Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Trybunał Konstytucyjny. Antoni Dudek zabrał głos. Ma propozycję

Przez Pokój Prasowy1 listopada, 20267 min odczytu

Kolejny już kryzys związany ze zmianą gospodarza pięknego pałacyku przy alei Szucha w Warszawie, gdzie niegdyś mieściła się siedziba Trybunału Konstytucyjnego, był łatwy do przewidzenia. Napisałem o TK w czasie przeszłym, gdyż realnie sąd konstytucyjny przestał odgrywać rolę newralgicznego organu władzy sądowniczej już ponad dekadę temu, na przełomie 2015 i 2016 roku.

Stało się tak, gdy przez drzwi uchylone szkodliwą decyzją koalicji PO-PSL o wyborze kolejnych sędziów TK „na zapas” na Szucha wkroczyła ekipa Jarosława Kaczyńskiego, traktującego tę instytucję – jak sam się niegdyś wyraził – jako „trzecią izbę parlamentu”.

W ten sposób trybunał stał się jednym z najważniejszych obszarów wojny politycznej. Przestał natomiast odgrywać przewidzianą w konstytucji rolę skutecznego arbitra, mającego oceniać nie tylko zgodność ustaw z konstytucją, ale i organu rozstrzygającego spory kompetencyjne między innymi organami władzy.

Gdyby w Polsce istniał niezależny i otoczony szacunkiem sąd konstytucyjny, to uniknęlibyśmy m.in. większości obecnych konfliktów między prezydentem a rządem. Weźmy dla przykładu trwający już od niemal trzech lat i kompromitujący Polskę na arenie międzynarodowej spór o nominacje ambasadorskie. Sąd konstytucyjny, którego wyroki byłyby uznawane przez wszystkich najważniejszych graczy na scenie politycznej, przesądziłby, czy prezydent może odmówić podpisania nominacji ambasadora, o którego powołanie wnioskuje rząd. Ktoś wygrałby ten spór, a ktoś go przegrał.

Ponieważ jednak to ograniczałoby pole manewru raz jednej, raz zaś drugiej strony, główne siły polityczne (czyli PiS i PO) zawarły rodzaj nieformalnego porozumienia o faktycznej likwidacji sądu konstytucyjnego w Polsce. Tak jest z ich punktu widzenia wygodniej. Oczywiście żadna ze stron nigdy się do tego nie przyzna, ale tak właśnie jest. Im bardziej panowie Kaczyński i Tusk przekonują nas, że ich najszczerszą wolą jest przywrócenie w Polsce realnie działającego – czyli uznawanego przez wszystkich – Trybunału Konstytucyjnego, tym trudniej im uwierzyć.

Przez minionych 11 lat ich partie nie zrobiły bowiem tak naprawdę niczego, co choćby o krok przybliżyło nas do konstytucyjnego kompromisu umożliwiającego restart trybunału. Wolą natomiast urządzać sobie destabilizujące państwo igrzyska, przekonując swoich zwolenników, że tylko oni i ich niedawni podwładni (w rodzaju Bogdana Święczkowskiego czy Macieja Berka) przywrócą w Polsce „praworządność”.

Prawdopodobnie największym beneficjentem piątkowych wydarzeń okaże się prezydent Karol Nawrocki. Prawicowy elektorat już teraz zachwyca się impetem, z jakim wkroczył do pałacyku na Szucha, wcześniej zawracając w połowie drogi samolot


Trybunał Konstytucyjny. Źródła destrukcji


Obecnie górą jest premier Donald Tusk, bo jego koalicja wybrała już w tej kadencji ośmiu z ogólnej liczby 15 sędziów TK. Tymczasem sam fakt, że podczas jednej, czteroletniej kadencji Sejmu można zmienić ponad połowę jego składu, doskonale pokazuje, na jak kruchych podstawach wzniesiono w latach 90. instytucję sądu konstytucyjnego.

Co gorsza od samego początku nie zadbano o to, aby w jego skład nie można było wybierać byłych polityków, czyli m.in. parlamentarzystów, członków rządu, czy też byłych szefów urzędów państwowych. Gdyby o to zadbali twórcy konstytucji z 1997 r., to do trybunału nie trafiłaby cała galeria kompromitujących go postaci, których powszechnie znanych nazwisk nie wymienię tutaj przez grzeczność.

