Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Wojna w Iranie a ceny ropy. Amerykańskie koncerny naftowe nie będą umierać za Trumpa

Przez Pokój Prasowy9 kwietnia, 20267 min odczytu

  • Wzrost cen benzyny w USA po blokadzie cieśniny Ormuz przez Iran stał się głównym zmartwieniem Amerykanów według badań Pew Research Center.

  • Raport IEA wskazuje, że potencjał wzrostu wydobycia ropy w Stanach Zjednoczonych w najbliższych latach jest ograniczony, a skonsolidowany sektor naftowy preferuje stabilne zyski zamiast zwiększania produkcji.

  • Amerykańskie koncerny naftowe, takie jak ExxonMobil i Diamondback Energy, nie planują znacząco podnosić wydobycia ropy, nawet w obliczu wysokich cen związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie.

  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

„W lutym średnia cena galonu benzyny w Stanach Zjednoczonych wynosiła 2,91 dolara. Teraz to 4,22 dolara. Tak to jest, kiedy wybiera się idiotę na prezydenta USA i pozwala mu się rozpętać wojnę bez zgody Kongresu” – napisał 6 kwietnia na platformie „X” Stephen King.

Autor bestselerowych powieści od dawna nie ukrywa swej olbrzymiej niechęci, jaką darzy Donalda Trumpa. Acz jako posiadacza majątku wycenianego na ok 500 milionów dolarów wciąż stać go na zatankowanie baku do pełna. Przy czym King lubi podkreślać, że jeździł od dawna elektrycznym Chevroletem Volt, zaś ostatnio przesiadł się do Tesli. Bo korporacji naftowych nie lubi prawie tak mocno, jak obecnego prezydenta USA. Ale choć ceny benzyny mogą go zupełnie nie obchodzić, twórca kultowych horrorów swym wpisem dobrze oddaje stan ducha przeciętnego mieszkańca Stanów Zjednoczonych.

Największe ze zmartwień Amerykanów


Tezę tę potwierdzają badania opinii publicznej, przeprowadzone przez ośrodek Pew Research Center i opublikowane 7 kwietnia w raporcie pt. „Gas Prices Are Americans’ Top Concern in Iran War” („Ceny benzyny są głównym zmartwieniem Amerykanów podczas irańskiej wojny”). Przepytywani po ataku USA na Iran obywatele martwili się o wiele rzeczy.

  • 45 proc. z nich obawiało się, że Stany Zjednoczone nie robią wystarczająco dużo, by zapobiec ofiarom cywilnym podczas bombardowań.

  • Około 59 proc. martwiło się o życie amerykańskich żołnierzy.

Ale jedno zmartwienie dominowało nad wszystkimi innymi. Wedle Pew Research Center 69 proc. dorosłych Amerykanów martwi wzrost cen benzyny i innych paliw. Przy czym 45 proc. wskazało na opcję maksymalnego zmartwienia, czyli bycia „skrajnie zaniepokojonymi”.

Donald Trump rozpoczął zupełnie zbyteczną wojnę z niewłaściwym krajem w wyjątkowo niedogodnym dla siebie czasie


Jednak rzutem na taśmę Donald Trump wynegocjował w środę dwutygodniowe zawieszenie broni oraz obietnicę odblokowania przez Iran cieśniny Ormuz. Zatem ropa na moment staniała i zamartwiający się Amerykanie mogli odczuć ulgę. Po czym Izrael kontynuował naloty na Liban i Teheran ogłosił wznowienie blokady.

Kruchość 14-dniowego rozejmu jest zatem aż nad to widoczna. Nie daje on Stanom Zjednoczonym pozycji zwycięzcy, ani też nie oferuje gwarancji bezpieczeństwa Iranowi. Prawdopodobieństwo wznowienia wojny jest więc na tyle wielkie, że będzie utrzymywało ceny ropy naftowej na wysokim pułapie. Rynki bowiem zajmują się wyceną teraźniejszości i oszacowywaniem przyszłości. Jedno i drugie nie prezentuje się obecnie zbyt optymistycznie.

Tymczasem to nie koniec złych wiadomości dla Amerykanów i ich prezydenta, który rozpoczął zupełnie zbyteczną wojnę z niewłaściwym krajem w wyjątkowo niedogodnym dla siebie czasie.

