– U nas toczy się wewnętrzna debata, kto ma być kandydatem, kogo poprzemy. Dużo będzie zależało od tego, wbrew pozorom, kogo premier wyznaczy na komisarza – dodawał.
Premier Donald Tusk podjął decyzję i komisarzem w Krakowie mianował Stanisława Kracika. To były wiceprezydent miasta za kadencji Miszalskiego. Kracik w przeszłości był też burmistrzem Niepołomic, a swego czasu walczył o prezydenturę w Krakowie. Wybór Kracika oznacza, że KO nie zdecydowało się postawić na polityka blisko związanego z partią.
Komisarzem nie został więc ktoś, kto znajduje się w gronie ewentualnych następców Miszalskiego. – Wskazanie na Kracika każe domniemywać, że jest tam obawa o dobry wynik – przekonuje nasze źródło w PiS.
Prawo i Sprawiedliwość niesione korzystnym dla tej partii nastrojem referendalnym, musi teraz dokonać właściwego wyboru. Problem zaczyna się wtedy, gdy wejdziemy w szczegóły. Przypomnijmy, że w niedzielnym głosowaniu odwołany został Aleksander Miszalski, ale w Radzie Miasta wciąż większość ma Koalicja Obywatelska.
Oznacza to, że kolejna „wojna na górze” jest całkiem realna. Można się spodziewać, że nowy prezydent miasta, jeśli nie będzie nim członek KO, będzie miał co chwilę rzucane kłody pod nogi ze strony rady.
Dlatego też w partii Jarosława Kaczyńskiego wykluwają się dwie koncepcje. Pierwsza zakłada grę o wszystko dużym, rozpoznawalnym nazwiskiem partyjnym i próbę narzucenia własnej narracji radzie. Druga zakłada, że skoro rada i tak będzie nieprzychylna prezydentowi z ramienia PiS, to może lepiej postawić na wariant kandydata „obywatelskiego”. Czyli takiego, którego PiS wesprze, ale jednocześnie partii nie będzie za bardzo żal, gdyby ten potknął się o niesprzyjającą mu radę.
Ciekawe publiczne głosy płyną z centrali PiS. Przemysław Czarnek, kandydat partii na premiera, który dzień po referendum był w Krakowie, mówił tak: – Kandydatem na prezydenta powinien być ktoś, kto będzie miał wielkie szanse na to, żeby zmienić rzeczywistość w Krakowie. Jesteśmy otwarci na wszelkie możliwe kierunki współpracy. Jeszcze jest chwila czasu, żeby się nad najlepszym nazwiskiem zastanowić.
Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS, przekonywał na antenie TV Republika, że PiS będzie kierować się rozsądkiem. – Z całą pewnością będziemy aktywni (…) Nie wykluczamy poparcia dla kandydata obywatelskiego. Chcemy doprowadzić do tego, by Kraków był dobrze rządzony.
Polityk dodawał jednocześnie, że Konfederacja postąpiła zbyt pochopnie, ogłaszając już teraz nazwisko swojego kandydata, Bartosza Bocheńczaka. Polityk liczył, że w tej sprawie mogło dojść do szerszego porozumienia prawicy. – Mówię za Prawo i Sprawiedliwość, a jeżeli dobrze pamiętam, to Konfederacja już wystawiła własnego kandydata partyjnego. Konfederacja zachowuje się egoistycznie, nie w trosce o mieszkańców Krakowa, ale własny interes – podkreślał Błaszczak.
Czy PiS poprze Łukasza Gibałę?
Centrala partii daje więc wprost do zrozumienia, że niepartyjny kandydat jest ciekawą opcją. Inne głosy płyną natomiast od wpływowych polityków PiS w Małopolsce. Ci są przekonani, że partia pójdzie do wyborów pod własnym szyldem i postawi na mocne nazwisko.
– Będzie to kandydat lub kandydatka, który odegra dużą rolę w tych wyborach. PiS nie ma z tym problemu. Nie jest tak, jak czytam w mediach, że trwają nerwowe poszukiwania. Nie ma nerwowych poszukiwań. Jak zwykle brane pod uwagę są różne warianty. Poza kompetencjami są jeszcze technikalia, takie jak możliwości pozyskania elektoratu – przekonuje nasze źródło.
Jak słyszymy, PiS nie obudziło się z ręką w nocniku, bo w partii rozmowy na ten temat zaczęły się późną jesienią ubiegłego roku. To wówczas pojawiały się pierwsze doniesienia dotyczące referendum. PiS chciało być gotowe i mieć gotowe opcje na stole na wypadek, gdyby Miszalski rzeczywiście został odwołany.
Tak też się stało, ale nazwiska kandydata PiS wciąż nie znamy. Strategia partii Kaczyńskiego zakłada, że PiS poczeka na ruch Koalicji Obywatelskiej. Ich kandydat ma być też odpowiedzią na zamiary największego politycznego rywala. Jeśli natomiast KO będzie długo zwlekać, albo w ogóle nie wystawi swojego kandydata, PiS ogłosi swoje nazwisko.
Wśród dzisiejszych kandydatur pojawia się kilka ciekawych nazwisk. To m.in. Marek Pęk (senator), Bogusław Sonik (były polityk PO), Małgorzata Wassermann (kandydowała w 2018 roku, tym razem jest niechętna), Barbara Nowak (była kurator oświaty w Krakowie), Michał Drewnicki (radny miejski) czy Łukasz Kmita (kandydował w 2024 roku).
Każda z tych kandydatur ma swoje wady i zalety. W grze pozostaje jeszcze jedna opcja, o której w krakowskich kuluarach huczy od długich tygodni. Czy PiS poprze w walce o Kraków Łukasza Gibałę, czyli kandydata bezpartyjnego, który dwa lata temu o włos przegrał właśnie z Miszalskim?
– Nie ma o tym żadnej dyskusji. Dzisiaj mówimy o kandydatce czy kandydacie PiS. A to, co dzieje się w drugiej turze zawsze jest przestrzenią do rozmowy – uśmiecha się wpływowy polityk PiS w Małopolsce. W podobnym tonie w naszym studio wypowiadał się poseł Kmita.
Sojusz PiS-u z Gibałą byłby nieoczywisty, ale górę może wziąć kalkulacja polityczna. Gibała to polityk o poglądach lewicowych, a nawet populistycznych. PiS natomiast znane jest w skali ogólnopolskiej z utrwalonych przez lata wartości prawicowych.
Programowo sojusz ten w żaden sposób się nie broni, ale politycznie jak najbardziej. Gibała w kampanii wyborczej mógłby liczyć na potężne wsparcie, którego brakowało mu w poprzednich latach. PiS natomiast postawiłby na człowieka, który miałby realne szanse na zwycięstwo. A pamiętajmy, że w perspektywie wyborów 2027 roku chodzi również o wizerunkowe sukcesy, na którym zależy partyjnej centrali.
Kłopot jednak w tym, czy ewentualne zwycięstwo Gibały nie będzie wiązać się z gigantycznymi problemami we współrządzeniu ze skonfliktowaną Radą Miasta? Również i takie rozwiązanie jest korzystne dla PiS, bo jeżeli Gibała sobie nie poradzi, partia Kaczyńskiego mogłaby bez problemu się od niego odciąć. A w kolejnych wyborach postawić już na bardziej „swojego” kandydata.
Gibała natomiast o ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich ma poinformować za kilka dni.
Dawid Serafin, Łukasz Szpyrka