Moja propozycja naprawy sądu konstytucyjnego w Polsce


To, co napisałem powyżej, jasno pokazuje kierunek, w jakim powinna pójść naprawa trybunału. Jego nowy skład należałoby powołać na dłuższą niż dziewięcioletnia kadencję, z tym że mandaty poszczególnych sędziów powinny zostać zróżnicowane i rozciągać się od czterech do co najmniej 12 lat, tak aby utrudnić zdominowanie trybunału przez jedną opcję. Zwłaszcza podczas jednej, czy nawet dwóch kadencji.

Sędziów należałoby też wybierać kwalifikowaną większością (np. 3/5), tak aby nakłonić posłów do poszukiwania prawników spoza świata polityki, co dawałoby szansę ich niezależności. Oczywiście tylko szansę, a nie gwarancję. Sędziowie zawsze bowiem będą mieli jakieś poglądy polityczne, ważne jednak, aby już na starcie nie mieli politycznej przeszłości.

Opartego na takich zasadach restartu sądu konstytucyjnego w dającej się przewidzieć przyszłości oczywiście nie będzie, bo nie chce go żadna ze stron. Nie chce nie tylko z powodu wspomnianego ograniczenia pola manewru politycznego, ale i z uwagi na to, że wojna o trybunał okazała się optymalnym paliwem dla procesu polaryzacji politycznej. Optymalnym, bo niezagrażającym – przynajmniej na razie – ani koniunkturze gospodarczej, ani też bezpieczeństwu geopolitycznemu.

Teraz NBP?


Pozostaje pytanie, czy premier Tusk, który już w sierpniu zapowiedział, że nie będzie więcej dobrotliwą ciotuleńką, zdecyduje się teraz na dalszą eskalację politycznej wojny, czyli rozszerzanie pola otwartego konfliktu o kolejne instytucje. Byłaby nią, wzorowana na operacji z al. Szucha, realizacja przedwyborczej zapowiedzi premiera o „wyprowadzeniu gościa” z banku centralnego.

Chodzi oczywiście o prezesa NBP Adama Glapińskiego. Taka akcja mogłaby jednak zachwiać kursem złotówki, co przypuszczalnie pogrzebałoby szanse Tuska na utrzymanie się przy władzy. A nas wszystkich pozbawiłoby części siły nabywczej naszych pieniędzy.

Dlatego raczej nie należy się spodziewać namiotowego miasteczka na ul. Świętokrzyskiej na wzór tego z al. Szucha. Z naciskiem na „raczej”, bo politycy – w tym premier – będą się teraz uważnie przyglądać sondażom i temu, jak Polacy ocenią to co, wydarzyło się w piątek przed siedzibą TK.

Pakt z Szucha


Niezależnie od tego, ilu sędziów TK pojawi się ostatecznie na zwołanym przez sędzię Annę Korwin-Piotrowską na 3 listopada zgromadzeniu ogólnym i jakie tam zapadną decyzje, jedno jest już przesądzone: 30 października zmienił się administrator pałacyku na ul. Szucha. O tym, jak długo się tam utrzyma, przesądzą Polacy w przyszłym roku, wybierając nowy Sejm.

Jeśli jednak nawet koalicja Tuska utrzyma się wówczas przy władzy, to jej kandydat musiałby wygrać też wybory prezydenckie w 2030 r., aby serio zacząć myśleć o przeforsowaniu na dłużej swojej wizji „naprawy” sądu konstytucyjnego. I to pod warunkiem, że wśród zwycięzców wyborów parlamentarnych w 2031 r. nie będzie już Jarosława Kaczyńskiego, który zrobi wszystko, co w jego mocy, aby na nowo obsadzić sąd konstytucyjny swoimi ludźmi. Inaczej on i jemu podobni, dysponując rządową machiną, znajdą kolejny sposób na sparaliżowanie „tuskowego” TK, w który zasiadał wciąż będzie – z mandatem do roku 2035 – sędzia Maciej Berek.

