Latem tysiące wiernych wyruszają pieszo w kierunku Jasnej Góry. Dla jednych to czas modlitwy i duchowego wyciszenia, dla innych próba własnej wytrzymałości. Pielgrzymkowa droga staje się też okazją do poznania osób, na które trudno byłoby trafić w innych okolicznościach.
W ostatnim czasie pielgrzymki zaczęły pojawiać się także w zupełnie nowym kontekście.
W mediach społecznościowych można znaleźć nagrania młodych ludzi, którzy żartują, że skoro aplikacje randkowe nie działają, trzeba spróbować inaczej. „Tinder nie działa, więc poszłam na pielgrzymkę poznać męża” – głosi jeden z popularnych trendów na TikToku.
Są też filmiki z podpisami w rodzaju „pielgrzymka mija, a ja niczyja” albo nagrania z momentu, gdy podczas nowenny ksiądz odczytuje intencje, a wśród próśb o zdrowie, bezpieczeństwo i pomyślność pojawiają się te o „dobrego męża” czy „dobrą żonę”.
Internet oczywiście szybko zrobił z tego żart. Ale za memami i krótkimi filmikami kryją się często ludzkie historie.
Postanowiłam sprawdzić, jak wygląda to w praktyce. Wybrałam się na 49. Pieszą Pielgrzymkę z Rzeszowa na Jasną Górę i zapytałam pielgrzymów, czy rzeczywiście można potraktować ją jako alternatywę dla aplikacji randkowych.
Pielgrzymka jako test charakteru. „Tutaj ludzie nie są w stanie udawać”
Paulina ma 29 lat, jest singielką i choć nie ukrywa, że chciałaby kiedyś wyjść za mąż, nie poszła na pielgrzymkę wyłącznie po to, by go znaleźć.
– Jestem sama i nie poznałam jeszcze męża na pielgrzymce. Nie jest to też moim głównym celem tutaj, ale gdyby tak się wydarzyło, to byłabym bardzo szczęśliwa – mówi.
Jej zdaniem współczesny styl życia nie zawsze sprzyja poznawaniu nowych osób. Praca zdalna, zamknięte grono znajomych i codzienna rutyna sprawiają, że czasem trudno wyjść poza własną bańkę.
– Mam mało kontaktów z nowymi ludźmi, raczej są to te same osoby, jakieś zamknięte grono przyjaciół, więc ciężko jest mi kogoś poznać – przyznaje.
Z aplikacji randkowych zrezygnowała około dwóch lat temu. – Nie znalazłam tam nikogo wartościowego. A tutaj na pielgrzymce można dużo łatwiej poznać nowe osoby i potencjalnego męża – mówi.
Dla Pauliny ważne jest również to, że osoby spotykane na pielgrzymce często mają podobny system wartości.
– Tutaj są ludzie o podobnych poglądach, wyznający te same zasady moralne i są wierzący, co jest dla mnie bardzo ważne – tłumaczy.
Zamiast zdjęcia i opisu profilu są bąble na nogach i zmęczenie
Podobnie patrzy na to 23-letnia Ania. Jej zdaniem pielgrzymka ma nad aplikacjami randkowymi jedną ogromną przewagę: bardzo szybko pokazuje, jaki człowiek jest naprawdę.
– Tutaj ludzie nie są w stanie oszukiwać. Jesteśmy nieraz brudni, zmęczeni, obolali kontuzjowani, mamy bąble na nogach i w tym wszystkim ludzie nie są w stanie udawać. Zwłaszcza, że spędzamy ze sobą całe dnie – podkreśla.
– Poza tym, gdy ktoś jest zmęczony, to widzisz, jak cię traktuje, gdy sam znajduje się w takim najgorszym stanie. I jeżeli w tym zmęczeniu, w tym bólu on jest dla ciebie dalej życzliwy, to bardzo dużo o nim mówi – zauważa Ania.
23-latka sama kilka razy instalowała aplikacje randkowe, a później je usuwała. Poznała tam kilku chłopaków, ale – jak mówi – z czasem okazywało się, że nie zawsze byli tacy, za jakich się przedstawiali.
– Oni często kogoś udawali, z czasem wychodziło, że byli zupełnie inni niż na początku znajomości – wspomina.
Na pielgrzymce trudno natomiast długo utrzymywać wykreowany wizerunek. Nie ma filtrów, idealnych zdjęć ani starannie przygotowanego opisu. – Same te warunki tutaj na pielgrzymce już są sprawdzianem i pokazują, kto kim jest – mówi Ania.
