Jeszcze nie zdążył opaść kurz po głośnym i spektakularnym rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości, w wyniku którego z partii odeszło czterdziestu parlamentarzystów, tworząc osobną formację Rozwój Plus, a partia Jarosława Kaczyńskiego mierzy się z kolejnym kryzysem. Kto wie, czy nie jednym z większych w ostatnim czasie.
Wyjazd na Ibizę i cienie afery Zondacrypto
Chodzi o sprawę Zondacrypto i fakt, że Przemysław Kral, szef Zondacrypto postanowił współpracować z prokuraturą, a swoim obrońcą uczynił posła KO i adwokata Romana Giertycha.
Zeznania Krala obciążają kolejne osoby mniej lub bardziej związane ze środowiskiem PiS. Zarzuty usłyszał już Radosław Piesiewicz, szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego, człowiek, który posadę tę objął za czasów rządów PiS i jest kojarzony jako człowiek Jacka Sasina.
W sprawie Zondacrypto przewija się również nazwisko Artura Chodzińskiego, byłego funkcjonariusza CBA, który pracował dla Przemysława Krala i organizował mu spotkania z politykami PiS. W tym słynne spotkanie na Ibizie, gdzie udał się poseł PiS Michał Moskal, człowiek bliski kierownictwu partii.
Moskal twierdzi, że spotkał się z Kralem, aby rozmawiać o konferencji organizowanej przez jego (Moskala) fundację i w tym celu poleciał na Ibizę.
W te tłumaczenia nie wierzą jednak nawet jego koledzy z partii.
– Albo wykazał się brakiem roztropności i naiwnością albo wręcz przeciwnie, zbyt daleko idącym cwaniactwem. Nie wiem, co gorsze w sumie – przyznaje jeden z naszych rozmówców z PiS.
– Czy mu to zaszkodzi? Pewnie prezes go schowa na jakiś czas i zobaczy, co się będzie dalej działo. W ostateczności nie dostanie miejsca na liście do Sejmu, ale to wtedy, jak się prezes naprawdę rozgniewa – prognozuje nasz rozmówca.
Oficjalnie partia odcięła się od działań Moskala. Oświadczenie rzecznika PiS Rafała Bochenka było bardzo stanowcze jak na partyjne standardy.
„Pan Michał Moskal nie informował kierownictwa PiS o swoim wyjeździe na Ibizę, nie reprezentował tam też naszej partii i nie znamy powodów wyjazdu p. Michała Moskala” – oświadczył rzecznik PiS.
Dodał, że PiS nigdy nie prowadził „żadnych konsultacji” z Przemysławem Kralem. – Co więcej rekomendowaliśmy całkowity zakaz kryptowalut – przypomniał Rafał Bochenek.
„Genialna intuicja” prezesa i setki tysięcy złotych dla fundacji
Posłowie PiS, z którymi rozmawiamy z satysfakcją mówią dziś o tym, że Jarosław Kaczyński „jak zwykle miał dobrego nosa”.
– Pamiętam, jak wszyscy krytykowali się i śmiali z prezesa, jak wyskoczył z zakazem kryptowalut. Mówiono, że się nie zna, nie rozumie dzisiejszych czasów i nie rozumie rynku. Prezes ma genialną intuicję i od początku czuł, że z tego mogą być kłopoty, dlatego trzeba się ostro i radykalnie odciąć. Miał rację – przekonuje nas jeden z posłów PiS.
Nie zmienia to jednak faktu, że sprawa Zondacrypto mocno uderza w prawicę i PiS.
Ostatnio z przyjmowania pieniędzy od Przemysława Krala musiał tłumaczyć się Zbigniew Ziobro. Były minister sprawiedliwości przyznał, że jego Fundacja Instytut Polski Suwerennej dostała od Krala 450 tysięcy złotych.
– Znaleźliśmy się w sytuacji dramatycznej, bo wielu osobom z naszego środowiska blokowano konta, zabierano pieniądze, przedstawiano bezpodstawne, motywowane politycznie zarzuty. To wszystko wymagało obrony, a więc też pieniędzy – mówił Ziobro w wywiadzie z portalem Niezależna.pl.
Polityk sprecyzował, że pieniądze były „nie od Zondacrypto, a od kancelarii prawnej należącej do mec. Krala” i zapewnił, że „biznesmen nie chciał niczego w zamian”.
