„Der Spiegel” zauważył, że Ukraina w ostatnim czasie trafiła cztery fabryki broni na terytorium Rosji. Wszystko po to, żeby odciąć wroga od dostaw broni.
– Rosyjskie systemy obrony powietrznej działają obecnie na granicy swoich możliwości – ocenił w rozmowie z „Der Spiegel” ekspert wojskowy Douglas Barrie z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS).
Tłumaczył, że Rosjanie mają duży arsenał, ale nie jest on nieograniczony, a do tego muszą bronić rozległego terytorium.
Ukraina. Skuteczne ataki dzięki dostawom z Wielkiej Brytanii i Francji
Według niemieckiego dziennika skuteczne uderzenia są możliwe dzięki dostawom brytyjsko-francuskich pocisków manewrujących Storm Shadow/SCALP.
Według autora publikacji pociski sprawiają duży kłopot rosyjskiej obronie powietrznej, ponieważ ciężko je wykryć. Co za tym idzie jest to broń dużo skuteczniejsza niż ukraińskie pociski manewrujące FP-5 Flamingo. Te są łatwo wykrywalne.
Co prawda Ukraińcom latem udały się ataki na fabryki w głąb Rosji, ale przeciwnik zestrzelił tak wiele rakiet Flamingo, że ich producent Firepoint jest zmuszony do wprowadzenia zmian w konstrukcji broni.
Wojna w Ukrainie. Niemcy nie chcą dostarczyć swoich pocisków
„Der Spiegel” podaje, że dostawy Storm Shadow/SCALP do Ukrainy stają się coraz trudniejsze, bo ich produkcja została wstrzymana. Co prawda Paryż i Londyn rozpatrywały jej wznowienie, ale prawdopodobnie plany pozostają w zawieszeniu.
Autor artykułu zaznaczył, że alternatywą mogłyby być niemieckie pociski manewrujące Taurus, ale Berlin nie zgadza się na ich dostawę.
W związku z ograniczeniami Ukraińcy pracują nad udoskonaleniem swojego potencjału, poza Flamingo i Neptun pracują też nad pociskami balistycznymi.