Delegaci IPCC spotkali się w październiku w Addis Abebie, by uzgodnić dalsze prace nad raportem. Po tygodniu rozmów nie ustalili terminu publikacji. Część delegacji chce zakończyć najważniejsze części opracowania w 2028 r., inne proponują 2029 r. lub później.
IPCC nie prowadzi własnych pomiarów temperatury i nie wydaje rządom poleceń. Jego zadaniem jest zebranie i ocenienie tysięcy badań z całego świata. Naukowcy sprawdzają, co wiadomo o przyczynach ocieplenia, jego skutkach i sposobach ograniczania emisji. Potem przygotowują wspólną ocenę stanu wiedzy, którą mogą wykorzystywać politycy, urzędnicy i negocjatorzy.
To dlatego data publikacji ma znaczenie. W 2028 r. kraje uczestniczące w porozumieniu paryskim mają przeprowadzić kolejny globalny przegląd działań klimatycznych. Sprawdzą, czy suma krajowych zobowiązań zbliża świat do celu zatrzymania wzrostu temperatury znacznie poniżej 2 st. C i podejmowania wysiłków na rzecz 1,5 st. C. Bez aktualnego raportu będą musiały mocniej polegać na wcześniejszych ocenach i rozproszonych nowych badaniach.
Dlaczego raport IPCC powstaje tak długo
Raport IPCC nie jest jedną publikacją napisaną przez kilka osób. Obejmuje osobne części poświęcone fizycznym podstawom zmiany klimatu, skutkom i przystosowaniu się do nich oraz sposobom ograniczania emisji. Każda część przechodzi kolejne rundy recenzji naukowej, a następnie oceny ekspertów i przedstawicieli państw. Autorzy muszą odpowiadać na uwagi i wyjaśniać, dlaczego przyjmują albo odrzucają proponowane poprawki.
Prace nad siódmą oceną już trwają. IPCC informował, że zespół pierwszej grupy roboczej obejmuje 193 autorów wiodących i redaktorów recenzujących z 62 krajów. W tej grupie 46 proc. badaczy pochodzi z państw rozwijających się i gospodarek w okresie przemian. Pierwszą wersję części o fizyce klimatu skierowano do przeglądu ekspertów między sierpniem a początkiem października 2026 r.
Tak szeroka kontrola jest potrzebna, bo w raporcie trzeba oddzielić wyniki potwierdzone wieloma niezależnymi badaniami od hipotez, które wciąż budzą spory. Na przykład wzrost średniej temperatury Ziemi jest dobrze udokumentowany, ale dokładne skutki zmian opadów dla konkretnego regionu mogą zależeć od scenariusza emisji, ukształtowania terenu i lokalnych warunków.
Rządy mają prawo komentować dokumenty, lecz nie powinny dowolnie zmieniać wyników badań. Najbardziej widoczna polityczna część prac dotyczy zatwierdzania streszczeń dla decydentów. To właśnie one są potem najczęściej cytowane w mediach i wykorzystywane podczas międzynarodowych spotkań. Szczegółowe rozdziały naukowe pozostają zapleczem, do którego można wrócić i sprawdzić podstawy wniosków.
Spór o reprezentację nauki
Według relacji „The Guardian” przesunięcia terminu domagają się m.in. Arabia Saudyjska, Rosja i Indie, a zastrzeżenia zgłaszały również Chiny i Kenia. Ich argument dotyczy nierównego udziału naukowców z bogatszych i biedniejszych państw w tworzeniu globalnej wiedzy. Badacze z krajów dysponujących większymi budżetami częściej mają dostęp do danych, laboratoriów, czasopism i finansowania podróży.
To problem, który rzeczywiście wpływa na badania klimatu. W części regionów, zwłaszcza tam, gdzie sieci pomiarowe są rzadsze, trudniej z dużą dokładnością oszacować lokalne zagrożenia. Dodatkowy czas może pomóc w włączeniu analiz publikowanych w językach innych niż angielski, danych instytucji regionalnych i wiedzy społeczności, które od pokoleń obserwują zmiany w swoim otoczeniu.
