Tomasz Walczak, Interia: Władimir Putin robi wiele, aby Rosjanie nie mieli wojny w ogródku, a sami Rosjanie starają się udawać, że wojny w ogóle nie ma. Czy weekendowe ukraińskie ataki na Moskwę wpłyną na nastroje społeczne?
Prof. Siergiej Miedwiediew, rosyjski politolog i historyk: – Mają one pewien wpływ, lecz jest on nieznaczny. Żeby nie powiedzieć – niezauważalny. Nie sądzę bowiem, by cokolwiek fundamentalnie zmieniały. Ludzie wciąż będą udawać, że wojny nie zauważają. Oczywiście, takie ataki są ważne i dla Ukraińców, i świata. Pokazują nam bowiem bezbronność reżimu i skuteczność działań Ukrainy. Uważam, że to właściwy kierunek i takie operacje będą kontynuowane, ponieważ obnażają słabość systemu. Wpływ na społeczeństwo rosyjskie będzie jednak znikomy.
Nawet jeśli wśród Rosjan pojawi się niezadowolenie, to w obecnych warunkach nie ma ono żadnego znaczenia. Nie istnieją bowiem już żadne mechanizmy polityczne, które pozwoliłyby przekuć masowe niezadowolenie w realne działanie
Przed najazdem na Ukrainę padało słynne pytanie: „Czy Rosjanie chcą wojny?”. Teraz można zapytać, czy Rosjanie ją wytrzymają. Rozumiem, że pan nie ma złudzeń?
– Nie mam, bo wiem, że wytrzymają. Wytrzymają rok, dwa, a nawet pięć lat, jeśli będzie trzeba. Nawet jeśli zginie milion, dwa lub trzy miliony ludzi – oni to wszystko zniosą. Ułuda normalności, mimo trwającej tragedii, jest i będzie utrzymywana.
– Ataki mogą zdarzać się codziennie. Ukraińskie rakiety i drony mogą uderzać w dzielnice mieszkalne i domy, a ludzie i tak będą udawać, że nic się nie dzieje. Wynika to z faktu, że u Rosjan bardzo słabo funkcjonują związki przyczynowo-skutkowe – oni w ogóle nie łączą tych zdarzeń z wojną w Ukrainie.
-
Rosja grozi „odwetem”, celem kraj bałtycki. „NATO nie ochroni”
-
Przełomowa deklaracja Xi. Miał skrytykować Putina, „może pożałować”
Podobno Moskwa nie wierzy łzom, ale sporo w internecie filmików mieszkańców stolicy, którzy zalewają się łzami i czują się ofiarami tej sytuacji.
– Tak, czują się ofiarami. Niech nas to jednak nie zwiedzie. Ten stan ducha potęguje jedynie nienawiść do Ukrainy, a nie poczucie winy czy odpowiedzialności. Nie mówiąc już o wyrażaniu niezadowolenia. Nie rodzi to refleksji nad związkiem tych ataków z trwającą wojną, lecz raczej gniew wobec „tych przeklętych Ukraińców”.
Myśli pan, że te ataki robią wrażenia na samym Putinie? On czuje, że coś wymyka mu się z rąk?
– Uderzenia na stolicę są oczywiście ciosem w prestiż reżimu, pokazującym, że Moskwa, mimo ogromnych wysiłków, nie jest w pełni chroniona. W przededniu wizyty Putina w Chinach szczególnie jest to niemile widziane wydarzenie. Niemniej Putin i tak zrobi to, co zamierzał – nie potrzebuje on żadnych dodatkowych uzasadnień, by atakować Kijów czy inne ukraińskie miasta. Rosyjska prasa właściwie zignorowała te incydenty, ograniczając się do komunikatów o uderzeniach odwetowych w ukraińskie punkty dowodzenia.
Dla Kremla nieszczelność obrony przeciwlotniczej nad stolicą jest niekomfortowa. Ale tego dyskomfortu będzie więcej, bo wojna nieuchronnie będzie przenosić się coraz bardziej na terytorium Moskwy czy być może Petersburga
A jak na to wszystko reagują kremlowskie elity? Czy one również, wzorem reszty społeczeństwa, przymykają na to oczy?
– Nie istnieje już coś takiego jak „elita”. Mamy do czynienia jedynie z grupą zastraszonych ludzi, którzy działają wyłącznie na rozkaz z Kremla. Nie posiadają oni ani własnych instytucji, ani mechanizmów wyrażania opinii. Mogą co najwyżej szeptem dzielić się nimi przy ekspresie do kawy. Pojęcia takie jak „opinia publiczna” czy „elita” stały się w Rosji słowami, które nic już nie znaczą.
– Trzeba zrozumieć, że nawet jeśli wśród Rosjan pojawi się niezadowolenie, to w obecnych warunkach nie ma ono żadnego znaczenia. Nie istnieją bowiem już żadne mechanizmy polityczne, które pozwoliłyby przekuć masowe niezadowolenie w realne działanie.
– Tymczasem dla Putina liczy się tylko on sam i jego najbliższy krąg decyzyjny. Cała reszta jest nieistotna. Dopóki system jest tak głęboko zakonserwowany, żadne nastroje społeczne nie zainicjują procesów, których Putin sobie nie życzy. Sytuacja zmieni się być może dopiero wtedy, gdy władza osłabnie lub Putin umrze.
-
Rosja oskarża i wskazuje na elektrownie jądrową. „Punkt bez odwrotu”
Były czasy, że Putin musiał się liczyć z tym, co myślą Rosjanie. Dziś zbudował takie państwo i taki aparat represji, który pozwala mu to ignorować?
– Problem leży głębiej – to nawet nie kwestia tego, że Putin się z nimi nie liczy. Oni sami przestali się ze sobą liczyć. Mogą myśleć cokolwiek, ale są pozbawieni narzędzi, by przekształcić swoje myśli w społecznie lub politycznie istotne czyny.
– Dla Kremla nieszczelność obrony przeciwlotniczej nad stolicą jest niekomfortowa. Ale tego dyskomfortu będzie więcej, bo wojna nieuchronnie będzie przenosić się coraz bardziej na terytorium Moskwy czy być może Petersburga.
– Ale podkreślę jeszcze raz – nawet zmasowane ataki na oba największe rosyjskie miasta niewiele zmienią przekonanie Putina, że musi zniszczyć Ukrainę, jego zauszników zaś, że trzeba trwać przy Putinie, bo tylko on jest gwarantem ich statusu majątkowego. Nie zmienią też nastawienia samych Rosjan, że wojna do tylko kolejny dopust historii, którzy po prostu trzeba przetrwać i czekać na lepsze czasy.
Rozmawiał Tomasz Walczak
-
Autor przemówień Obamy przejrzał Trumpa. „On się panicznie boi”
-
Zaskakujący wybór prezydenta. W rządzie konsternacja miesza się z nadzieją