-
Sąd Najwyższy zdecydował o uchyleniu immunitetu Jakubowi Iwańcowi, jego zawieszeniu i obniżeniu wynagrodzenia w związku z zarzutem spowodowania kolizji pod wpływem alkoholu.
-
Postanowienie nie jest prawomocne i można się na nie odwołać.
-
Obrońcy sędziego twierdzą, że nie kierował on pojazdem podczas kolizji i wskazują na inną osobę jako kierowcę.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Orzeczenie o uchyleniu immunitetu warszawskiemu sędziemu Jakubowi Iwańcowi wydała prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego Maria Szczepaniec. Jednocześnie we wtorkowym postanowieniu SN zdecydowano o zawieszeniu sędziego w obowiązkach oraz obniżeniu mu wynagrodzenia o 50 procent.
– Analiza materiału dowodowego pozwala na stwierdzenie, że fakt zaistnienia dostatecznie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przez sędziego nie budzi wątpliwości – powiedziała sędzia Szczepaniec.
Postanowienie jest nieprawomocne – obronie przysługuje możliwość złożenia na nie zażalenia.
Sędzia Jakub Iwaniec z uchylonym immunitetem. Chodzi o kolizję z Rejowca Fabrycznego
Głośna medialnie sprawa dotyczy zdarzenia z października zeszłego roku. Wówczas warszawski sędzia i ówczesny zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów przy warszawskim sądzie okręgowym Jakub Iwaniec miał spowodować kolizję w miejscowości Rejowiec Fabryczny (woj. lubelskie).
W drugiej połowie października zeszłego do SN trafił wniosek o uchylenie sędziemu immunitetu w tej sprawie. Jak podawała Prokuratura Krajowa, 11 października 2025 roku sędzia Iwaniec uczestniczył w imprezie stowarzyszenia strzeleckiego, w trakcie której spożywał alkohol, a około 21:00 został odwieziony do swojego domu w Rejowcu Fabrycznym.
Kilkanaście minut później sędzia zamówił pizzę z odbiorem osobistym. Iwaniec – jak relacjonowała PK – zjawił się w restauracji, gdzie przebywał przez około 25 minut. Jak ustaliła prokuratura, gdy sędzia wracał do domu, zobaczyli go sąsiedzi.
Samochód, którym – jak zeznała śledczym świadek zdarzenia – kierował Iwaniec, „w pewnym momencie zjechał z jezdni na chodnik, a następnie uderzył w znajdujące się trzy metry od tych sąsiadów drzewo„. Następnie auto „zawróciło, wjechało na jezdnię i kontynuowało jazdę, wjeżdżając na posesję” sędziego.
Sąd Najwyższy zdecydował w sprawie immunitetu Jakuba Iwańca
PK informowała, że w noc zdarzenia Iwaniec został przewieziony do szpitala, gdzie poddano go badaniom toksykologicznym. Wykazały one, że około trzy godziny po zdarzeniu w jego krwi było 1,85 promila alkoholu.
Obrona sędziego konsekwentnie podkreśla, że nie prowadził on samochodu, lecz był jego pasażerem. Podczas wtorkowego posiedzenia SN obrońcy wskazali konkretną osobę, która – według nich – kierowała autem.
– Prokuratura nie udowodniła, że sędzia kierował pojazdem, bo nie przeprowadziła w tym zakresie w ogóle postępowania dowodowego – podkreślał broniący Iwańca mec. Michał Skwarzyński.
Wskazywał też na – w jego ocenie – polityczne tło sprawy. Rok temu, wkrótce po zdarzeniu, sprawę komentował szef MS Waldemar Żurek.
– Mogę tylko wszystkich polskich obywateli przeprosić, że takie sytuacje mają miejsce. Wiemy, że Jakub I. – czy też sędzia Iwaniec, bo jeszcze nie mamy przedstawionych zarzutów – to osoba, która bardzo ściśle współpracowała w czasach rządu PiS. Była to osoba zamieszana w aferę hejterską – zaznaczał wtedy minister sprawiedliwości.
-
Kilkudziesięciu sędziów wyłączonych z obrad. Pat w Sądzie Najwyższym
-
Incydent z sędzią SN w roli głównej. Minister Żurek: Niedopuszczalne