Na pierwszy rzut oka przypomina mewę, jakich zimą pojawia się w mieście. Jej zamorskie pochodzenie zdradza jednak kilka szczegółów.
„To średniej wielkości mewa z charakterystycznym żółtym dziobem i mocną kontrastową opaską na dziobie oraz jasnym okiem z czerwoną obwódką” – tłumaczy fotograf przyrody Piotr Tomaszewski.
Mewę delawarską na stawach w Pruszkowie podczas noworocznego spaceru wypatrzył fotograf Krzysztof Bziuk. Pierzasta wędrowniczka otrzymała już nawet imię. Mieszkańcy mówią o niej zdrobniale Delka. Przylatuje do Pruszkowa od 2015 r.
Delka to niejedyna mewa delawarska w Polsce. Drugi osobnik ma założony nadajnik satelitarny. Widywany jest w okolicach Olsztyna na Mazurach a potem leci na zachód Europy. Inny osobnik najpierw pojawia się w Ełku, a potem widywany jest w Pruszkowie.
Obie mewy, aby pojawić się w Polsce musiały pokonać Atlantyk. Była to droga w jedną stronę, bo na Starym Kontynencie zostały już na stałe.
Delka pojawia się w parku Potulickich tylko zimą. Przylatuje na kilka chwil. Pije wodę, czyści pióra i znika, by kolejnego dnia pojawić się znowu. Na wiosnę zarówno Delka jak i mewa z Olsztyna znikają z Polski. Ta druga leci w głąb Rosji na wspólne lęgi z mewami siwymi. Co robi w tym czasie Delka – tego nie wiadomo.