-
Na południowo-zachodnim wybrzeżu Albanii, w delcie rzeki Wjosa, rozpoczęto prace związane z budową luksusowego kurortu, powodując zniszczenia cennego terenu przyrodniczego.
-
Obszar rezerwatu Vjosa-Narte jest kluczowy dla migracji i rozrodu wielu gatunków ptaków oraz innych zagrożonych zwierząt, a także objętymi programem Natura 2000 siedliskami.
-
Prace prowadzone bez oceny oddziaływania na środowisko i konsultacji społecznych wywołały protesty Albańczyków, a projekt jest obecnie wstrzymany, choć rząd planuje jego kontynuację.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
To jeden z najcenniejszych i zarazem najbardziej zagrożonych obszarów przyrodniczych w Albanii, położony tuż obok miasta Wlora (Vlorë). Ten wyjątkowy region łączy ujście dzikiej rzeki Wjosa z malowniczą laguną Narta, tworząc kluczowy przystanek dla ptaków wędrownych i siedlisko dla rzadkich gatunków.
Ostatnia duża dzika rzeka Europy zagrożona budową kurortu
Rezerwat Vjosa-Narte (Vjosë-Nartë Delta Protected Area) leży nad rzeką Vjosa (Vjosë) niedaleko wybrzeża Adriatyku. Miejsce to jest cyklicznie odwiedzane i zamieszkiwane przez ponad 200 gatunków ptaków, które tędy migrują. Laguna Narta stanowi jedną z największych i najważniejszych lagun w Albanii.
Dla milionów ptaków wędrownych to jeden z najważniejszych korytarzy Europy leżący między lęgowiskami na północy a zimowiskami w Afryce. Każdy ptak zatrzymuje się tutaj i ukrywa w drzewach sosnowych, zanim wyruszy w dalszą podróż. „Nic nie zastąpi tych starych lasów” – mówią ornitolodzy z BirdLife. Poza różnorodną awifauną, mieszkają tu i inne zwierzęta, m.in. żółwie morskie karetta, zawsze powracający na plażę, na której się urodziły. Cyklicznie przybywają tu, by złożyć jaja.
Pishë Poro-Nartë to serce rezerwatu Vjosa-Narte.To leśny obszar chroniony położony między laguną Narta a rzeką Wjosą. W 2022 r., decyzją rządu Albanii, jego status został obniżony z zarządzanego rezerwatu przyrody do krajobrazu chronionego. W delcie znajduje się 18 typów siedlisk objętych programem Natura 2000. Sześć z nich to siedliska priorytetowe – ekosystemy o najwyższym znaczeniu ekologicznym. Ponad 2300 gatunków jest od niej zależnych.
Wśród nich mniszka śródziemnomorska, jeden z najbardziej zagrożonych ssaków morskich na świecie, bo pozostało ich zaledwie kilkaset. Jest tu też pelikan kędzierzawy, który powrócił znad krawędzi lokalnego wyginięcia w Europie. Ponad 70 gatunków, które występują w rejonie delty sklasyfikowano jako zagrożone. To tutaj znajduje się jedna z najpiękniejszych zachowanych dzikich linii brzegowych na Morzu Śródziemnym.
Od początku maja 2026 r. przemierzają ją buldożery. Albańczycy protestują niemal codziennie. Zniszczenia są już dotkliwe.
Dzikie wybrzeże Albanii zniszczone
Ornitolodzy z BirdLife alarmują, że ciężki sprzęt dotarł już do Pishë Poro-Nartë bez opublikowanej oceny oddziaływania na środowisko i bez konsultacji społecznych. Starożytny las sosnowy został przecięty drogami.
Historyczne wydmy uformowane przez wiatr i uznane za pomniki przyrody na mocy prawa albańskiego zostały zasypane żwirem. Zniszczono dotychczas nietknięte siedliska, powodując zakłócenia w cyklach rozrodu i migracji, od których zależy cały ekosystem.
Przyrodnicy twierdzą, że bez aktywnych działań renowacyjnych naprawa samych szkód w systemie wydm zajmie wieki. Zniszczenia prowadzą do degradacji całego ekosystemu.
Rozległe zniszczenia, jak podają ornitolodzy, mają związek z budową luksusowego kurortu, projektu wspieranego przez Jareda Kushnera i Ivankę Trump. Władze Albanii twierdzą, że prace mają na celu „przeprowadzenie badań technicznych i pomiarów środowiskowych”, a nie budowę obiektu. Od czasu ujawnienia planów, setki tysięcy Albańczyków codziennie wychodzą na ulice Tirany, przynoszą symboliczne różowe flamingi, które w tym rezerwacie występują.
Prace zostały na razie wstrzymane. Rząd twierdzi, że projekt będzie kontynuowany. „Jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest całkowite zaniechanie inwestycji, aktywna rekultywacja tego, co jeszcze można przywrócić, oraz rzeczywista ochrona prawna” – podaje organizacja BirdLife. „Flamingi jeszcze nie odleciały. To, czy zostaną, zależy wyłącznie od tego, co wydarzy się dalej” – dodają przyrodnicy.