– Czy jest to dla nas problem? Oczywiście. Czy ogromny? Trudno dzisiaj stwierdzić, bo sprawa jest rozwojowa. Nie sądzę, by mocno to nas zgruzowało, bo to będzie się ciągnąć, sprawa jest niejasna. To nie jest Amber Gold, gdzie są rzesze poszkodowanych zwykłych osób. Poza tym celem Tuska, Giertycha i Żurka nie jest PiS, tylko prezydent. To na niego polują i to na niego usiłują coś znaleźć w tej sprawie – mówi nam dobrze zorientowany polityk PiS.
– Ale szukając usilnie czegokolwiek przestrzelą prędzej czy później. Walną czymś, na co nie będzie potwierdzenia i sami spalą sobie temat. Zawsze tak jest, więc patrzymy na to ze spokojem – dodaje.
– Politycznie straty będą, pytanie jak duże. Trzeba czekać i starać się je minimalizować – mówi inny z naszych rozmówców z PiS-u.
Chwilowe zawieszenie broni z Rozwojem Plus
Faktem jest, że sprawa Zondacrypto na tyle zajęła dziś czołowych polityków PiS, że przestali chwilowo zajmować się niedawnymi kolegami z Rozwój Plus. Do tej pory bowiem rywalizacja z Mateuszem Morawieckim była głównym tematem narad i rozmów między politykami na Nowogrodzkiej.
Kierownictwo PiS nie kryło irytacji rozpychaniem się nowego klubu w Sejmie i żądaniami dawnych kolegów, dotyczącymi pomieszczeń zajmowanych w Sejmie czy miejsc na sali plenarnej.
Politycy PiS utyskiwali, że to „małostkowe” i „niepotrzebne”. Ci z Rozwój Plus odpowiadają, że skoro mają trzeci co do wielkości klub w Sejmie, to pewne rzeczy się im po prostu należą, więc dlaczego mają z nich rezygnować.
Walka o fotel wicemarszałka
Najwięcej emocji budzi cały czas kwestia wicemarszałka Sejmu.
Przypomnijmy, PiS od początku kadencji utrzymywał, że jedyną kandydatką do tej funkcji jest Elżbieta Witek, na którą nie zgadzały się kluby koalicji rządzącej.
Po rozłamie nastąpił jednak nagły zwrot akcji i PiS zmienił zdanie, wystawiając jako kandydata na wicemarszałka posła Marcina Ociepę. Wszystko po to, aby uniemożliwić Rozwojowi Plus wystawienie własnego kandydata do prezydium Sejmu.
Środowisko Mateusza Morawieckiego stwierdziło jednak, że nie odpuści tak łatwo. I choć Morawiecki zadeklarował poparcie dla kandydatury Ociepy jako kandydata PiS, to jednocześnie zawnioskował o rozszerzenie składu prezydium o wicemarszałków nowych klubów. Mowa o klubie Rozwój Plus oraz klubie Centrum, który powstał po rozłamie w Polsce 2050.
– Jestem przekonany, że każdy klub powinien mieć swojego wicemarszałka. Będziemy do marszałka Czarzastego wnioskowali o poszerzenie prezydium – mówił otwarcie w Polsat News Mateusz Morawiecki.
Od dawna wiadomo, że środowisko byłego premiera chętnie widziałoby w prezydium Marcina Horałę i to on od początku był typowany jako kandydat Rozwoju Plus do prezydium.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty na razie nie zamierza jednak iść na rękę i zmieniać składu prezydium.
– Jest uchwała Sejmu w tej sprawie. Uchwała Sejmu mówi, że jest marszałek i jest sześciu wicemarszałków. Nie planuję zmian tej uchwały – powiedział w TVN24.
Na pytanie, że skoro jest w prezydium jeden wakat (bo PiS nie ma wicemarszałka), to czy PiS, Rozwój Plus i Centrum mają walczyć między sobą o to miejsce, Czarzasty odparł: „Zapraszam”.
Politycy PiS nie kryją wściekłości. – Przecież Czarzasty celowo chce teraz nas wszystkich rozgrywać, a Morawiecki wchodzi w to jak w masło. To niepoważne – denerwuje się jeden z posłów PiS.
– Niepoważne jest to, że przez trzy lata PiS był obrażony na prezydium i nie chciał wicemarszałka, ale jak zobaczył, że wicemarszałkiem może zostać ktoś od nas, to nagle zapragnął tej funkcji najbardziej na świecie i będzie za nią umierał – drwi jeden ze współpracowników byłego premiera.
– My robimy swoje i niech PiS też robi swoje, zwłaszcza, że ma chyba teraz poważniejsze problemy na głowie niż kłótnie o skład prezydium – dodaje.
Kamila Baranowska