Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Polityka migracyjna UE. Powraca pomysł ośrodków deportacyjnych

Przez Pokój Prasowy7 października, 20266 min odczytu

Mało kto wie, że Unia Europejska nieprzerwanie zaostrza politykę migracyjną. Najpierw w czerwcu 2026 roku wszedł w życie unijny „Pakt o migracji i azylu”. Pierwszego października, uzgodniono ułatwienie deportacji osób, które nie wiadomo, jak i dlaczego znalazły się w UE. Frontex ma się zająć organizowaniem wypraszania poza granice UE.

Wreszcie, gdyby się zdarzyło, że dojdzie do wydarzeń takich jak w Ceucie, mamy na stole projekt Komisji Europejskiej „European Emergency Response Framework”. Unia chce mieć narzędzia na wypadek masowego napływu imigrantów.

Wczoraj Rwanda, dziś Uganda


Dziś wiadomo, że za jego instrumentalizacją stoją państwa dosłownie na każdym krańcu Unii Europejskiej. Kiedyś zmartwienia Finów mało zaprzątały głowy zwykłych Hiszpanów. I odwrotnie. Obecnie wszyscy mają świadomość – od jednego krańca UE do drugiego – że ludzkim nieszczęściem potrafią się „żywić” państwa od Rosji i Białorusi aż do Maroka czy grup przestępczych z Afryki Północnej. Pewien rodzaj naiwności zdaje się przeminął bezpowrotnie.

Wśród nowych rozwiązań i planów szczególną uwagę zwracają tzw. return hubs. Oto do miejsc poza terytorium Unii można będzie ekspresowo wysyłać osoby, które zobowiązano do opuszczenia Starego Kontynentu. Z tym pomysłem flirtowała już Wielka Brytania.

W konserwatywnych czasach Borisa Johnsona oraz Rishiego Sunaka wymyślono, że niechcianych przybyszów będzie się wysyłać, hen, do Rwandy. W Kigali zacierano ręce. Na horyzoncie majaczyły miliony funtów. Wiadomo było, że nikt tam na serio nie będzie zajmować się dobrostanem odsyłanych przez Londyn osób.

Owszem, Rwanda zaprezentowała jakiś hotel. Był on jednak godny imienia ulubieńca carycy Potiomkina. Brytyjski wymiar sprawiedliwości utrącił ten pomysł, który od początku wydawał się cokolwiek poroniony. Idea padła, słony rachunek pozostał. Podobno całe przedsięwzięcie, w ramach którego zdążono odesłać cztery osoby, kosztowało Londyn 715 mln funtów. Ma się ten gest.

Byle dalej, byle szybciej!


Tym bardziej zadziwia powrót idei. I entuzjazm, z jakim pierwsze kraje unijne chcą z niej skorzystać w 2027 roku. Na listę obecności już zapisały się Austria, Dania, Grecja, Holandia i Niemcy. Ośrodki podobno mają powstać w Ugandzie i Uzbekistanie. Odległe od siebie o ponad 5000 km lokalizacje póki co głównie łączy pierwsza samogłoska „U” oraz ustrój autorytarny.

Chęć pozbycia się nielegalnych imigrantów z Europy jest oczywista. Podobnie jak potrzeba upudrowania pomysłu. Wątpliwe jednak, czy sprawy potoczą się inaczej niż z Rwandą. Czy naprawdę ktoś na serio wierzy w to, że na miejscu prawa człowieka będą respektowane wobec osób odsyłanych z Europy, skoro nie są respektowane wobec własnych obywateli rzeczonych państw? Pewnie nie. Zatem hipokryzja, jak w słynnym aforyzmie arystokraty La Rochefoucauld, to znów hołd, który występek składa cnocie.

I być może zresztą właśnie dlatego wybiera się kraje autorytarne. Lokalne władze niedemokratyczne łatwiej spacyfikują opór miejscowych wobec napływu gości. Nie będzie takich protestów jak w Wielkiej Brytanii, gdzie małe miejscowości – w proteście wobec otwierania ośrodków na ich terenie – urządzają nieformalne referenda o opuszczaniu Zjednoczonego Królestwa.

Druga beczka prochu


Zobaczymy, jak na nowy pomysł wyrzucania niepożądanych osób zareagują sądy od Austrii do Niemiec. Póki co europejski wymiar sprawiedliwości ma się ukontentować założeniem, że za odesłanych ludzi odpowiedzialność prawną na terytorium Ugandy czy Uzbekistanu nadal ma ponosić… kraj odsyłający, czyli na przykład właśnie Austria czy Niemcy.

Organizacje międzynarodowe mają zaś z wysoka czuwać nad tymi miejscami, które – nawet w teorii – jawią się niczym eksterytorialne enklawy. Ja tu widzę materiał do następnej wielkiej awantury o neokolonializm, neoimperializm i inne „neo-izmy”. Wcale niebezzasadnie.

Odnotujmy przy tym, że – surprise, surprise! – wśród „return hubs” znalazła się ponownie licząca na zarobek Rwanda. Brytyjskie niepowodzenia, jak widać, nie zniechęciły nikogo. Wiadomo, że ludzie nie uczą się na błędach innych ludzi.

