-
Matka Darii Szipiłowej uważa, że personel medyczny nie udzielił jej córce właściwej pomocy przed śmiercią.
-
Rodzina i osoby mające kontakt z Darią Szipiłową zostały poddane kwarantannie po jej śmierci.
-
Matka zmarłej podważa wersję o rozbiciu probówki z patogenem dżumy, twierdząc, że jest to niemożliwe technicznie.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Matka zmarłej Darii Szipiłowej, 64-letnia Swietlana Szipiłowa, odniosła się do śmierci córki w rozmowie z niezależnym rosyjskim dziennikiem „Glubina”. Rozmowę przytoczył brytyjski „The Independent”. Oburzenie kobiety wzbudziła opieka medyczna, którą w ostatnich dniach życia otrzymała 28-latka.
– Uratowałam już niejednego pacjenta takiego jak Daria, ale oni nie uratowali mojej córki. Po prostu pozwolili jej umrzeć – stwierdziła 64-latka, która sama pracuje w systemie opieki zdrowotnej.
Rosja. Podejrzenie dżumy w Irkucku. Matka zmarłej zabrała głos
Szipiłowa wraz z całą rodziną przebywa obecnie na kwarantannie, podobnie jak dziesiątki innych osób, które miały kontakt z potencjalnie zakażoną. – Daria jeszcze nie została pochowana. Kto ją pochowa, jeśli będziemy tu siedzieć jak w więzieniu? – pytała kobieta.
64-latka zauważyła, że do tej pory władze nie podały przyczyny śmierci jej córki. – Czekam, aż to stanie się oficjalne. Nie jako informacja w mediach, to musi być oficjalny dokument. Jest mi teraz bardzo ciężko, cały ten spektakl się ciągnie – tłumaczyła.
Matka Darii Szipiłowej nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. – Znam prawdę (…). Nie da się rozbić tej probówki. Nawet rzucając nią o ścianę. Tylko ktoś, kto nie wie, o czym mówi, mógłby tak stwierdzić (…). Nie da się po prostu wylać zawartości ani jej rozbić. Są tak dobrze zabezpieczone – przekonywała.
Dżuma w Rosji. Daria Szipiłowa miała rozbić probówkę z patogenem
Daria Szipiłowa pracowała w instytucie badawczym w obwodzie irkuckim, który zajmuje się leczeniem dżumy. 28-latka miała rozbić probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej. Z relacji rosyjskich mediów wynika, że cztery dni po incydencie kobieta trafiła do szpitala z objawami ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października.
Rosyjska agencja ds. zdrowia publicznego informowała, że u 28-latki stwierdzono „zapalenie płuc o nieznanej przyczynie„. Dalsze badania miały nie wykazać obecności mikroorganizmów związanych z jej pracą.
W kilku placówkach medycznych w regionie władze wprowadziły kwarantannę, natomiast obserwacją medyczną objęto około 200 osób, które miały kontakt z kobietą. Gubernator obwodu irkuckiego Igor Kobziew powiedział, że objęci obserwacją nie wykazują żadnych objawów choroby.
W związku z doniesieniami Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła się do rosyjskich władz z prośbą o przedstawienie informacji. Rosja odpowiedziała na wniosek trzy dni po jego wysłaniu, podczas gdy w przepisach mowa jest o dobie. Przekonywano, że nie odnotowano żadnego przypadku dżumy.
Rosyjskie władze powiadomiły WHO, że przeprowadzono dochodzenie epidemiologiczne, wdrożono środki zapobiegawcze i kontrolne, a „zidentyfikowane osoby mające kontakt z chorym zostały objęte obserwacją medyczną i poddane badaniom”.
Źródło: „Glubina”, „The Independent”
-
Podejrzenie ogniska dżumy w Rosji. Trump reaguje
-
W Rosji pojawiła się zapomniana choroba. Winna rozbita probówka? „Musimy monitorować”