Nie wszyscy jednak traktują pielgrzymkę jako miejsce, w którym koniecznie trzeba znaleźć drugą połówkę. 19-letnia Dorota w ogóle nie korzysta z aplikacji randkowych i nie jest przekonana, czy potrafiłaby się w nich odnaleźć.
– Na pielgrzymce modlę się oczywiście o dobrego męża w przyszłości, ale nie wiem, czy byłabym w stanie spotkać go na pielgrzymce – przyznaje.
Na Jasną Górę wyruszyła już czwarty raz i zauważyła, że w jej przypadku jest to dość zamknięte środowisko. Wielu uczestników zna się od lat. – My się tutaj większości znamy. Przynajmniej ja w swojej grupie. Ale być może pojawi się ktoś nowy, tego nie wykluczam – mówi.
W tym roku zabrała ze sobą brata, który jest na pielgrzymce po raz pierwszy i właśnie on, zdaniem Doroty, może mieć większe szanse na nowe znajomości. – Dla niego ci ludzie tutaj są w większości obcy, więc być może on znajdzie tu swoją drugą połówkę prędzej niż ja – żartuje.
Poznali się w kolejce do toi toi-a. Rok później wrócili razem na pielgrzymkę
Historia 26-letniej Julii pokazuje jednak, że na pielgrzymce miłości nie trzeba specjalnie szukać. Czasem wystarczy stanąć w odpowiedniej kolejce.
Kobieta korzystała z aplikacji randkowych w czasie studiów – i jak przyznaje – poznała tam kilka ciekawych osób, a z jedną do dziś utrzymuje kontakt. Ostatecznie jednak zrezygnowała z tego sposobu zawierania znajomości.
– Na tych aplikacjach randkowych często ludzie kłamią o sobie. Próbują się dopasowywać, żeby się komuś przypodobać, dlatego z tego zrezygnowałam – mówi. Swojego chłopaka poznała za to właśnie na pielgrzymce. I trudno wyobrazić sobie mniej romantyczną scenerię.
– Poznałam go w dosyć nieoczywisty sposób, ponieważ w kolejce do toi toi-a. Staliśmy i rozmawialiśmy w deszczu, ubrani w płaszcze przeciwdeszczowe, więc ani ja nie wyglądałam atrakcyjnie, ani on. Raczej przypominaliśmy dwa kolorowe krasnale – wspomina ze śmiechem.
Mokre włosy, przemoknięte buty i zaparowane okulary nie przeszkodziły jednak w nawiązaniu znajomości. Chłopak pomógł jej z bagażem, później ona potrzymała jego plecak, porozmawiali… i to wystarczyło.
Następnego dnia on zaczął jej szukać, ale nie mógł jej rozpoznać, wiedział natomiast z jakiej jest grupy i w odnalezieniu dziewczyny pomógł mu ksiądz.
– I tak oto się poznaliśmy i jesteśmy teraz razem. Za dwa dni będziemy świętować naszą rocznicę poznania – mówi.
„Nie szukałem żony”. Janek i Ilona znaleźli się na tej samej trasie
W grupie, do której należałam poznałam także „pielgrzymkowe małżeństwo”.
Janek i Ilona poznali się cztery lata temu właśnie podczas wspólnego marszu na Jasną Górę. On miał wtedy 36 lat i była to jego ósma pielgrzymka. Ona miała 28 lat i do Częstochowy szła po raz pierwszy.
Co ciekawe, Janek przyznał, że w tamtym czasie wcale nie szedł z nadzieją, że spotka swoją drugą połówkę. Nie oznacza to jednak, że temat założenia rodziny był mu obojętny.
– Gdzieś tam w głowie zawsze było, że fajnie by było kogoś poznać, rodzinę założyć. Człowiek jest jednak istotą stadną i potrzebuje tej drugiej osoby – mówi.
Janek wspomina, że zauważył Ilonę pewnego ranka podczas pakowania bagaży. Z kolei jego żona przyznała, iż po raz pierwszy zobaczyła go drugiego dnia pielgrzymki.
– Tak mi się Janek rzucił w oczy, bo się ładnie uśmiechał. I sobie pomyślałam: „Kto to jest za gość?” – opowiada.
Nie korzystała nigdy z aplikacji randkowych, bo – jak tłumaczy „nie czuła, że to jej sposób na poznawanie ludzi”. Na pielgrzymkę przyszła natomiast z bardzo konkretną intencją.