Mianowicie wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego w Stanach Zjednoczonych nie wzrośnie na tyle, by znacząco obniżyć ceny. USA pozostaną zakładnikiem światowego rynku paliw, a amerykańskie korporacje naftowe nie przyjdą Trumpowi oraz republikanom z odsieczą.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Nasyceni dominacją


„W latach 2015-2024 Stany Zjednoczone odpowiadały za 90 proc. wzrostu globalnej podaży, a boom łupkowy podniósł amerykańską produkcję ropy o ponad 8 milionów baryłek dziennie do ponad 20 mln” – informuje raport pt. „Oil 2025. Analysis and forecast to 2030” opracowany przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA).

W świecie, który konsumuje nieco ponad 100 mln baryłek ropy dziennie, Stany Zjednoczone stały się największym potentatem. Druga w rankingu Arabia Saudyjska wydobywa o połowę mniej ropy. Zatem na pierwszy rzut oka państwo, które zaspokaja obecnie jedną piątą światowego zapotrzebowania na ten surowiec, powinno móc zagwarantować swoim obywatelom tanie paliwa.

Niestety nasz świat nie działa w tak prosty sposób i zupełnie nie zamierza się naginać do, rzucanych niczym serie z karabinu maszynowego, obietnic Donalda Trumpa. Kształtują go bowiem zależności trudne do przełamania.

W ostatnich latach wydobycie ropy naftowej bez problemu zaspokajało globalne zapotrzebowanie na nią i to ze sporą nadwyżką. Uzyskiwaną pomimo sankcji nałożonych na Rosję i Iran oraz przy totalnej zapaści przemysłu naftowego w Wenezueli. Jednak uderzenie USA i Izraela na Iran oraz odwet Teheranu sprawiły, że na światowy rynek przestało nagle trafiać ok. 10 mln baryłek dziennie, uwięzionych za cieśniną Ormuz. Groźba trwałego deficytu sprawiła, że w zaledwie kilka tygodni powszechnie pożądany surowiec zdrożał dwukrotnie, osiągając cenę nawet 110 dolarów za baryłkę. Adekwatnie do tego podrożał galon paliwa na stacjach benzynowych w USA.

Najprostszym sposobem na przywrócenie równowagi byłoby zwiększenie wydobycia przez Stany Zjednoczone tak o 7-8 mln baryłek dziennie. Wówczas Donald Trump nie musiałby się o nic martwić i mógłby dalej bombardować Iran, aż do wyczerpania zapasów wszystkiego, co tylko się do tego nadaje. Szkopuł w tym, że to niemożliwe.

Sporządzony przed wybuchem wojny raport IEA bardzo skrupulatnie oszacował, że w ciągu najbliższych pięciu lat wydobycie ropy w USA wzrośnie o skromne 880 tys. baryłek. Decyduje o tym szereg zależności. Z ich powodu skoku wzwyż o 8 mln baryłek, jak w ostatniej dekadzie, nie będzie.

Po pierwsze z racji trudności technicznych, ale o wiele ważniejsze jest to, że taki skok stał się nieopłacalny dla korporacji naftowych. Te bowiem już nie konkurują na śmierć i życie, jak to miało miejsce na początku rewolucji łupkowej, lecz przeszły do fazy konsumowania bezpiecznych zysków.

„Większe wpływy akcjonariuszy, konsolidacja producentów i coraz bardziej kosztowne odwierty w obliczu możliwego scenariusza 'niższych cen na dłużej’ działają studząco na branżę” – opisywała pod koniec 2025 r. IEA, analizując zmiany zachodzące w amerykańskim przemyśle naftowym.

Gdy 20 lat temu dopracowano technologię szczelinowania hydraulicznego (frackingu) i wydobycie na masową skalę ropy z łupków bitumicznych stało się opłacalne, zaczęła się rewolucja. Tuż przed jej początkiem w 2006 r. w USA wydobywano ok. 5 mln baryłek dziennie. Ale niedługo potem powstało ponad tysiąc nowych firm, zajmujących się działalnością wydobywczą. Każda, chcąc przetrwać, musiała dostarczać na naftowy rynek jak najwięcej produktu.

Konkurencja była mordercza, a silniejsze firmy regularnie „pożerały” słabsze, po prostu wykupując rynkowych konkurentów. Po czym zwiększały wydobycie. Tak Stany Zjednoczone z drugiej ligi awansowały na największego producenta ropy naftowej na świecie.

