Jeszcze nie tak dawno widoczność była przywilejem nielicznych albo obciążeniem, z którym nie każdy chciał się mierzyć. Osoby, które regularnie pojawiały się w mediach, zabierały głos publicznie, komentowały wydarzenia branżowe czy mówiły otwarcie o swojej pracy, bardzo łatwo trafiały do szufladki z napisem „lans”. W polskiej kulturze przez lata funkcjonowało przekonanie, że mówienie o sobie jest nieeleganckie, a sukces najlepiej znosić w ciszy. Skromność bywała utożsamiana z klasą, a widoczność z próżnością lub zarozumiałością. Dziś ten schemat coraz częściej się rozpada. Nie dlatego, że ludzie nagle stali się bardziej narcystyczni, ale dlatego, że zmieniły się warunki funkcjonowania biznesu, mediów i relacji społecznych. W świecie, w którym decyzje podejmujemy na podstawie rekomendacji, treści, komentarzy i obecności online, brak widoczności przestał być neutralny. Stał się komunikatem samym w sobie. Milczenie nie oznacza już skromności – bywa odczytywane jako brak kompetencji, odwagi lub gotowości do wzięcia odpowiedzialności za własny przekaz.
Jednocześnie granica między świadomym budowaniem wizerunku a byciem postrzeganym jako osoba próżna nadal budzi silne emocje. Wciąż wiele osób zwłaszcza ekspertów i ekspertek zmaga się z wewnętrznym hamulcem: „Czy nie przesadzam?”, „Czy nie wyjdę na zarozumiałą?”, „Czy wypada mówić o swoich osiągnięciach?”. Te pytania nie biorą się znikąd. Są efektem lat kulturowych narracji, w których pewność siebie mylono z pychą, a autoprezentację z brakiem pokory. Tymczasem między próżnością a pewnością siebie istnieje zasadnicza różnica. Budowanie marki osobistej, obecność w mediach i aktywność w social mediach nie są dziś wyrazem ego, lecz kompetencją komunikacyjną. To sposób na porządkowanie własnego przekazu, budowanie zaufania i zajmowanie miejsca w przestrzeni publicznej, która i tak istnieje, niezależnie od tego, czy zdecydujemy się w niej być, czy nie. Pytanie nie brzmi już więc „czy się pokazywać”, ale „jak to robić, żeby nie przekroczyć granicy, która zamiast wzmacniać wizerunek, zacznie mu szkodzić”.
Zmiana pokoleniowa i kulturowa: dlaczego dziś widoczność jest normą