Zresztą zwolennicy deportacji z UE pewnie wzruszą ramionami na te zastrzeżenia. Tyle że poza aspektem prawnym i finansowym od czasów eksperymentów premierów Johnsona i Sunaka pojawiają się także inne wątpliwości. No, bo jak to wszystko ma wyglądać w praktyce? Jak bezpiecznie przewieźć samolotami masowo ludzi, którzy tego nie chcą? Którzy mogą stawiać opór? Na ile przymusu bezpośredniego można sobie pozwolić? Co, gdy w owych odległych „return hubs” dojdzie do przestępstw na odesłanych ludziach?

Wyobraźnia podpowiada, że cały ten pomysł – w praktyce – to druga beczka prochu. Ustawiono ją tuż obok pierwszej, która zawiera dotychczasową politykę migracyjną w Europie.

Czy prawica potrafi inaczej?


Czasem przypomina się „deal” Włoch Georgii Meloni z Albanią. To istotnie ciekawe, bo pani premier dokładnie na obietnicach ostrej polityki wobec nielegalnej emigracji odniosła triumf przy urnach. Efekt? Ledwo otwarto ośrodki, włoskie sądy wstrzymały relokację.

Ostatecznie, jak czytamy w raportach, dziś w Albanii funkcjonuje tylko ośrodek deportacyjny, w którym przebywają tylko ci, których wnioski o azyl prawomocnie odrzucono. Przebywa tam zaledwie 500 osób. Koszt? Do 2028 r. całkowity koszt przedsięwzięcia przekroczy 670 mln euro. Nie lepiej wydać te bajońskie sumy na szpitale i edukację, zamiast wydawać na puste obietnice?

Do władzy w Europie pchają się oczywiście kolejni politycy, którzy twierdzą, że ONI WIEDZĄ, jak rozwiązać realny problem. „Precz z sądami, precz z prawami człowieka!” – mówią odważnie, jak Nigel Farage – „my to rozwiążemy!”. Przykład Wielkiej Brytanii świadczy, że można nawet uwierzyć w kłamstwa i wyjść z Unii Europejskiej, a problem nie zniknie. I dalej brnąć w to samo.

Z kolei przykład premier Meloni intryguje. Jak gdyby świadczy o tym, że może wielu wyborcom chodzi o pustosłowie. Byle ostro zapewniać, że się coś robi. Przez jakiś czas to działa, bo dopiero teraz na prawo od Meloni pojawiła się mocniejsza oferta polityczna.

Nowa Żelazna Kurtyna


Rozmawiam tu i tam. W głowach wielu Europejczyków – szczególnie z Zachodu – jako ideał na przyszłość pojawia się coś w rodzaju nowej Żelaznej Kurtyny. Otoczyć granice, jeśli nie dokoła Europy, to chociaż dokoła ich kraju. Zrobić zasieki, do prądu podłączyć „pastuchy elektryczne”, ustawić strażników z bronią palną i armatami.

Być może zwolennicy wysokich granic pomiędzy państwami UE nawet byliby gotowi dla tego celu poświęcić wolny przepływ osób i ostatecznie zbiednieć. To wizja, która docelowo majaczy na horyzoncie programów takich partii jak niemiecka AfD, więc nie powinno się jej lekceważyć.

Ciekawe jednak, że ludzie zapominają o jednym. Żelazną Kurtynę postawili nie demokraci z Zachodu, ale ci, którzy nie chcieli wypuszczać ludzi ze Wschodu. To oni ponosili wysokie koszty izolacji i byli gotowi nawet strzelać do uciekinierów. Przy próbie przekroczenia Muru Berlińskiego wschodnioniemieckie siły bezpieczeństwa nie patyczkowały się.

Dziś kraje takie jak Rosja Putina zrozumiały, że tępe zamykanie granic przez Stalina i Chruszczowa to był strategiczny błąd. Teraz trzeba ludzi wypuszczać przeciwko demokracjom. I czekać, aż być może kraje pod migracyjnym naporem wezmą na siebie odpowiedzialność za utrudnianie przekraczania granic aż do poziomu decydowania o życiu i śmierci.

I – kto wie – może wtedy spełni się ich niedemokratyczne marzenie, że Unia padnie. A kraje europejskie, przynajmniej niektóre, wreszcie przestaną być demokracjami. I wreszcie staną się takie jak one.
Jarosław Kuisz

Czytaj Dalej

Watykan. Leon XIV zwołał biskupów. Na agendzie kontrowersyjne tematy

Francja przeprowadziła test rakiety M51. Wymowna reakcja Rosji

Rocznica ataku Hamasu na Izrael. Głos zabrała Ursula von der Leyen

Podejrzenie dżumy w Rosji. WHO żąda wyjaśnień, Kreml obstaje przy swoim

Wojna na Ukrainie. Zełensk o atakach, wspomniał o „prezencie” dla Putina

Nagroda Nobla z chemii 2026. Zwycięzcami są Henri Kagan i Kenso Soai

Słowacja. Pomnik Iwana Koniewa. Rosja chwali, dostało się Czechom

Białoruś. Uzbrojeni ludzie przy granicy z Łotwą. „Grozili żołnierzom”

Podejrzenie dżumy w Rosji. Donald Trump reaguje. „Duży problem” dla Kremla

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.