Z tak odległej perspektywy piątkowe wydarzenia rysują się już tylko jako kolejna bitwa w – co najmniej 20-letniej – politycznej wojnie o sąd konstytucyjny. Napisałem o wojnie 20-letniej, optymistycznie zakładając, że w okolicach 2035 r. w polskiej polityce nie będzie już ani Jarosława Kaczyńskiego, ani Donalda Tuska. Nie można jednak wykluczyć, że wojnę tę zdecydują się kontynuować także ich polityczni następcy. Z tego punktu widzenia niepokojący był udział w piątkowych wydarzeniach na Szucha wielu znacznie młodszych wiekiem polityków prawicy.

Do 30 października wojna o trybunał była przede wszystkim konfliktem zwolenników Kaczyńskiego i Tuska, a miasteczko namiotowe na Szucha dziełem wyłącznie zwolenników PiS. Jednak, udzielając jednoznacznego poparcia Bogdanowi Święczkowskiemu, politycy Konfederacji, Korony i Rozwoju Plus w praktyce poparli pisowską narrację o „zamachu stanu”, który zresztą trwa rzekomo nieprzerwanie od chwili, gdy Kaczyński i jego ludzie stracili kontrolę nad TVP i prokuraturą.

Co na tym Bosak, Mentzen, Braun, a zwłaszcza Morawiecki zyskali, pozostaje ich tajemnicą, którą będą teraz wyjaśniać swoim zwolennikom. Jednak szybkość, z jaką się pojawili w piątkowy wieczór, i gwałtowność, z jaką atakowali rząd Tuska, wzywając otwarcie do jego obalenia, pokazały, z kim chcą w przyszłości rządzić Polską. Powinno to otrzeźwić zwłaszcza tych polityków i zwolenników KO, którzy wierzą w możliwość przeciągnięcia mentzenowskiej Nowej Nadziei po wyborach na swoją stronę.

Prawdopodobnie największym beneficjentem piątkowych wydarzeń okaże się prezydent Karol Nawrocki. Prawicowy elektorat już teraz zachwyca się impetem, z jakim wkroczył do pałacyku na Szucha, wcześniej zawracając w połowie drogi samolot, jakim miał odwiedzić Senegal. Wprawdzie z tej nocnej wizyty nic konkretnego dla rozwiązania kryzysu wokół TK nie wynikło, ale w polskiej polityce od niepamiętnych czasów wyżej ceni się działania symboliczne i rozmaite akty strzeliste, a nie konkretne dokonania. A w wymiarze czysto symbolicznym Nawrocki odegrał swoją rolę dość dobrze – zabrakło może tylko jakiejś dramatycznej mowy, wygłoszonej nad ranem do zgromadzonych na Szucha najwierniejszych z wiernych. Jednak i bez niej droga do zawarcia pod patronatem prezydenta paktu senackiego prawicy, rozciągającego się od Brauna po Morawieckiego, wydaje się po 30 października prostsza niż wcześniej.

Sojusz wyborczy do Sejmu w postaci jednej, prawicowej listy wciąż jednak wydaje się fantazją. W przeciwieństwie do premiera Tuska, który dzięki turbopolaryzacji może teraz liczyć na to, że pod jego skrzydła schroni się zarówno Lewica, jak i PSL.

Antoni Dudek

  • Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jest ruch prezesa Sądu Najwyższego
  • „W pewnych sprawach nie może być kompromisu”. Orędzie Tuska ws. TK

Czytaj Dalej

Warszawa. Policja wyjaśnia interwencję wobec męża Danuty Holeckiej

Trybunał Konstytucyjny. Anna Korwin-Piotrowska zapowiada

Zajście w TK. Kancelaria Prezydenta zapowiada zawiadomienia do prokuratury

Chaos wokół TK. Waldemar Żurek zapowiada pierwsze rozprawy

Trybunał Konstytucyjny. Kulisy akcji policji. Media: Wiedziała garstka osób

Policja przed TK. Marek Boroń zwrócił się do funkcjonariuszy. Jest list

Trybunał Konstytucyjny. Nawrocki pominął KO? Przydacza reaguje

Policyjna Solidarność zwróciła się do Marka Boronia. Chodzi o TK

Spór o TK. Bogdan Święczkowski do policjantów: Wydaję wam polecenie

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.