Ale epoka szalonych nafciarzy przeminęła i podobnie jak pod koniec XIX w. mali producenci zostali wchłonięci przez korporacje.

Obecnie najbardziej dochodowe złoża łupków bitumicznych w tzw. Basenie Permskim, obejmującym zachodni Teksas i południowy wschód Nowego Meksyku, eksploatuje zaledwie siedem firm. Acz połowę wydobycia generują dwie korporacje:

  • ExxonMobil

  • oraz Diamondback Energy.

Ich akcjonariusze oczekują jak największych przychodów w połączeniu z jak najniższymi kosztami. Dlatego liczba nowych odwiertów w USA stale maleje i w 2025 r. była ona najniższa od roku 2013. Obecny stan rzeczy jest bowiem optymalny. Korporacje mogą utrzymywać stały poziom wydobycia, bez kosztownych inwestycji i to ze złóż najtańszych w eksploatacji.

Wedle szacunków IEA średni koszt pozyskania spod ziemi baryłki ropy w Basenie Permskim to ok. 50 dolarów. Ze znanych złóż łupkowych w USA, które nie są jeszcze eksploatowane, wynosiłby on średnio 65 dolarów lub nawet więcej. Zatem gdyby cena ropy spadła poniżej tego poziomu, ich eksploatacja zaczęłaby przynosić firmom naftowym straty. Tymczasem jeszcze niedawno ropa na światowych rynkach kosztowała poniżej 60 dolarów.

A teraz wyobraźmy sobie, że prezesi ExxonMobil i Diamondback Energy spotykają się z głównymi akcjonariuszami, żeby ich poinformować, iż konsumowanie niebotycznych zysków wynikłych z wojny z Iranem ich nie zadowala. Że zamierzają owe dziesiątki miliardów dolarów zainwestować w nowe odwierty w USA. Tak, żeby ułatwić prezydentowi Donaldowi Trumpowi i premierowi Binjaminowi Netanjahu dalsze toczenie wojny z Iranem oraz ulżyć doli zwykłych Amerykanów. Zaś to, że wzrost amerykańskiego wydobycia skumuluje się z wydobyciem ropy pochodzącej z Zatoki Perskiej, gdy tylko wojna dobiegnie końca, ich zupełnie nie obchodzi. Podobnie jak to, że koszt baryłki paliwa pozyskanej ze złóż na Półwyspie Arabskim to niecałe 10 dolarów. Zatem generując nadprodukcję dziś, narażają akcjonariuszy ExxonMobil i Diamondback Energy na miliardowe straty w całkiem nieodległej przyszłości.

Taka scena mogłaby być dobrym początkiem nowego horroru autorstwa Stephena Kinga, bo potem trup ścieliłby się bardzo gęsto. Dlatego się nie wydarzy, a skonsolidowany sektor naftowy w USA będzie zajmował się nie zwiększaniem wydobycia, lecz konsumpcją zysków. Temu bowiem służyły zmiany, jakie w nim zachodziły w ostatnich latach.

Jeśli więc Iran znów zablokuje cieśninę Ormuz na dłużej, wówczas King będzie mógł pogratulować sobie trafnej diagnozy co do mocy umysłowych prezydenta USA. Zaś amerykańscy wyborcy się z nią zgodzą w czasie jesiennych wyborów do Kongresu.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

KE żąda wyjaśnień od Węgier. Chodzi o rozmowy Szijjarto z Ławrowem

Tajna rosyjska misja ujawniona. Siły zbrojne Wysp przepędziły okręty

Fico zmieni podejście do UE, jeśli Orban przegra? Może dojść do zwrotu

Iran. Donald Trump ogłosił wielkie zwycięstwo. Urzędnicy mają wątpliwości

Wojna na Ukrainie. Rosja na Krymie straciła ostatni prom. Cios w okupanta

Wojna na Ukrainie. Rosja rozważa nową taktykę. Chodzi o „rój dronów”

Iran. USA naciskały na Pakistan ws. rozejmu na Bliskim Wschodzie?

Bliski Wschód. Cieśnina Ormuz znów zablokowana. Hezbollah ostrzelał Izrael

Bliski Wschód. Amerykańskie wojska zostają w regionie. Trump stawia warunki

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.