Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Klimat

Pamiętam, gdy kochaliśmy przyrodę Polski i ją chroniliśmy. Teraz się cofamy

Przez Pokój Prasowy26 maja, 20265 min odczytu

  • W latach dziewięćdziesiątych przekonywanie społeczeństwa do ochrony drapieżników było trudne, ale zakończyło się sukcesem i przyczyniło się do odbudowy polskiej przyrody.

  • W przeszłości państwowe przepisy dążyły do całkowitego wytępienia drapieżników takich jak wilki, a ochrona gatunkowa wprowadzona w latach dziewięćdziesiątych wymagała zarówno zmian prawnych, jak i edukacji społeczeństwa.

  • Obecnie obserwowany jest powrót negatywnej narracji wobec wielu gatunków dzikich zwierząt, a niektóre z nich ponownie są postrzegane jako zagrożenie.

  • Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu

Nie każdy może pamiętać te czasy niezwykle ponure. Choćby lata pięćdziesiąte, gdy mówienie o zabijaniu polskich drapieżników było czymś normalnym. Nie był to powód do wstydu, ale coś wręcz promowanego przez władze.

Kiedyś w Polsce już nienawidzono wilków. Przodował w tym PRL


Z 1955 r. pochodzi przecież haniebna „uchwała w sprawie tępienia wilków”. To nie pomyłka, rzeczywiście tak się nazywała i przypominała wcześniejsze przepisy dotyczące walki ze stonką ziemniaczaną. Wilka i inne drapieżniki też uznawano za taką stonkę, zagrażającą dobrobytowi ludzi.

Porażająca głupota tego myślenia doprowadziła do powstania przepisów, za którymi stał rząd Józefa Cyrankiewicza i pierwszy sekretarz KC PZPR, którym był wówczas Bolesław Bierut. Zarządzenia uzupełniające wydał minister leśnictwa Jan Dąb-Kocioł. Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za to, co uchwalili.

A te haniebne przepisy przeznaczały środki na budowę pułapek na wilki, na flary do nagonki, trutki i narzędzi do zabijania wilków. Ustanawiały też nagrody za ubicie wilków oraz wybranie szczeniąt wilczych z gniazda i ich zniszczenie. Zwierzęta nie tylko zabijano z dziką chęcią mordu. Przepisy zmierzały do ich zupełnego wytępienia.

Polska chciała się pozbyć swoich drapieżników


Przyroda bez drapieżników? Tamta Polska była postawiona na głowie nie tylko w tej kwestii i nie tylko na tym polu uznawała, że człowiek jest tak wszechpotężny, iż może wszystkim sam centralnie sterować, także naturą. I że najważniejszy jest zysk, pieniądz, plony z hektara i pogłowie bydła, a nie przyrodnicza równowaga.


Wilk i ryś wracają do polskiej przyrody123rf /123RF/PICSEL / swidwin.policja.gov.pl123RF/PICSEL


Stąd kiedy w latach dziewięćdziesiątych powstał pomysł, by polskie zwierzęta, takie jak wilki, objąć ochroną gatunkową, był to rodzaj przełomu w bezrozumnym świecie, który dotąd je tępił.

Nie tylko zresztą wilki, bo z Polski wówczas niemal zniknęły rysie, żbiki, niedźwiedzie brunatne, a trucie z użyciem chociażby DDT wybiło większość drapieżnych ptaków. Prawie nie istniały sokoły wędrowne, znikały orły przednie, nawet herbowe bieliki.

Dzisiaj nawet trudno sobie wyobrazić sytuację, w jakiej polska przyroda znalazła się w czasie przemian ustrojowych w 1989 r. Sporo gatunków było zagrożonych wymarciem, w wypadku wielu zostało ledwie kilkanaście, kilkadziesiąt osobników. Wilków mieliśmy może 150 w całym kraju – wtedy jedynie w Bieszczadach, Puszczy Białowieskiej i na wschodzie Polski.

Próba wprowadzenia ochrony gatunkowej była zatem w latach dziewięćdziesiątych koniecznością, ale wymagała nie tylko przepisów, ale i przełomu w ludzkim myśleniu.

Trzeba było przekonać Polki i Polaków, że te zwierzęta są potrzebne, że drapieżnik to nie wróg i szkodnik, że nie jesteśmy sami na Ziemi i że ekosystemy to sieć połączonych naczyń, których zerwanie grozi katastrofą. Za przepisami szła kampania edukacyjna, w której brały udział także media.

Sam włączyłem się w nią ochoczo i jeszcze przed epoką portali społecznościowych, gdzie często najpierw się pisze, a potem myśli (ba, nawet przed epoką internetu), otrzymywałem wiele telefonów i listów obelżywych i wygrażających mi, że wspieram dążenie do szkód w hodowli krów, owiec, itd.

