-
El Niño powstaje, gdy słabnące pasaty pozwalają ciepłej wodzie z zachodniego Pacyfiku przemieścić się w stronę wybrzeży Ameryki Południowej.
-
Proponowane metody inżynierii klimatycznej obejmują rozjaśnianie chmur nad oceanem oraz pompowanie chłodnej wody głębinowej na powierzchnię w celu obniżenia temperatury Pacyfiku.
-
Naukowcy ostrzegają, że manipulacja temperaturą Pacyfiku niesie nieprzewidywalne ryzyko zmiany wzorców opadów i pogody w skali globalnej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
El Niño jest jednym z najsilniejszych naturalnych zjawisk wpływających na pogodę na Ziemi. Pojawia się co kilka lat, gdy zmienia się układ wiatrów i prądów oceanicznych nad równikowym Pacyfikiem. W efekcie wschodnia i środkowa część oceanu stają się cieplejsze niż zwykle.
W normalnych warunkach wiejące ze wschodu pasaty przesuwają ciepłą wodę w stronę Azji i Australii. U wybrzeży Ameryki Południowej jej miejsce zajmuje chłodniejsza woda wypływająca z głębin. Podczas El Niño pasaty słabną, a ciepła woda rozprzestrzenia się na wschód.
Ta zmiana potrafi zaburzyć pogodę tysiące kilometrów od Pacyfiku. W jednych regionach zwiększa prawdopodobieństwo suszy, w innych przynosi gwałtowne deszcze i powodzie. Zmienia także temperatury powietrza, wpływa na rolnictwo i ekosystemy morskie.
Meteorolodzy potrafią prognozować rozwój El Niño z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nie potrafią jednak go zatrzymać. Dlatego pojawiają się pomysły, by zamiast ograniczać się do przewidywania skutków, spróbować wpłynąć na temperaturę samego oceanu.
Rozjaśnianie chmur może ochłodzić powierzchnię oceanu
Jedna z rozważanych metod polega na zwiększeniu ilości promieniowania słonecznego odbijanego przez chmury. Pomysł nazywany rozjaśnianiem chmur morskich zakłada rozpylanie nad oceanem bardzo drobnych cząstek soli.
Cząstki te mogłyby działać jak jądra kondensacji, wokół których powstają kropelki wody. Większa liczba drobnych kropelek może sprawić, że chmura będzie jaśniejsza i odbije więcej światła słonecznego. Mniej energii docierałoby wtedy do powierzchni oceanu, ograniczając jego nagrzewanie.
Takie rozwiązanie jest badane między innymi w kontekście ochrony raf koralowych przed falami morskich upałów. W przypadku El Niño zadanie byłoby jednak znacznie trudniejsze. Trzeba byłoby schłodzić odpowiednio duży obszar Pacyfiku i utrzymać ten efekt wystarczająco długo, by wpłynąć na rozwój zjawiska.
Nie wiadomo, czy byłoby to w ogóle możliwe. El Niño zależy od wzajemnego oddziaływania oceanu i atmosfery, a nie tylko od temperatury wody. Zmiany zachmurzenia mogłyby ponadto wpłynąć na układ opadów, również poza obszarem, na którym prowadzono by eksperyment.
Gigantyczne rury miałyby pompować zimną wodę z głębin
Jeszcze bardziej ambitny pomysł zakłada bezpośrednie chłodzenie oceanu. Zamiast ograniczać ilość docierającego do niego światła, można byłoby sprowadzać ku powierzchni chłodniejszą wodę z głębszych warstw Pacyfiku.
Do tego potrzebne byłyby ogromne instalacje wyposażone w rury i pompy. Woda wydobywana z głębin obniżałaby lokalnie temperaturę powierzchni oceanu. W teorii mogłoby to ograniczyć nagrzewanie obszarów związanych z rozwojem El Niño.

Problemem jest skala. Zjawisko obejmuje miliony kilometrów kwadratowych oceanu, a woda nieustannie przemieszcza się pod wpływem wiatrów i prądów. Miejscowe ochłodzenie mogłoby więc szybko zniknąć. Nie wiadomo również, ile wody należałoby przepompować, aby uzyskać zauważalny wpływ na El Niño.
Budowa takiego systemu wymagałaby ogromnych nakładów finansowych i energii. Pompowanie wody zmieniałoby też warunki środowiskowe. Głębinowa woda zawiera zwykle więcej składników odżywczych, więc jej wydobywanie mogłoby zmienić rozwój planktonu i funkcjonowanie morskich ekosystemów.

Nawet skuteczne ochłodzenie fragmentu Pacyfiku nie gwarantowałoby osłabienia El Niño. Aby to ocenić, naukowcy musieliby sprawdzić, jak zmiana temperatury wpłynie na wiatry, prądy oceaniczne i wymianę ciepła między wodą a atmosferą.
Czy walka z El Niño mogłaby wywołać suszę gdzie indziej?
Największa wątpliwość dotycząca takich eksperymentów wiąże się z ich możliwymi konsekwencjami dla reszty świata. El Niño wpływa na pogodę w wielu krajach, ale skutki te są bardzo nierównomierne.
Osłabienie zjawiska mogłoby ograniczyć zagrożenie suszą w jednym regionie, a jednocześnie zmienić opady w innym. Nie da się więc zakładać, że mniejsze El Niño oznaczałoby automatycznie lepszą pogodę na całej planecie.
Dochodzi problem odpowiedzialności za takie działania. Kto miałby zdecydować o uruchomieniu gigantycznych pomp na Pacyfiku albo rozpylaniu soli nad oceanem? Kto odpowiadałby za ewentualne szkody w krajach oddalonych o tysiące kilometrów? Zjawisko obejmujące znaczną część ziemskiego systemu klimatycznego nie respektuje granic państwowych.
Na razie nie istnieje sprawdzona technologia umożliwiająca kontrolowanie El Niño. Rozjaśnianie chmur i pompowanie wody z głębin pozostają koncepcjami badawczymi, których skuteczności w ograniczaniu tego zjawiska nie wykazano.
Jak ograniczyć szkody powodowane przez El Niño?
Znacznie bliższe praktycznego zastosowania są sposoby przygotowania się na skutki zmian temperatury Pacyfiku. Dzięki prognozom rolnicy mogą dostosowywać terminy siewu i wybierać odmiany bardziej odporne na suszę. Władze mogą wcześniej przygotowywać zbiorniki retencyjne, systemy zaopatrzenia w wodę i plany reagowania na powodzie.
Osobnym problemem są rafy koralowe. Podwyższona temperatura wody podczas El Niño może prowadzić do ich masowego bielenia. Koralowce tracą wtedy żyjące w ich tkankach glony, które dostarczają im większości energii. Jeśli wysokie temperatury utrzymują się zbyt długo, mogą obumierać.

Badacze sprawdzają możliwości hodowli koralowców lepiej tolerujących wysokie temperatury, wspomagania odbudowy uszkodzonych raf i modyfikowania związanych z nimi mikroorganizmów. Ograniczanie zanieczyszczeń oraz innych lokalnych zagrożeń również może zwiększać szanse raf na przetrwanie okresów przegrzania.
Żadna z tych metod nie zatrzyma El Niño, ale może ograniczyć część jego szkód. W przeciwieństwie do pomysłów ingerowania w temperaturę całego oceanu ich działanie można badać na mniejszą skalę, a skutki łatwiej monitorować.
