Łódź z kilkoma umundurowanymi funkcjonariuszami podpływa do rufy masowca, kolejni wydostają się ze śmigłowca i z bronią wchodzą na pokład – takie sceny z zatrzymania jednostki Caffe opublikowały szwedzkie służby na początku marca. Do akcji doszło w okolicy Trelleborga, nadbałtyckiej, szwedzkiej miejscowości, która leży około stu mil morskich od polskiego wybrzeża.
Kilka dni później w tej samej okolicy szwedzkie służby zatrzymały tankowiec Sea Owl. – Statek znajduje się na liście sankcji Unii Europejskiej i przewozi ropę naftową lub inne paliwa płynne – poinformował szwedzki minister obrony cywilnej, Carl-Oskar Bohlin.
Wobec obu jednostek sformułowano podejrzenia, że były częścią floty cieni. Tak eksperci i żołnierze nazywają setki statków wykorzystywanych od wielu lat przez Rosję do omijania sankcji. Statki pływają pod innymi niż rosyjska banderami i transportują do tego kraju surowce.
Flota cieni na Bałtyku. „Taka załoga ułatwia zadania wywiadowcze”
Tak było z masowcem Caffa. Miał płynąć z Maroka do Sankt Petersburga pod gwinejską banderą. Komandor podporucznik rezerwy i jednocześnie prezes Maritime Safety&Security, Sebastian Kalitowski, wylicza podejrzenia wobec jednostki.
– Z 11-osobowej załogi 10 osób to marynarze rosyjscy. Jednolita narodowościowo załoga to ułatwienie przy wykonywaniu zadań wywiadowczych. Wcześniej statek pływał pod rosyjską banderą, a zgodnie z rosyjską doktryną morską wszystkie statki pod banderą Federacji Rosyjskiej i ich załogi stanowią zasoby strategiczne Rosji i mogą być wykorzystywane do celów wojskowych – zauważa Kalitowski.
Dodaje, że „zmiana bandery naturalnie nie zmienia jego dodatkowych zadań”.
Według Kalitowskiego po przejęciu kontroli nad jednostką, zabezpieczeniu dokumentów i przesłuchaniu załogi, szwedzkie służby skupią się na sprawdzaniu „niejasnej struktury własnościowej”.
– Jednemu z członków załogi, zapewne kapitanowi, postawiono zarzuty naruszenia przepisów krajowych i międzynarodowych. Bardzo interesuje mnie reakcja Rosjan – komentuje ekspert.
Niebezpieczny Bałtyk. Wody morskie NATO i Rosji
Specjaliści do spraw bezpieczeństwa od kilku lat zwracają uwagę na dużą aktywność statków z floty cieni na Bałtyku, a samo Morze Bałtyckie nazywają jednym z najbardziej aktywnych akwenów na świecie. To tu krzyżują się wody morskie krajów należących do NATO i do Rosji.
Sojusznicze siły w odpowiedzi na zagrożenie jednostek w różny sposób powiązanych z Rosją od początku 2025 roku prowadzą operację „Baltic Sentry”.
„To wzmocnienie ochrony krytycznej infrastruktury podmorskiej poprzez rozmieszczenie fregat, użycie samolotów patrolowych czy floty dronów morskich” – czytamy na stronie Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Co się zmieni na Bałtyku. Chodzi o rosyjską ropę
Ale – według komandora porucznika rezerwy Artura Bilskiego z think tanku Nobilis Media – wraz z rozwojem wojny na Bliskim Wschodzie działanie floty cieni może się zmienić.
– Rosjanie będą mogli swobodnie eksportować ropę przez Bałtyk – mówi Interii Bilski.
Tłumaczy krok po kroku jak to, co dzieje w Iranie i cieśninie Ormuz wpływa na Morze Bałtyckie.
– Amerykanie robią wszystko, by zminimalizować wpływ wojny z Iranem na ceny paliw. Już teraz zwolnili rosyjską ropę z sankcji. Wojna destabilizuje globalny transport ropy, a to podbija ceny na światowych rynkach i umożliwi Rosji swobodny jej eksport – przewiduje komandor w rozmowie z Interią.
Zwolnienie rosyjskiej ropy z sankcji USA ogłosiły w czwartek. Minister skarbu, Scott Bessent informował, że to krok „mający ustabilizować światowy rynek energii„.
Amerykańską decyzję skrytykowały m.in. władze Niemiec. Minister gospodarki Katherina Reiche stwierdziła, że „obawia się, iż nadal będziemy zasilać machinę wojenną Władimira Putina”, a kanclerz Friedrich Merz zwolnienie z sankcji nazwał „błędem z wielu powodów„.
Komandor Bilski nie ma wątpliwości. – Jest to konsekwencja sytuacji na Bliskim Wschodzie, która będzie miała potężny wpływ na Bałtyk – uważa.
Tobiasz Madejski, Szczecin