– Chciałam po prostu poznać kogoś z takimi wartościami, jakie ja mam. Tak, żeby wierzył w Boga i żeby to było dla niego ważne. Bo nie jest łatwo spotkać kogoś takiego – mówi.
Swoją pierwszą randkę odbyli jeszcze na pielgrzymce, w przedostatni dzień, w Olsztynie. Janek namówił Ilonę, by razem wybrali się po zachodzie słońca na ruiny zamku.
– Trochę mnie Janek wrobił, bo ja nie wiedziałam, że idziemy sami – wspomina dziewczyna.
– A potem po pielgrzymce to chyba bardziej ja Janka poderwałam, bo to ja do niego napisałam pierwsza. No i się spotkaliśmy i tak to już trwa – opowiada Ilona. W tym roku, już po raz kolejny, pielgrzymują na Jasną Górę jako para.
Alternatywa dla aplikacji randkowych? „Tu nie ma idealnych warunków”
Czy, więc pielgrzymka rzeczywiście może być alternatywą dla aplikacji randkowych? Karol, 27-latek, który sam korzysta z aplikacji, nie stawia sprawy tak jednoznacznie.
– Myślę, że na tych aplikacjach jest mnóstwo wartościowych osób, tylko czasami ciężko jest nam się dopasować pod innymi względami – mówi.
Jego zdaniem przewaga pielgrzymki polega przede wszystkim na czasie, który ludzie spędzają razem.
– To jest miejsce, w którym dużo łatwiej kogoś poznać, dużo łatwiej i szybciej go zweryfikować, jakim jest człowiekiem – zauważa.
– Na start wiemy już, że mamy te same wartości, te same podstawy moralne, a to już jest w dzisiejszych czasach dużo – zauważa Karol.
Sam nie poznał żony na pielgrzymce, ale opowiedział mi historię kolegi, który podczas wędrówki na Jasną Górę znalazł swoją drugą połówkę.
– On był po pierwszym roku seminarium – tak, miał zostać księdzem – śmieje się 27-latek. – Wybraliśmy się razem na pielgrzymkę. Miałem mu pomagać szukać noclegów, ale on, oprócz zakwaterowania, znalazł też żonę – opowiada Karol i dodaje, że „jest z nią do dzisiaj i jest szczęśliwy”.
– Więc czasem trzeba uważać, bo znajomości na pielgrzymce potrafią być przewrotne – żartuje.
Aplikacja pokazuje zalety człowieka. Pielgrzymka pokazuje jego słabości
Może socialowy trend „Tinder nie działa, więc poszłam na pielgrzymkę poznać męża” można traktować z przymrużeniem oka, ale w praktyce nie jest to wyłącznie internetowy żart.
Pielgrzymka zdecydowanie nie działa jak aplikacja randkowa. Nie można przesunąć palcem w prawo, przeczytać kilku zdań o zainteresowaniach i od razu zdecydować, czy ktoś nam odpowiada. Tutaj na poznanie drugiego człowieka potrzeba czasu, kilometrów, rozmów, wspólnego zmęczenia i tych wszystkich drobnych, nieprzewidzianych sytuacji.
Historie pielgrzymów pokazują jednak, że miłości nie da się zaplanować nawet wtedy, gdy bardzo się jej szuka. Czasem ktoś modli się o dobrego męża, a czasem wyrusza na trasę z zupełnie inną intencją. Jedni poznają się podczas pakowania bagaży, inni w trakcie noclegu, a jeszcze inni – jak Julia i jej chłopak – w kolejce do toi toi-a. I właśnie ta przypadkowość wydaje się w tym wszystkim najbardziej niezwykła.
Bo być może odpowiedź na pytanie, czy pielgrzymka może zastąpić Tindera, wcale nie brzmi „tak” albo „nie”. Pielgrzymka daje po prostu coś, czego żadna aplikacja nie jest w stanie zapewnić, czyli – obecność. To czas spędzony obok żywego człowieka. A czasem, po drodze na Jasną Górę, okazuje się, że można też znaleźć kogoś, z kim chce się iść znacznie dalej.
Imiona bohaterów materiału zostały zmienione.
-
Światy młodych Polaków się rozjechały. Powstała niepokojąca luka
-
Największa populacja młodych na świecie podnosi głowę. Jest ich miliard [MIĘDZYMIASTOWA]