-
W rumuńskim ośrodku narciarskim Poiana Brașov niedźwiedź dostał się do hotelu, co zarejestrowały kamery.
-
Personel hotelu czuwał nad bezpieczeństwem gości przez całą noc, wyrażając niezadowolenie z braku odpowiedzi służb mimo powiadomienia.
-
W Rumunii oraz na Słowacji toczy się debata dotycząca liczby niedźwiedzi, planów odstrzału i dokładności oficjalnych danych populacyjnych.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Poiana Brașov znajduje się w Transylwanii. Nazywa się tak dzielnicę miasta Brașov (Braszów) oraz ośrodek narciarski, w którym pojawił się niedźwiedź. Personel zawiadomił służby i czekał, aż drapieżnik opuści budynek.
Niedźwiedź w Transylwanii
Niedźwiedź brunatny pojawił się na terenie hotelu w piątek, 22 maja. Zwierzę, według relacji świadków, weszło do budyku i zaczęło kierować się w górę schodami, miało dojść do uszkodzenia drzwi.
Personel hotelu pozostał na miejscu przez całą noc i czuwał nad bezpieczeństwem gości. Pracownicy w wywiadzie dla portalu „Libertatea” powiedzieli, że w pewnym momencie byli zmuszeni opanować sytuację samodzielnie, a pomoc wcale nie nadeszła, mimo że w mieście działała „wyspecjalizowana ekipa”.
Sytuacja ta wzbudziła również zaniepokojenie wśród mieszkańców. Według nich obecność niedźwiedzi w miejscach zamieszkiwanych przez ludzi stała się zjawiskiem regularnym i stanowiącym realne zagrożenie dla bezpieczeństwa.
-
Dyktator zwariował na punkcie niedźwiedzi. Wjechały nawet środki chemiczne
-
Mają najwięcej niedźwiedzi w Europie. Chcą zabić ich prawie 1000
„Wystarczy zostawić otwarte drzwi i niedźwiedź może wejść do domu. Nie wiemy, jak sobie z tym poradzić” – mówią mieszkańcy lokalnym mediom. Popularnym miejscem, gdzie można spotkać niedźwiedzia jest Droga Transfogaraska – kierowcy celowo zatrzymują się w górskim rejonie, próbując karmić drapieżniki lub zrobić im zdjęcia. Takie spotkania niekiedy kończą się tragicznie.
Za dużo niedźwiedzi w Rumunii? Dane mogą być zawyżone
W Rumunii dochodzi co jakiś czas do spotkań niedźwiedzi z ludźmi. Na początku zeszłego tygodnia w miejscowości Calimanesti mieszkaniec odpędził niedźwiedzia, który zbliżył się do jego domu, używając łopaty.
Według rumuńskich mediów w ciągu ostatnich dziewięciu lat odnotowano setki ataków niedźwiedzi na ludzi – 264 osoby zostały ranne, a 20 zginęło. W związku ze wzrostem liczby takich przypadków mieszkańcy rejonów górskich i hodowcy coraz częściej domagają się od władz zaostrzenia kontroli nad populacją niedźwiedzi i wzmocnienia środków bezpieczeństwa w obszarach turystycznych.
W 2023 r. szacowano, że w Rumunii żyje ok. 7,8 tys. niedźwiedzi. W 2025 r. obliczono, że w rumuńskich Karpatach żyje już obecnie od 10 tys. do 12 tys. niedźwiedzi brunatnych.
Populacja rumuńska jest największa w Europie (poza Rosją) i stanowi aż połowę wszystkich dzikich niedźwiedzi na naszym kontynencie, ale przyrodnicy z Rumunii wskazują równocześnie na rozbieżności w obliczeniach i obawiają się, że liczby podane przez rząd są zawyżone i doprowadziły do planowanego odstrzału drapieżników. Rumunia postanowiła bowiem odstrzelić 1 tys. niedźwiedzi, mimo że są one symbolem kraju.
Problem z liczeniem drapieżników jest też na Słowacji, która jest pięć razy mniejsza od Rumunii. Naukowcy z Uniwersytetu Karola i Czeskiego Uniwersytetu Nauk Przyrodniczych szacują, że jest tam ok. 1000 niedźwiedzi brunatnych, choć myśliwi twierdzą, że rzeczywista liczba jest znacznie wyższa. Ostatnie decyzje, jakie zapadają w Rumunii i na Słowacji – bo tam też zdecydowano o odstrzale znacznej części populacji – mają drugie dno – w obu kwestiach niedźwiedzie stały się tematem politycznym.