-
W stanach Idaho i Waszyngton śmigłowce zrzuciły ponad 6 tys. pni i bali drzew do rzek, aby pomóc łososiom w corocznej wędrówce na tarło.
-
Naturalne przeszkody stworzone przez powalone drzewa pomagają modyfikować kierunek i tempo przepływu wody, schładzać rzeki i tworzyć miejsca odpoczynku oraz cienia dla ryb.
-
W wyniku zrzutu do rzek pojawiło się więcej bezkręgowców stanowiących pokarm dla młodych łososi, a metoda z użyciem śmigłowców uznana została za bardzo skuteczną.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Chodzi o zwyczaj łososi, w ramach którego rokrocznie podążają one w górę rzek, pod prąd. Docierają w tren sposób na tarło niemal do ich źródeł, w okolice górnego nurtu. To miejsca, gdzie same się wykluły z jaj. To bardzo trudna, wręcz karkołomna podróż, którą wiele łososi przypłaca życiem w trakcie, a jeszcze więcej – już po złożeniu, tudzież zapłodnieniu jaj. Ta masa łososi podążających w górę rzek jest niezwykle ważna dla całych ekosystemów. Stanowi ważną masę pokarmową dla wielu zwierząt np. bielików, rybołów, niedźwiedzi grizli i baribali, nawet wilków. Szykujące się do zimowego spoczynku niedźwiedzie z zachodniej Ameryki Północnej bazują w październiku i listopadzie w ogromnej mierze właśnie na diecie z chwytanych łososi.
Dlatego tak istotne jest, aby utrzymać te wędrówki tarła ryb. Jest to trudne, bo zmienia się środowisko i zmieniają się rzeki. Jak czytamy w „Ecological Applications”, przyrodnicy ze stanu Idaho i Waszyngton postanowili pomóc rybom. Badania wykazały, że tworzenie sztucznych zatorów na rzekach sprawia, że można przyczynić się do zmian kierunku przepływu wody oraz jego tempa, a także schłodzić samą wodę. Takie przeszkody nie uniemożliwiają łososiom pokonania nurtu. Przeciwnie, ryby radzą sobie z nimi za pomocą skoków. Ponadto w okolicach takich kłód tworzyły się niegdyś rzeczne wiry i zakamarki, które były wykorzystywane przez ryby podczas wędrówki. Istotne okazują się miejsca zacienienia, które łososie i pstrągi znajdowały właśnie pod zatopionymi drzewami. Dopiero teraz badania naukowe wykazały, jak bardzo jest to ważne.
Zatopione pnie okazują się bardzo ważne dla rzek
Wielkie pnie i bale drewna umieszczone w rzece są tym, co wiele z nich naturalnie utraciło. Niegdyś w pierwotnych lasach padające drzewa wpadały do wody i tworzyły takie kaskady czy przeszkody, wpływając przez to ożywczo na rzeki. Teraz tego brakuje, bo powalone pnie są usuwane. Wyjmowano je z wody, by udrożnić nurt rzek i ułatwić przepływ wody. Okazuje się, że to był błąd. Dlatego ludzie postanowili wspomóc te naturalne niegdyś procesy.
Pod kierunkiem przyrodników z Idaho University w centralnej części stanu Waszyngton helikoptery zrzuciły ponad 6 tys. kłód do strumieni i rzek o łącznej długości kilkudziesięciu kilometrów. Rzeki uważane dotąd za czyste, pozbawione bel, kłód, gałęzi i innych tego typu „śmieci” okazały się zbyt wartkie i zbyt nasłonecznione dla ryb. Podczas upałów traciły one wiele sił, gdy nie zdołały znaleźć miejsca na odpoczynek np. w pobliżu zatopionych kłód albo wielkich kamieni.

Zrzucenie pni do rzek wywołało także jeszcze jeden efekt – w wodzie pojawiło się więcej owadów i ich larw, a także innych bezkręgowców, którymi żywią się zwłaszcza młode łososie i inne ryby. Doszło do tego zwłaszcza w bocznych odnogach rzek, które są niezwykle istotne podczas wiosennych roztopów i powodzi.
Zrzut ciężkich pni był łatwiejszy i w ogóle możliwy dzięki śmigłowcom, co okazało się bardzo skuteczną metodą. Trzeba było jednak i tak dobrze oszacować miejsca, w których powinny się znaleźć. Tak, aby prąd nie zniósł pni i nie zablokował ich w miejscach, które nie są do tego właściwie np. pod budynkami. Podobna akcja została już wcześniej przeprowadzona w Kalifornii, gdzie śmigłowiec na odcinku 4 km rzeki umieścił aż 120 pni.
