Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

ETS2. Ekspert: Wyjście z ETS oznacza dla Polski wyjście z UE, czyli polexit

Przez Pokój Prasowy20 marca, 20268 min odczytu

Marta Kurzyńska, Interia: Zgadza się pan z premierem, że w jakimś sensie nastąpiła w UE rewolucja w myśleniu o ETS?

Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka 24: – Nie używałbym słowa „rewolucja”. To raczej zmiana; faktycznie dość widoczna w retoryce zarówno Komisji Europejskiej, jak i innych państw członkowskich Unii Europejskiej. Ale do rewolucji jeszcze daleko.

A z czego wynika ta zmiana?

– Z tego, że Unia Europejska jest od 6 lat w paśmie ciągłych kryzysów. Najpierw uderzyła w nas pandemia, potem rosyjska pełnoformatowa wojna na Ukrainie, a teraz wojna na Bliskim Wschodzie. To bardzo mocno odbija się na Unii – gospodarczo i politycznie.

Konkluzje szczytu wystarczająco oddają potrzebę zmian?

– Widać, że UE chce ciąć koszty energii. Ustalono, że Komisja Europejska ma przedstawić środki zmierzające do tego celu i zapobiec wahaniom cen prądu, zwłaszcza dla sektorów energochłonnych. Ma w tym pomóc specjalny fundusz i instrument rezerwy stabilności rynkowej.

Czyli to swoista rezerwa strategiczna?

– Swoista. Na rynku ropy mamy rezerwę strategiczną, która można zwiększyć lub zmniejszyć, by wpływać na cenę baryłki. Tak samo jest w przypadku ETS; tam działa rezerwa stabilności rynkowej (MSR), która polega na tym, że można wpływać na liczbę uprawnień, a w konsekwencji – ich ceny. Ale MSR jest bardziej automatyczna w swym działaniu.

– Przede wszystkim: relatywnie sprawne. Paradoksalnie, historycznie zadaniem MSR było głównie zapobieganie zbyt niskiej cenie uprawnień. Teraz, dzięki planowanym zmianom być może stanie się to narzędzie redukcji ciężarów związanych z ETS.

Teraz ruch należy do Komisji Europejskiej?

– Komisja najpóźniej do lipca tego roku ma zaproponować rewizję systemu ETS, która będzie odpowiadać za problemy związane z wahaniami ceny uprawnień oraz z ich wpływem na cenę energii elektrycznej. Podkreślono tu np. kwestię łańcucha kosztowego w energetyce, co jest pewnym ukłonem w stronę państw takich jak Polska. Ale w tym samym punkcie konkluzji mamy jednak wskazanie, że znaczenie systemu ETS jako quasi-rynkowego narzędzia transformacji energetycznej ma być podkreślone.

Czyli to tylko pozorna chęć zmiany?

– Nie. Mamy do czynienia z korektą kursu, który prezentowano, jeżeli chodzi o dotychczasowe działanie ETS, ale ta korekta nie jest aż tak duża, żeby nazywać to rewolucją. Zmieniamy takielunek, ale okręt nasz płynie dalej.

A co by było rewolucją?

– Na przykład gdybyśmy mieli w konkluzjach Rady Europejskiej zapis, że trzeba wprowadzić limit cenowy na uprawnienia do emisji. To byłoby mocne uderzenie w instytucje finansowe, które najprawdopodobniej grają cenami uprawnień właśnie w ten sposób, że kupują je, kiedy są tanie, a potem sprzedają, kiedy są drogie. Rewolucją byłoby ponowne ograniczenie handlu uprawnieniami do emisji do podmiotów zobligowanych do ich umarzania. A to oznaczałoby z kolei wykorzenienie z rynku ETS-u wspomnianych instytucji finansowych. Być może takie propozycje się jeszcze pojawią. Natomiast, póki co nie jest to rewolucja, raczej ewolucja, podyktowana pewnymi określonymi warunkami makroekonomicznymi i związaną z nimi reakcją polityczną.

Jak duży wpływ na rozwój tej sprawy będzie miała wewnętrzna sytuacja polityczna poszczególnych krajów?

