Jeśli przepis w ustawie o odpadach i odpadach opakowaniowych się utrzyma, od 12 sierpnia 2026 roku polscy restauratorzy będą musieli podawać swoim gościom bezpłatnie do pół litra wody na osobę. Jeszcze rok temu – w poprzedniej wersji projektu – decyzja miała należeć do restauratorów i mieć charakter dobrowolny.
Teraz woda ma być udostępniana na życzenie klienta do stolika, „w naczyniach wielokrotnego użytku lub wielokrotnego napełniania, w ilości pół litra wody na osobę”. Bezpłatnie. To modelowy przykład gold-platingu.
Pół litra darmowej wody to jednak pomysł urzędników
Sprawa będzie obowiązkowo dotyczyć nie tylko restauracji i kawiarni, ale także stołówek, barów i wszystkich miejsc, w których można zjeść i napić się w lokalu z miejscami siedzącymi.
Jak informuje prawo.pl, posłom nie udało się tego zagadnienia umieścić w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, więc sprawy w swoje ręce wzięli aktywiści.
Sejmowa Komisja ds. Petycji podzieliła ich argumenty zawarte w jednej z petycji i wysłała postulaty aktywistów do trzech ministerstw, w tym do Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ). Częściowo darmowa kranówka przekonała urzędników – przy konstruowaniu przepisów poszli dalej niż autorzy petycji.
Ukryta funkcja gold-platingu w Polsce
Aktywiści chcieli obowiązku zapewnienia dostępności wody pitnej z kranu dla klientów po określonej stałej cenie, nawet troszkę wyższej niż wynikająca wprost z taryfy opłaty za wodę. Główny argument autorów petycji to zdrowie – gdyby woda była darmowa albo za symboliczną opłatą, to klienci lokali gastronomicznych rzadziej sięgaliby po napoje zawierające cukier. Tania kranówka w karafkach na stołach oznaczałaby też mniej plastikowych opakowań.
W obecnej wersji projektu ustawy, pół litra kranówki każdy klient ma otrzymywać za darmo.
Eksperci deregulacyjnej inicjatywy „SprawdzaMY” w 2025 roku opisali 100 przypadków szeroko rozumianego „gold-platingu”, czyli nadregulacji w polskim prawie. – Wdrażanie unijnego prawa w formie jeden do jeden – czyli tylko i dokładnie tyle, ile jest w dyrektywach, to nie kaprys, a obowiązek polskiego ustawodawcy. W niektórych krajach unijnych – jak na przykład w Holandii – dyrektywy są po prostu tłumaczone na język narodowy i wdrażane – tłumaczył publicznie Rafał Brzoska – Ta dziwna polska praktyka, aby dodać co się da do polskich aktów wprowadzających prawo unijne jest nieakceptowalna i powinna się raz na zawsze skończyć.
Wniosek z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju „Gold-plating. Jak to się robi w Polsce?”: „Gold-plating pozostaje wygodnym narzędziem politycznym, pozwalającym przenosić odpowiedzialność za niepopularne regulacje na Unię Europejską”.