Premier Donald Tusk wybrał się z rodziną na ferie. W tym roku zdecydował się na włoskie Dolomity, gdzie od lat jeździ na nartach. „Fakt” podkreśla, że jest to jego ulubiony kierunek i donosi o „sprzyjających warunkach” i „alpejskim słońcu”. Fotoreporterzy tabloidu pilnują nawet diety szefa rządu, notując zamówione przez niego dania czy wypitą lampkę czerwonego wina.
Donald Tusk na feriach we Włoszech. Towarzyszyła mu rodzina
Jak dowiadujemy się z obszernej relacji, Tuskowi na urlopie towarzyszyła żona Małgorzata oraz córka Katarzyna z dziećmi. Na portalu Fakt24 czytamy, że premier szybko został rozpoznany, a w restauracji przy stoku inni narciarze zwracali się do niego z prośbą o wspólne zdjęcie. Dowiadujemy się nawet, ile czasu polityk spędził w lokalu (2 godziny), i że wpatrywał się czasem w ekran telefonu (z „nietęgą miną”, jak podkreśla reporter).
Dowiedzieliśmy się, że ceny w lokalu były niemałe. Jajka z serem z Modeny na czarnym chlebie i z grzybami kosztowały tam 16 euro (w przeliczeniu około 67 zł). Deska wędlin to z kolei 18 euro (76 zł). Stek wołowy z pieprzem i oliwą z oliwek to kolejne 18 euro, a zupa z warzywami 14 euro (około 50 zł). Za miskę warzyw z grilla z polentą zapłacić trzeba 24 euro (około 101 zł), a za wołowinę z pieczonymi ziemniakami 22 euro (około 93 złote). Ceny win to od 29 do 180 euro za butelkę.
Urlop Tuska. Funkcjonariusze SOP gonili go na nartach
Z kolei na stoku polski premier miał być niemal anonimowy. W czarnym kombinezonie i dużych goglach trudno było rozpoznać polityka. Rozpoznać można go było jedynie po dyskretnej asyście funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, którzy z pewnej odległości śledzili go podczas zjazdów.
— Kiedy kierowałem służbą, dobieraliśmy funkcjonariuszy tak, by umieli jeździć na nartach. Też ochranialiśmy Donalda Tuska, gdy był premierem i jeździł w góry z rodziną. Gdy szusował, nasi ludzie jechali za nim niezauważeni — tłumaczył jakiś czas temu „Faktowi” gen. Marian Janicki, były szef Biura Ochrony Rządu.
Dziennikarze gazety dotarli do informacji o rozważanym w zeszłym roku szkoleniu dla 35 funkcjonariuszy SOP. Według planu miało ono odbywać się właśnie w Dolomitach, w pobliżu jednego z lodowców. Ostatecznie jednak nie wiadomo, czy do takiego szkolenia doszło. Służba nie odpowiedziała dziennikarzom na pytania odnośnie rozważanego kursu.