– Bardzo duży. Zbliżają się wybory we Francji i w Polsce. Chodzi o duże kraje UE. Tam te kwestie mogą być istotne politycznie, wewnętrznie. A to będą takie wybory, które mogą bardzo mocno wpłynąć na to, jak wygląda Unia Europejska. I to może być właśnie rewolucja, już bez cienia przesady. Więc sądzę, że ograniczanie problemów ekonomicznych jest też na rękę Komisji Europejskiej pod kątem budowania jedności unijnej po 2027 roku. KE w tym kontekście jest ciałem politycznym – co do tego nie miejmy złudzeń. Komisja prowadzi swoją politykę wewnętrzną.

Po tych konkluzjach premier ma podstawy, żeby mówić – Polacy zapłacą mniej?

– To zależy. Premier może powiedzieć, że Rada Europejska zobowiązała Komisję Europejską do przedstawienia działań zmierzających do obniżenia cen energii dla – między innymi – polskiej gospodarki. To jest prawda. Natomiast pamiętajmy, że Rada Europejska tylko wyznacza kierunek polityczny, konkretne działania podejmuje Komisja Europejska. Wszystko teraz zależy od tego, jakie narzędzia przedstawi Ursula von der Leyen.

Na czym może jej zależeć?

– Mówimy o pewnie pójściu w tę stronę uelastycznienia systemu ETS i ograniczenia cen uprawnień. Komisji będzie zależeć na tym, żeby mniej lub bardziej restrykcyjnymi środkami wpłynąć na ustabilizowanie rynku emisji i większą jego przewidywalność – oraz, oczywiście, na spadek cen energii.

Ceny uprawnień wymknęły się spod kontroli?

– Wzrost cen uprawnień przebił szacunki nawet agend UE. One nie powinny być aż tak drogie, jak są. I to obecnie ewidentny problem polityczny dla Komisji Europejskiej.

Ale ten problem nie dotyczy wszystkich krajów UE?

– Jeśli rozmawiamy o wpływie ETS na energetykę, to są takie państwa jak na przykład kraje skandynawskie czy Portugalia, Francja, Hiszpania, które nie mają dużego problemu z ETS-em. Mają bardzo niską intensywność emisji z energetyki, nieduże kumulatywne emisje. I dla nich ETS, jeżeli odgrywa jakąś rolę w energetyce, to raczej jako źródło finansowania transformacji. Te państwa są już dość daleko w tym procesie – i korzystają z tego. Np. Hiszpania dzięki transformacji nie przechodzi przez taki szok cenowy, jaki widzimy w innych krajach ze względu na sytuację w dziecinie Ormuz.

– Pomimo blackoutu, który zdarzył się tam w zeszłym roku, Hiszpania będzie chwaliła się tym, co zrobiła w energetyce. Hiszpania, Portugalia, Szwecja, to są kraje, które cieszą się intensywnością emisji z energetyki na poziomie od 5 do 20 razy mniejszym niż Polska.

Co to oznacza w praktyce?

– Jeżeli w Polsce wyprodukowanie jednej megawatogodziny energii elektrycznej oznacza emisję około pół tony dwutlenku węgla, to we Francji czy Szwecji ta sama megawatogodzina wygeneruje tylko 20-30 kilogramów CO2. Więc różnica jest kolosalna. Zabawmy się w obrazowe rachunki: w Polsce, żeby wygenerować dwie megawatogodziny energii, trzeba kupić jedno uprawnienie do emisji, bo ono opiewa na 1 tonę CO2. Obecnie uprawnienie kosztuje ok. 70 euro. Natomiast we Francji z tego jednego uprawnienia do emisji, czyli za te same 70 euro, można wygenerować prawie 40 megawatogodzin. To jest 20 razy więcej. Dlatego Polska, ale też Czechy czy Bułgaria to są te państwa, które cierpią najbardziej ze względu na ETS w energetyce. Większej grupy państw dotyczy problematyczny wpływ ETS na przemysł, ten argument podnoszą np. Włosi. To powoduje konflikt wewnątrz UE.

Ale w ramach ETS każde państwo dostaje inna pulę emisji. Na jakiej podstawie?

