Kilka minut po godz. 17 w poniedziałek na Lubelszczyźnie znów zawyły syreny. Sygnał dźwiękowy poprzedzony był także wysłaniem alertu RCB – wiadomo było, że to nie są ćwiczenia.
Alarm zastał radnych Rady Miejskiej w Zamościu na sali plenarnej, w trakcie obrad. Obecny na sali prezydent Rafał Zwolak oraz dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa otrzymali wiadomość kilka minut przed wszystkimi.
– Natychmiast zarządzono ewakuację. W zasadzie byliśmy w bezpiecznym miejscu na chwilę przed uruchomieniem syreny alarmowej – tłumaczy w rozmowie z Interią Jacek Bełz, rzecznik Urzędu Miasta w Zamościu.
Syreny alarmowe w Zamościu. W sieci zawrzało
Ewakuację przeprowadzono bardzo sprawnie. Kilkadziesiąt osób zgodnie z wytycznymi MSWiA zeszło na niższe piętra zamojskiego ratusza do pomieszczeń bez okien i z grubymi ścianami.
– Część radnych i dyrektorów wydziałów znalazła się na parterze, część na pierwszym piętrze. Wszyscy zostali zabezpieczeni i po około 15-20 minutach, po odwołaniu alarmu, wróciliśmy do obrad – informuje Bełz.
W sieci zawrzało od skrajnych komentarzy. Jedni zarzucają służbom, że niepotrzebnie straszą obywateli. Syreny alarmowe według nich zostały włączone przedwcześnie. Inni z kolei narzekają, że Polska nie radzi sobie z neutralizowaniem dronów. Jeszcze inni uważają, że żadnego zagrożenia nie było i nie ma.
„Co ja mam robić?” Zamościanie pytają o procedury
Przy okazji wizyty w Zamościu postanowiliśmy porozmawiać z mieszkańcami na temat poniedziałkowych alarmów i procedur ewakuacyjnych.
– Jakie procedury? – pyta w rozmowie z Interią pan Jarosław (imię zmienione).
– Proszę pana, jestem kierowcą w miejskiej komunikacji. Jak zawyły syreny, to realizowałem kurs. Proszę mi wyjaśnić, co ja mam robić? – dopytuje.
– Zgodnie z wytycznymi to ja powinienem zatrzymać autobus tak, jak jadę, wyjść, wygonić wszystkich pasażerów i udać się do najbliższego budynku, pytać, czy mają miejsce schronienia. To się nie trzyma kupy. A co z pasażerami? – mówi nam.
Zgodnie z udostępnioną przez MSWiA instrukcją reagowania w razie zagrożeń atakiem z powietrza, sytuacja ta opisana jest jako rzeczywiście konieczność zostawienia pojazdu w miejscu bezpiecznym, pozwalającym na przejazd służb ratunkowych i opuszczenie go.
– Nie wyobrażam sobie tego – mówi krótko pan Jarosław, dopytany o ten zapis.
Odpowiedź leży w wewnętrznych procedurach. Miejski Zakład Komunikacji w Zamościu ma oczywiście procedurę ewakuacyjną, ale dotyczy ona pracowników znajdujących się na terenie zakładu.
Instrukcje MSWiA to za mało
Panu Jarosławowi wtóruje większość zapytanych przez nas osób.
– Jestem kosmetyczką, mam swój zakład. Mam gabinet i niewielkie pomieszczenie gospodarcze. Wszystko z oknami. Nie spełniam żadnych norm bezpieczeństwa? – dopytuje pani Izabela.
Kobieta prowadzi działalność w wynajętym lokalu o powierzchni około 40 metrów kwadratowych. Jest duża witryna i niewielkie pomieszczenia gospodarcze z toaletami.
– Jeśli jest u mnie na przykład jednocześnie trzy-cztery klientki, do tego trzy pracownice i ja, to gdzie my niby się mamy podziać? Mam pytać sąsiadów? – dodaje.
Wszystkie te rozmowy prowadzą do jednego smutnego wniosku. Ludzie nie wiedzą, co mają robić.
Można wydawać kolejne instrukcje, publikować broszury i informacje. Nic jednak nie zastąpi szkoleń i przeprowadzania testowych ewakuacji. I dotyczy to absolutnie wszystkich, niezależnie od tego, czym się zajmują.
Z Zamościa dla Interii Łukasz Dubaniewicz