-
Używanie diklofenaku u bydła w Indiach i innych krajach Azji doprowadziło do gwałtownego spadku liczby padlinożernych ptaków, zwłaszcza sępów.
-
W wyniku masowego wymierania sępów nastąpiła poważna katastrofa sanitarna, której konsekwencją była śmierć około pół miliona ludzi między 2000 a 2005 rokiem.
-
Pomimo zakazu stosowania diklofenaku od 20 lat, populacja sępów do dziś nie odbudowała się ze względu na powolne tempo rozmnażania tych ptaków.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Sępy i inne ptaki padlinożerne nie mają dobrych notowań u ludzi. Uważane za brzydkie, odstręczające i wywołujące złe skojarzenia, od lat były tępione. Nie tylko zresztą w Azji, także w Europie, gdzie na wielu obszarach śródziemnomorskich europejskie sępy płowe i sępy kasztanowate zniknęły. Dopiero teraz trwa ich powtórne osiedlanie, które i tak wywołuje kontrowersje i prowadzi do przypadków trucia ptaków i kłusownictwa, o czym informowaliśmy w Zielonej Interii, otwiera się w nowym oknie.
Zagłada sępów w Indiach nie była spowodowana masowym świadomym truciem przez ludzi, chociaż i takie przypadki się tam zdarzają. Powody były podobne do sprawy zastosowania w latach pięćdziesiątych środka chemicznego o nazwie DDT, który miał wyeliminować szkodzące uprawom owady. Odkładając się w ciałach kolejnych zwierząt łańcucha pokarmowego, trafiał ostatecznie do ptaków drapieżnych i padlinożernych. Wytrącał wapń ze składanych przez nie jaj, które pękały podczas wysiadywania. W ten sposób omal nie straciliśmy na świecie orłów, bielików, sokołów czy także sępów.
Diklofenak doprowadził do zagłady azjatyckich sępów
W Indiach zaś w latach dziewięćdziesiątych był masowo stosowany diklofenak, czyli lek przeciwzapalny, który miał doprowadzić do wyeliminowania wielu chorób zagrażających bydłu. Samym krowom nie zagrażał i nie stanowił problemu dla ich zdrowia. Co innego jednak ptaki.
Krowy mają specyficzny status w wierzeniach indyjskich. Nie zabija się ich, nie zjada. Tusze padłych krów stanowiły zatem znakomity łup dla padlinożerców takich jak sępy. Po żerowaniu na martwym bydle zaczynały jednak masowo umierać. Okazało się, że problemem był właśnie diklofenak, który zabijał ptaki jeden po drugim. Lek ten powoduje u ptaków niewydolność nerek i w rezultacie śmierć przez odkładanie się kwasu moczowego w organach wewnętrznych.
Nawet 99 proc. sępów wymarło w wielu rejonach Indii
Oblicza się, że od lat dziewięćdziesiątych do początków XXI w. populacja sępów w Indiach załamała się kompletnie. W wypadku sępa bengalskiego była to w zasadzie hekatomba – zginęło 99 proc. tych ptaków. A jeszcze w połowie XX w. sęp bengalski był prawdopodobnie najliczniejszym z dużych ptaków drapieżnych na świecie, a jego populacja niemal na pewno liczyła kilka milionów osobników. Teraz jest krytycznie zagrożony, nieprzerwanie od 2000 r.
W latach 2000-2007 w Indiach co roku populacja malała prawie o połowę. Na nizinach Nepalu w latach 2002-2009 co roku ubywało średnio 15 proc. sępów bengalskich. Bangladesz stracił 60 proc. tych zwierząt. Dopiero 15 lat temu trend spadkowy zwolnił i zaczęła się odbudowa populacji tego sępa. Co do tego, że za jego zagładą stoi diklofenak, nie ma wątpliwości. W Kambodży nie był on stosowany i tam populacja sępów bengalskich pozostała nienaruszona. Nie jest duża, ale stabilna.

W wypadku sępów indyjskich ocenia się, że diklofenak zabił 97 proc. tych ptaków w Indiach, Pakistanie i Nepalu zanim w 2006 r. nie wprowadzono zakazu stosowania środka. Sęp długodzioby zachował się w liczbie 700-800 ptaków w Indiach, Nepalu i Birmie, a w Tajlandii i Malezji jest uznany za gatunek wymarły.
Żebyśmy to sobie w pełni uświadomili – to jedna z największych rzezi zwierząt we współczesnej historii. Zagłada na olbrzymią skalę, a spotkanie dzisiaj sępa w Indiach, Pakistanie czy Nepalu jest bez porównania trudniejsze niż pół wieku temu.
Leżąca padlina spowodowała śmierć wielu ludzi
Przełożyło się to na sytuację sanitarną w regionie. Przez 20 lat wymarły miliony sępów i nie miał kto uprzątać padliny, zwłaszcza ciał krów. Sępy są do tego stworzone. Grupa sępów pożera krowę do kości w mniej niż godzinę, a ich kwas żołądkowy jest wystarczająco żrący, by zniszczyć wąglika, wściekliznę i cholerę w trakcie trawienia. Żaden patogen nie wydostaje się z padliny ani ciał ptaków.
Naukowcy z Uniwersytetu w Chicago i Uniwersytetu w Warwick opublikowali obliczenia w „American Economic Review”. Porównali te rejony Indii, w których sępy przetrwały i te, które je straciły. Współczynnik śmiertelności ludzi wzrósł w tych drugich o ponad 4 proc. To daje nam około 100 tys. dodatkowych zgonów rocznie, w sumie ok. pół miliona między 2000 a 2005 r. – tylko z powodu chorób wywołanych brakiem padlinożerców usuwających ciała martwych zwierząt.
Nie koniec na tym, bo ciała zwierząt i ich rozkładające się resztki spływały z wodą także do rzek, zatruwając wodę. Brak naturalnych padlinożerców doprowadził do katastrofy ekologicznej. Na dodatek martwe ciała zwierząt przywabiały zdziczałe psy i przyczyniły się do znacznego rozmnożenia ich stad, które są dzisiaj wielkim problemem w południowej Azji.
Minęło 20 lat od zakazu stosowania diklofenaku w Indiach. Populacje sępów przestały spadać i wymieranie ptaków zatrzymane zostało w ostatniej chwili. Nie udało się jednak ich odbudować i długo się nie uda. Ptaki te rozmnażają się bardzo wolno. Prawdopodobnie do końca stulecia sytuacja może nie wrócić do normy.