– Upraszczając: w ramach ETS istnieje jedna, stale malejąca pula uprawnień dla całej UE. I teraz, poszczególnym państwom członkowskim wylicza się z niej określoną „aukcyjną” część uprawnień – ustala się ją głównie na podstawie historycznych emisji danego kraju. Te „aukcyjna” części są następnie sprzedawane, a dochody z nich trafiają do poszczególnych państw członkowskich. Do tego trzeba doliczyć, ile darmowych uprawnień trafia do instalacji działających na terytorium poszczególnych państw. To jest ustalane według unijnych benchmarków, poziomu produkcji i listy sektorów narażonych na ucieczkę emisji. Do tego dochodzi szereg szczegółowych kwestii, typu wspomniana już wyżej rezerwa stabilności rynkowej, kwestie modernizacyjne, ale generalna zasada wygląda tak, jak powyżej.

Jest alternatywa dla ETS-u?

– Nie ma. Alternatywą dla ETS-u jest brak ETS-u, co moim zdaniem byłoby dla UE większym problemem niż sam ETS. Ten system działa. On naprawdę obniża zapotrzebowanie na paliwa kopalne w Europie. Zwłaszcza na gaz, który w tym momencie jest piętą achillesową unijnej gospodarki.

ETS2 da się powstrzymać?

– Mam głęboką nadzieję, że ETS2 zostanie przemodelowany. To znaczy: albo wejdzie dużo później, albo będzie wchodził w niektórych państwach członkowskich w pierwszej kolejności.

Komu jest najbardziej na rękę?

– ETS2 w tym momencie jest w dużej mierze w interesie Niemiec, które już mają swój własny system handlu emisjami rozciągnięty na sektor budynków i transportu i one de facto pchają Unię Europejską w tym kierunku, żeby nie były same tym dociążone. Ale prędzej czy później i tak trzeba będzie transformację transportu drogowego i budynków przyspieszyć, chociażby z tego względu, żeby pobudzić europejski sektor produkcji aut elektrycznych i dalej redukować zużycie kopalin. Niemniej, dla krajów takich jak Polska, Rumunia, Węgry, Bułgaria ETS2 może być ogromnym problemem. Polska jest tutaj postrzegana znowu jako kraj, który ma największe trudności przy ewentualnym wdrożeniu ETS2. Więc nie trzeba się dziwić, że jest to już przedstawiane jako zagrożenie, chociaż teoretycznie ETS2 ma się pojawić dopiero w 2028 roku.

Co ETS2 oznacza w praktyce dla zwykłego Polaka?

– Wyższe ceny paliw i wyższe ceny takich nośników energii jak np. gaz. Bo to jest właśnie rozciągnięte na sektor transportu i budynków. I to jest problem. Zwłaszcza w Polsce, gdzie mający przygotować nas do ETS2 program Czyste Powietrze nie działa. Został brutalnie zaorany.

O ile powinien być przesunięty w czasie ETS2?

– To jest pytanie, w którą stronę będzie szła dyskusja na temat ETS2, czy w stronę przesunięcia, czy głębszego przemodelowania tego systemu. Z punktu widzenia Polski: im więcej czasu kupimy, tym lepiej.

Da się wyjść z ETS-u, czy to jest populizm, jak mówią rządzący?

– Da się wyjść z ETS-u poprzez… wyjście z Unii Europejskiej. To jest mechanizm, który może być wyjściem z ETS-u. Bo system handlu emisjami działa na podstawie dyrektywy unijnej. Państwo członkowskie nie może samodzielnie zrzucić z siebie rygorów takiego aktu prawnego, chyba, że on sam daje taką możliwość. W tym przypadku tak nie jest.

Rozmawiała Marta Kurzyńska

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Donald Trump poparł pomysł wycofania baz wojskowych z Niemiec i Hiszpanii

USA. Obywatel Polski objęty amerykańskimi sankcjami za pomoc Hezbollahowi

Harvard pozwany przez administrację Donalda Trumpa. Może stracić fortunę

Donald Trump uderza w NATO. „Tchórze, zapamiętamy to”. W tle cieśnina Ormuz

Czechy, Pardubice. Pożar fabryki ważnej dla Izraela. Mowa o akcie terroryzmu

System ETS. Viktor Orban poparł Karola Nawrockiego. Napisał do niego list

Wojna na Ukrainie. Trzy zmiany na froncie. Ukraińcy przechytrzyli Rosjan

Niemcy. Sam podpalił auto, obwinił Antifę. Działacza AfD zdradziło pismo

Australia: Zaprosili premiera na obchody święta. „To hańba”

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.