAFE 0 proc.” opierającego się o gwarancje NBP.
Finalnie rząd zaczął pracę nad unijnym SAFE z pominięciem prezydenckiego weta, a pomysł Nawrockiego trafił do szuflady.
Zielony SAFE ludowców i nieoczywisty partner
Dość niekonwencjonalnie do sprawy podeszli ludowcy. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że chce dla polskiej armii pieniędzy zarówno z Unii Europejskiej, jak i NBP. Projekt pod nazwą „Bezpieczna Polska” został złożony w Sejmie.
– Nasz projekt jest zgodny z Konstytucją, porządkuje propozycję prezydenta i usuwa bariery, które dziś blokują środki. Zachowujemy jego rolę i stawiamy na współpracę – mówił tydzień temu wicepremier.
Problem w tym, że do współpracy nikt się nie garnął, a projekt ludowców dotąd był traktowany z przymrużeniem oka. Zmienia to deklaracja Mateusza Morawieckiego, który wchodzi w nieoczywisty sojusz z Kosiniak-Kamyszem.
– Ja zagłosuję za tym projektem i tutaj jest pierwsza zgoda między nami – przekonywał w Jasionce były premier z ramienia PiS.
Morawiecki poszedł krok dalej. – Zadeklaruję coś więcej. Nawet jeżeli część waszej koalicji będzie przeciw, to my zagłosujemy za tym projektem. To część zakumulowanych środków, które warto wykorzystać. Nie ma bowiem innego państwa w Europie tak zadłużonego – dodawał Morawiecki, który jednocześnie twardo przeciwstawiał się pożyczce w ramach europejskiego SAFE.
Jednoznaczna deklaracja byłego premiera wyraźnie ucieszyła szefa ludowców. – Rozmawiałem w sprawie tego projektu z marszałkiem Czarzastym. Chciałbym, by numer druku był nadany i prace rozpoczęły się zaraz po świętach. O ewentualnych wątpliwościach możemy rozmawiać w komisjach. Jeśli jest deklaracja (premiera Morawieckiego – red.), to mnie to tylko cieszy – podkreślał Kosiniak-Kamysz.
Morawiecki i Kosiniak-Kamysz łączą siły w sprawie SAFE. Co to oznacza?
Jeśli były premier w Jasionce nie mówił wyłącznie w swoim imieniu, ale całego klubu PiS (a tak to brzmiało – red.), to projekt PSL ma szansę na powodzenie. I to mimo krytycznego spojrzenia ze strony koalicji rządzącej. Żaden z koalicjantów nie poparł dotąd tego rozwiązania tak jednoznacznie jak teraz Morawiecki.
Co to oznacza w praktyce? By przeforsować ten projekt, ludowcy potrzebują większości. Wspólnie z PiS mają 220 głosów, a pozostałych 11 mogą poszukać zarówno w koalicji, jak i poza nią. Nie jest to polityczna misja niemożliwa, bo można się spodziewać, że wsparcia udzieli choćby grupa posłów skupiona wokół Pawła Kukiza czy niektórzy parlamentarzyści niezrzeszeni. Od jakiegoś czasu podzielona jest też Polska 2050, gdzie również można szukać sprzymierzeńców. Projekt może przypaść do gustu też części posłów Konfederacji.
Jeśli rzeczywiście PSL wespół z PiS uchwali tę ustawę przy jednoczesnym sprzeciwie pozostałych koalicjantów, konsekwencje polityczne mogą być natomiast znacznie większe. Nie wiadomo, jak na sprawę zareaguje KO, Lewica czy Polska 2050. Gra ze strony Kosiniaka-Kamysza wygląda na dość niebezpieczną – z jednej strony, jako minister obrony, chce pozyskać jak najwięcej środków dla armii, z drugiej może postawić pod znakiem zapytania przyszłość koalicji.
Co więcej, wspomnianych punktów stycznych między liderem ludowców a Morawieckim było w Jasionce więcej. Były premier wsparł Kosiniak-Kamysza w jego walce z zasadą dwukadencyjności w samorządach.
– Ja akurat chyba w 2018 roku i 2019 roku nie byłem posłem i nie głosowałem w sprawie dwukadencyjności i też uważam, że tam są wątpliwości konstytucyjne, a po drugie, też uważam, że tutaj ludzie powinni wybierać. Czasami jest tak, że ludzie chcą wybrać nowego włodarza, więc tutaj nie ma między nami jakiejś ogromnej różnicy – przekonywał.
Na koniec spotkania na Podkarpaciu lider ludowców dziękował uczestnikom za liczne przybycie i dobrą debatę. Morawiecki natomiast znów uśmiechnął się do polityka PSL. – A ja chciałem ze swej strony zadeklarować gotowość do współpracy. Zapraszam do współpracy. Wiem, kto może protestować, również w waszej koalicji. Ale dobrze, że są takie formaty, gdzie ludzie potrafią ze sobą rozmawiać – zakończył wiceprezes PiS.