-
Wyspa Okunoshima stała się rajem dla królików. Badania wskazują jednak, że dokarmianie zwierząt przez turystów ma zły wpływ na ekosystem.
-
Stałe dokarmianie pozwoliło królikom zwiększyć liczebność ponad możliwości środowiska, co prowadzi do zmian w roślinności i zachowaniu innych zwierząt.
-
Obecność dużej liczby królików i nadmiar jedzenia przyczyniły się do pojawienia się dzików, które zaczęły polować na króliki.
-
Badacze podkreślają, że problemem nie są dziki, ale wpływ człowieka, który drastycznie zmienia naturalne warunki na wyspie.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Na pierwszy rzut oka Okunoshima wygląda jak spełnienie marzeń miłośników zwierząt. Niewielka wyspa na Morzu Wewnętrznym Japonii, w prefekturze Hiroszima, jest znana jako Wyspa Królików. Setki tych zwierząt swobodnie poruszają się po jej terenie i chętnie podchodzą do odwiedzających w poszukiwaniu jedzenia.
Wyspa Okunoshima stała się rajem dla królików. Ale ma to swoje koszty
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „Journal of Ecotourism” pokazuje jednak, że ta atrakcja ma swoją cenę. Wieloletnie dokarmianie królików doprowadziło do zmian obejmujących cały ekosystem. Pojawienie się dzików polujących na żywe króliki jest tylko najbardziej spektakularnym przykładem tych zmian.
Autorzy pracy podkreślają, że nie sam atak dzików jest największym problemem. To rezultat systemu, w którym ogromna populacja królików jest utrzymywana dzięki stałym dostawom jedzenia od turystów. Korzystają z niego również gatunki, których nikt nie zamierzał dokarmiać.
Okunoshima ma znacznie mniej pogodną historię, niż sugerują zdjęcia królików. W latach 1929-1944 działały tam zakłady produkujące broń chemiczną. Dziś większość odwiedzających przyjeżdża przede wszystkim dla zwierząt, choć pozostałości dawnych instalacji nadal znajdują się na wyspie.
Turyści utrzymują populację królików
Króliki zamieszkujące Okunoshimę nie są gatunkiem rodzimym. To zdziczałe króliki europejskie (Oryctolagus cuniculus), wywodzące się od zwierząt domowych. Lokalna prasa informowała w 1972 r., że wypuszczono osiem par, które rozmnożyły się do ponad 200 osobników.
Dzisiejsza różnorodność umaszczenia sugeruje jednak, że na wyspę wielokrotnie trafiały kolejne porzucone zwierzęta. Z czasem króliki stały się symbolem Okunoshimy i zaczęły przyciągać coraz większą liczbę turystów.
Między 2008 a 2015 r. liczba odwiedzających wzrosła ponad dwukrotnie. Wraz z nimi przybywało jedzenia, dzięki któremu populacja królików przekroczyła tysiąc osobników. Bez dokarmiania taki wzrost nie byłby możliwy.
Potwierdziła to pandemia COVID-19. Gdy ruch turystyczny gwałtownie się zmniejszył, spadła również liczba królików. Oznacza to, że populacja zależy bardziej od ludzi niż od możliwości środowiska.
Badacze oszacowali, że naturalna roślinność mogłaby wyżywić jedynie 175-287 królików. Tymczasem w 2017 r. turyści przywieźli na wyspę około 27 ton karmy. To właśnie ona utrzymuje populację wielokrotnie większą od naturalnej.

Króliki zmieniły wyspę. Dziki to wykorzystały
Skutki nadmiernej liczebności zwierząt są widoczne na całej Okunoshimie. Króliki obgryzły dolne gałęzie drzew i większość roślin przy powierzchni ziemi, tworząc charakterystyczną „linię królików”. Na sąsiedniej wyspie Kokunoshima, gdzie królików nie ma, zachowało się gęste runo leśne. Porównanie obu wysp dobrze pokazuje skalę zmian wywołanych przez jeden gatunek.
Na Okunoshimie brak pożywienia jest już tak dotkliwy, że króliki obgryzają nawet trujące hortensje i oleandry. Podobne skutki nadmiernej liczebności królików od lat obserwowane są w Australii.
Zmiany nie kończą się na roślinności. Część karmy pozostawianej przez turystów zjadają dziki, wrony i kanie czarne. W ten sposób dokarmianie jednego gatunku wpływa również na zachowanie innych zwierząt.
Dziki pojawiają się nawet przy przystaniach promowych, gdzie turyści najczęściej zostawiają resztki jedzenia. Niektóre przepędzają króliki i zajmują ich miejsce przy karmie. Badacze zwracają uwagę, że dziki stopniowo przestają bać się ludzi. To może oznaczać zagrożenie nie tylko dla królików, ale również dla odwiedzających wyspę.
Dodatkowym źródłem pożywienia stały się martwe króliki. Na wyspie brakuje innych dużych ssaczych padlinożerców, dlatego dziki prawdopodobnie przejęły tę rolę. Regularny kontakt z padliną mógł z czasem doprowadzić do ataków na żywe zwierzęta.
Kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy, że dzik upolował żywego królika, byliśmy zaskoczeni. Dziki są znane z tego, że zjadają padlinę, ale nie uważa się ich za zwierzęta aktywnie polujące na żywą zdobycz

Dwa udokumentowane ataki
Jeden z najlepiej opisanych przypadków wydarzył się 5 marca 2024 r. Dzik zaatakował dwa walczące samce królika, schwytał jednego z nich pyskiem i zaniósł do lasu.
Podobne zdarzenie zgłaszali turyści już w 2017 r. Badacze podkreślają jednak, że dwa przypadki nie oznaczają jeszcze, iż polowanie na króliki stało się powszechnym zachowaniem dzików.
„Pokarm pozostawiany przez turystów może przyciągać dziki do obszarów licznie zamieszkanych przez króliki. Duże zagęszczenie królików zwiększa dostępność padliny i częstotliwość spotkań obu gatunków” – wyjaśnia prof. Kaneko. Dopiero dalsze obserwacje pokażą, czy takie zachowanie się utrwali.
Naukowcy zaznaczają, że ich badanie nie dowodzi bezpośredniego związku między dokarmianiem a polowaniem dzików. Pokazuje jednak, że nadmiar karmy, duża liczba królików i częsty kontakt obu gatunków mogły stworzyć warunki sprzyjające takim atakom.
Problemem jest cały system
Zdaniem autorów badań dziki nie są głównym problemem Okunoshimy. Nawet ich usunięcie nie rozwiązałoby sytuacji, ponieważ przyczyną zmian pozostaje ogromna populacja wprowadzonego gatunku utrzymywana dzięki dokarmianiu.
Króliki już teraz zmieniają roślinność, utrudniają odrastanie drzew i wpływają na warunki życia innych organizmów. Dodatkowym problemem są kwestie dobrostanu zwierząt. Pod koniec 2024 r. na wyspie znaleziono ponad 70 martwych królików, które najprawdopodobniej padły ofiarą znęcania się przez ludzi.
Badacze proponują ograniczenie i uregulowanie dokarmiania, monitorowanie liczebności królików oraz obserwację zmian w roślinności i zachowaniu innych gatunków. Ich zdaniem tylko w ten sposób można ograniczyć skutki wieloletniej ingerencji człowieka w funkcjonowanie wyspy.