Nie ma jednak pewności, że samo przesunięcie daty automatycznie zwiększy reprezentację. Aby naukowcy z mniej zamożnych krajów mogli uczestniczyć w pracach na równych zasadach, potrzebują także finansowania, dostępu do danych i czasu na recenzowanie rozdziałów. O tym, czy takie wsparcie zostanie zapewnione, decydują konkretne rozwiązania organizacyjne, a nie kalendarz sam w sobie.
Przeciwnicy opóźnienia wskazują z kolei, że większość materiału naukowego została już zgromadzona, a dalsze przesuwanie terminu utrudni wykorzystanie opracowania podczas przeglądu w 2028 r. W debacie pojawia się więc propozycja kompromisu: opublikować najpierw część o fizycznych podstawach ocieplenia, a później pozostałe. Nie oznaczałoby to jednak zakończenia całego raportu w jednym terminie.
Co rządy sprawdzają w 2028 roku
Globalny przegląd, zwany po angielsku global stocktake, nie jest rankingiem państw ani pojedynczym głosowaniem nad nowym celem temperatury. To wspólna ocena postępów w realizacji porozumienia paryskiego. Państwa porównują rzeczywiste emisje, przyjęte zobowiązania i dostępne możliwości ograniczenia ocieplenia. Wyniki mają pomóc w przygotowywaniu kolejnych planów krajowych.
Podczas takich negocjacji aktualna synteza badań ułatwia uzgodnienie punktu wyjścia. Jeśli jedni uczestnicy odwołują się do starszych scenariuszy, a inni do najnowszych pomiarów, trudniej ustalić, jak szybko muszą maleć emisje i jakie zagrożenia należy uwzględnić. Raport nie rozstrzyga, kto powinien zapłacić za transformację, ale pokazuje naukowe konsekwencje różnych decyzji.
Poprzednia ocena IPCC była publikowana etapami. Część o podstawach fizycznych ukazała się w 2021 r., a kolejne w 2022 r.; raport podsumowujący opublikowano w 2023 r. Oznacza to, że do czasu następnego globalnego przeglądu minie kilka lat intensywnych zmian w pomiarach temperatury, badaniach lodowców i modelach klimatycznych. Starsze raporty pozostają ważne, lecz nie obejmują wszystkiego, co naukowcy ustalili później.
Na czym polega ograniczenie IPCC
IPCC jest często przedstawiany jako instytucja wydająca ostateczne wyroki. W praktyce jego raporty pokazują również zakres niepewności. Jeśli modele wskazują różne możliwe wielkości wzrostu poziomu morza, autorzy opisują przedział wyników i wyjaśniają, od czego zależy. Dla władz nadmorskiego miasta taka informacja jest bardziej użyteczna niż pojedyncza liczba bez zastrzeżeń.
Z podobnego powodu ważna jest obecność badaczy znających lokalne warunki. Ocieplenie nie działa wszędzie jednakowo. Dwa regiony mogą doświadczać podobnego wzrostu temperatury, a mimo to mieć odmienne problemy z wodą, uprawami czy chorobami. W globalnym raporcie trzeba znaleźć miejsce zarówno dla ogólnych praw fizyki, jak i dla takich różnic.
Spór o kalendarz nie zatrzymał prac autorów. Grupa 117 naukowców zadeklarowała, że będzie kontynuować przygotowanie opracowania niezależnie od braku porozumienia rządów. W liście podkreślili także korzystanie z badań pochodzących z globalnego Południa i z publikacji nieanglojęzycznych.
Przewodniczący IPCC Jim Skea zapowiedział wznowienie rozmów o terminie. Ostateczna decyzja nadal należy do państw członkowskich zespołu. Naukowcy mogą więc kontynuować analizę danych, choć nie wiedzą jeszcze, kiedy ich wspólne opracowanie zostanie oficjalnie przedstawione rządom.