-
W Wielkiej Brytanii miliony osób regularnie pływają w jeziorach, rzekach i morzu, mimo silnego zanieczyszczenia tych akwenów.
-
Pływacy uczą się rozpoznawać zagrożenia związane z zanieczyszczeniami, opracowują strategie ograniczania ryzyka i angażują się w inicjatywy obywatelskie dotyczące monitorowania jakości wody.
-
Społeczności pływaków organizują protesty, prowadzą testy wody i przyczyniają się do wzrostu liczby oficjalnie monitorowanych kąpielisk.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Pływanie w naturalnych zbiornikach przeżywa w Wielkiej Brytanii prawdziwy renesans. Szacuje się, że każdego roku ponad 7,5 miliona osób zanurza się w jeziorach, rzekach, morzu lub w tzw. lidos, czyli odkrytych kąpieliskach.
Problem polega na tym, że w wielu przypadkach oznacza to także kontakt z zanieczyszczeniami. W 2024 r. do brytyjskich wód odprowadzano surowe ścieki przez łącznie 4,7 miliona godzin. A ścieki to tylko część problemu.
Do rzek i jezior trafiają również nawozy i pestycydy spłukiwane z pól, odchody zwierząt hodowlanych, chemikalia z opon samochodowych określane jako tzw. wieczne substancje oraz pozostałości leków wydalanych przez ludzi. Zdaniem badaczy obecny kryzys jakości wody jest w dużej mierze efektem deregulacji i prywatyzacji sektora wodnego.
Pływanie w „zanieczyszczonej rekreacji”
Mimo tego tysiące ludzi nadal regularnie wchodzą do wody. Socjologowie z Cardiff University, którzy badali społeczności pływaków, podkreślają, że dla wielu z nich nie jest to po prostu ryzykowna rozrywka.
„W społecznościach pływaków negocjowanie ryzyka, odpowiedzialności i podatności na zagrożenia zawsze było centralnym elementem tej aktywności” – piszą Kate Moles i Safia Bailey z Cardiff University.
Osoby pływające w naturalnych akwenach uczą się rozpoznawać warunki środowiskowe. Obserwują zapach wody, kolor osadów czy poziom zanieczyszczeń po intensywnych opadach. Często śledzą również mapy pokazujące miejsca zrzutu ścieków do rzek i mórz.
Jedna z osób uczestniczących w badaniu wspominała, że pierwszy raz zetknęła się z widocznymi zanieczyszczeniami już jako dziecko. „Moje pierwsze spotkanie z prezerwatywą było wtedy, gdy jako dziecko pływałem w pobliżu ujścia ścieków” – opowiadał jeden z pływaków.
Ciało jako czujnik kryzysu ekologicznego
Badacze zwracają uwagę, że pływanie w takich warunkach sprawia, iż ludzie zaczynają inaczej postrzegać środowisko. Kontakt z wodą pozwala dosłownie odczuć skutki zanieczyszczeń.
Kulturoznawcy opisują takie aktywności jako „zanieczyszczoną rekreację”. Pływacy doświadczają problemu bezpośrednio: czują zapach wody, widzą osady na skórze czy sprzęcie, a czasem obserwują zmiany w lokalnych ekosystemach.
Jedna z osób uczestniczących w badaniu mówiła, że dopiero regularne pływanie uświadomiło jej skalę problemu. „Kiedy zaczynasz pływać, nagle widzisz, że jezioro Windermere jest zanieczyszczone, Grasmere jest zanieczyszczone. Otwierają ci się oczy. I nos” – relacjonował rozmówca badaczy.
Wiedza zdobywana w wodzie
Dla wielu pływaków doświadczenie zanieczyszczonej wody nie prowadzi jednak do rezygnacji z tej aktywności. Zamiast tego rozwijają strategie ograniczania ryzyka.
Niektórzy unikają pływania po intensywnych opadach, gdy do rzek trafia najwięcej zanieczyszczeń. Inni starają się nie zanurzać głowy lub rezygnują z wejścia do wody, gdy jej zapach lub kolor budzą wątpliwości.
Badacze podkreślają, że takie praktyki sprawiają, iż pływacy zaczynają lepiej rozumieć powiązania między zdrowiem ludzi a stanem środowiska. Zanieczyszczenia nie są bowiem jedynie lokalnym problemem. Wynikają z systemu rolnictwa, sposobów produkcji żywności, infrastruktury sanitarnej i codziennych nawyków konsumpcyjnych.
W wielu przypadkach społeczności pływaków stają się również ważnym źródłem nacisku na władze. Organizują protesty, inicjują badania jakości wody i angażują się w projekty nauki obywatelskiej polegające na samodzielnym testowaniu próbek wody.
Jednym z efektów takich działań jest rosnąca liczba oficjalnych kąpielisk. W Wielkiej Brytanii status tzw. bathing water oznacza, że jakość wody jest regularnie monitorowana, a państwo ma obowiązek inwestować w jej poprawę. Obecnie w kraju istnieje około 600 takich miejsc. W lutym 2026 r. zaproponowano utworzenie kolejnych trzynastu.
Dla wielu pływaków walka o czystość rzek i jezior ma wymiar osobisty. Chodzi o ochronę miejsc, które dają im poczucie spokoju, regeneracji i kontaktu z naturą.
Badacze podkreślają, że właśnie to doświadczenie często staje się impulsem do działania. Wejście do wody sprawia, że problem zanieczyszczeń przestaje być abstrakcyjną statystyką i staje się czymś odczuwalnym dosłownie na własnej skórze.