Ochrona gatunkowa drapieżników pociągała za sobą odszkodowania od Skarbu Państwa dla hodowców ponoszących straty, ale ludzie i tak protestowali. Nie bez powodu najpierw przepisy wprowadzano na próbę, na ograniczonym terenie. Wilk przez pewien czas był np. chroniony w całej Polsce, ale z wyjątkiem dawnego woj. krośnieńskiego.

Ćwierć wieku temu ludzie cieszyli się z odbudowy fauny


Kropla drąży jednak skałę. Egoiści, krzykacze, zwolennicy rozlewu krwi i polowań ostatecznie ustąpili. Na przełomie stuleci i w pierwszych latach XXI w. mieliśmy złoty okres odbudowy polskiej przyrody.

Dzięki ochronie, świętemu spokojowi, ale i programom reintrodukcji (jak chociażby w przypadku rysia) wiele naszych prawie wymarłych zwierząt wracało, ich liczba rosła. Równie ważne było to, że ludzi to cieszyło. Mieliśmy się czym poszczycić, postawić w gronie tych państw, których atrakcją jest również przyroda.


brązowy niedźwiedź stoi na leśnej polanie wśród drzew, patrząc prosto przed siebie, otoczony zielenią i naturalnym środowiskiem

W Polsce jest bez wątpienia mniej niedźwiedzi niż w Rumunii czy Słowacjigudkovandrey123RF/PICSEL


Byłem przekonany, że jeżeli coś się w Polsce udało, to m.in to – ocalenie przyrody przez zagładą, odbudowa jej, przywrócenie wielu zwierząt, dzięki czemu dzisiaj ryś wchodzi w kadr zachwyconych gości w Wielkopolsce, na obu Pomorzach, a wilki pojawiają się nawet w środkowej Polsce. Do głowy by mi nie przyszło, że jeszcze kiedykolwiek spotkamy je np. pod Łodzią.

Polacy znów chcą krwi bezcennych i bezbronnych zwierząt


Skończyło się jednak. Dzisiaj jesteśmy świadkami niepokojącego zwrotu w tej kwestii. Kolejne gatunki znajdują się na cenzurowanym, stają się niemal wrogami publicznymi. Żąda się głów (pewnie zawieszonych nad kominkiem) już nie tylko wilków czy niedźwiedzi brunatnych, ale nawet dzików, łosi, bobrów. Słowem, tych wszystkich zwierząt, których w myśliwskich pokotach nie było od dziesięcioleci.

Nie mam aż tylu lat, by pamiętać to brudne tępienie polskich zwierząt 60 czy 70 lat temu, ale pamiętam lata osiemdziesiąte czy dziewięćdziesiąte, gdy tak wiele gatunków było zagrożonych i tak wiele stawało się szczątkowych.

I mam wiedzę na temat tego, co działo się z polską przyrodą chociażby w okresie międzywojennym. Wtedy np. prawie zniknął z naszego kraju żubr i został nawet uznany za gatunek wymarły w naturze. W tym czasie jednak wymarło znacznie więcej zwierząt i to takich, o których nigdy byśmy nie powiedzieli, że mogłyby znaleźć się w takiej sytuacji. To wilki, rysie, łosie, a nawet dziki, które przed II wojną światową stały się w Polsce bardzo rzadkie.

Te historie przypominają nam, że nie ma gatunku i nie ma czasów, w których zwrot ku zabijaniu i tępieniu nie może doprowadzić do katastrofy. I tylko od rozumu ludzi zależy, czy uda się w porę jej zapobiec.


Wilki, niedźwiedzie, rysie prawie wymarły w Polsce. Wiesz o tym?

Wilk stojący bokiem przy pniu drzewa, uważnie spoglądający w bok, otoczony rozmytym tłem lasu.

Czytaj Dalej

Dzień Matki 2026. Oto rekordowe zwierzę, które rodzi aż 32 dzieci

Przełomowy pomysł Polaków. Pozwala uzyskać bezcenny surowiec

Już nie mówią, że nie ma zmiany klimatu. Teraz króluje nowy sposób

Dziwna jaszczurka jak krokodyl odkryta w Europie

Kiedy sadzić irysy, by ogród utonął w kwiatach?

Jadowity wąż z jeziora Taal i błyskawiczna ewolucja. To sprawka wulkanu

Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków

Dramat w zoo w Czechach. Słoń zabił partnerkę. Zoolodzy nie mogą uwierzyć

Muchomor sromotnikowy epidemią w Kalifornii. Władze ostrzegają

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.