Fakty: Wołodymyr Zełenski podjął decyzję, by jeden z elitarnych oddziałów ukraińskiej armii nosił imię „Bohaterów UPA”. Według badań kolektywu Res Futura negatywnie, a wręcz z oburzeniem do tych działań ukraińskiego prezydenta odnosi się 95 proc. Polaków.
Prezydent Karol Nawrocki chce odebrania Orderu Orła Białego przyznanego Zełenskiemu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało na rozmowę ambasadora Ukrainy w Polsce. Premier Donald Tusk przekonuje, że jeśli poróżnimy się z Ukrainą w sprawie przeszłości, ktoś inny zdecyduje w sprawie naszej przyszłości.
Rząd i ośrodek prezydencki przyjęły wyraźnie różne strategie narracyjne w tej kwestii.
Głowa państwa zareagowała natychmiast, proponując odebranie odznaczenia Zełenskiemu. Nawrocki przekonuje, że decyzja będzie należeć do Kolegium Orderu Orła Białego, które zbierze się 8 czerwca. Tyle tylko, że jeśli kolegium uzna, iż należy Order Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi odebrać, potrzebna będzie jeszcze kontrasygnata premiera.
Mamy narzędzia dyplomatyczne, żeby reagować i robić to w sposób cywilizowany, a nie grać tylko pod publiczkę. Czym innym jest takie nerwowe reagowanie jak w Pałacu Prezydenckim, a czym innym użycie narzędzi dyplomatycznych do tego, żeby wyrazić swoje niezadowolenie
Donald Tusk w pułapce kontrasygnaty
Szef rządu znalazł się w tej sprawie trudnym dla siebie położeniu. Na pewno zdaje sobie sprawę, że powinien taką kontrasygnatę złożyć, bo tego chcą od niego polscy obywatele. KPRM dysponuje bowiem podobnymi danymi, które przedstawiła Res Futura.
Polacy po prostu chcą, by ukraiński prezydent poniósł srogie konsekwencje za gloryfikowanie morderców naszych rodaków. Rząd natomiast chce pogodzić kilka wrażliwości – ważne dla niego są zarówno odczucia Polaków, jak i przyszłe relacje z Ukrainą i Zachodem. Dlatego ta decyzja będzie osobiście dla Tuska bardzo trudna.
– Nie chciałbym być w skórze szefa, bo to naprawdę trudna decyzja. Tylko jest jeszcze sporo czasu do tego momentu, a po drodze może się jeszcze sporo wydarzyć – mówi Interii osoba z rządu.
W KPRM dominuje opinia, że w sprawie odebrania Orderu Orła Białego Pałac Prezydencki wyszedł przed szereg. Z drugiej strony miał do tego pełne prawo, bo nadawanie odznaczeń jest wyłączną prerogatywą prezydenta.
Dość obrazowego określenia użył Jakub Stefaniak w rozmowie z Polskim Radiem 24. „Pan prezydent Nawrocki zachował się jak przedszkolak, który biegnie na placu zabaw pierwszy, żeby nasikać do piaskownicy (…) Chciał pierwszy zaznaczyć swoją obecność w tym dyskursie politycznym. Dobrze” – powiedział sekretarz stanu w KPRM.
Zełenski podjął tę decyzję, ale musi się liczyć z konsekwencjami. A odpowiedzialnością rządu jest to, żeby zadziałać tak, żeby tego nie eskalować. Oczywiście dbając o polski interes i pamięć historyczną, bo to jest warunek konieczny
Sęk w tym, że ruch prezydenta spotkał się z aprobatą Polaków i innych środowisk politycznych. Politycy Konfederacji, którzy w ostatnich dniach złapali wiatr w żagle przekonują, że odebranie Orderu Orła Białego powinno być tylko pierwszym krokiem, a Zełenski musi odczuć kolejne konsekwencje swojej decyzji.
Zerkając na przeciwległy biegun polityczny trudno też znaleźć jakiekolwiek głosy sprzeciwu – były premier Leszek Miller chwali postawę głowy państwa i dodaje, że gdyby dziś odbyły się wybory prezydenckie, Nawrocki mógłby liczyć na jego głos.
W tej sprawie zdecydowanie inicjatywę narracyjną przejął ośrodek prezydencki. Rząd natomiast znalazł się w pułapce pod hasłem kontrasygnaty. Jeśli premier rzeczywiście kontrasygnatę złoży, formalnie uzna słuszność inicjatywy Nawrockiego, a więc odda to pole wewnętrznej polityki bez walki.
Prawdopodobnie zrobiłby też coś wbrew własnym przekonaniom. Jeśli kontrasygnaty nie będzie, Tusk narazi się na gniew obywateli, którzy mogą odebrać to jako kapitulację przez narodem ukraińskim i brak walki o polską godność.
Co zrobi Kolegium Orderu Orła Białego?
Jak więc rozwiązać ten węzeł? Na dziś rząd, a w szczególności premier, chciałby za wszelką cenę uniknąć tego dylematu. A żeby tak się stało, musiałby się zdarzyć jeden z dwóch scenariuszy.
Pierwszą opcją jest negatywna decyzja Kolegium Orderu Orła Białego. Tylko w tym przypadku nadzieje rządu pozostają płonne, bo Kanclerz Kolegium Michał Kleiber przyznał, że osobiście jest za odebraniem odznaczenia Zełenskiemu. Decyzja 8 czerwca wydaje się więc formalnością.
– A ja nie byłbym taki pewien. Zanim Kolegium podejmie decyzję mamy do wykorzystania blisko tydzień – przekonuje jeden z naszych rozmówców.
I to jest właśnie druga opcja, czyli własny ruch wyprzedzający rządu. I to – jak słyszymy w otoczeniu premiera Tuska – jest najbardziej pożądany scenariusz. Takim manewrem mogłyby być głównie zabiegi dyplomatyczne, które skłoniłyby Zełenskiego do wycofania swej decyzji.
– Mamy narzędzia dyplomatyczne, żeby reagować i robić to w sposób cywilizowany, a nie grać tylko pod publiczkę. Czym innym jest takie nerwowe reagowanie jak w Pałacu Prezydenckim, a czym innym użycie narzędzi dyplomatycznych do tego, żeby wyrazić swoje niezadowolenie. Przecież nie ma w Polsce osoby, która by się cieszyła z powodu tej decyzji Zełenskiego – przekonuje rozmówca z rządu.
Inny, konstytucyjny minister, dodaje: – Jest spore zamieszanie. Od wybuchu wojny Ukraina otrzymała od nas tyle wsparcia, również sam Zełenski, że trochę więcej by się od nich oczekiwało. Nie ma zrozumienia. Przecież nie można gumkować historii. Dziś oczywiście wspieramy Ukrainę, ale oczekujemy też gestu współpracy. A tu poszło to w drugą stronę.
Dlaczego „sprawa Zełenskiego” jest tak skomplikowana?
Nasze źródła przekonują, że sprawa jest naprawdę skomplikowana, bo jedna zapowiedź Zełenskiego może pociągnąć za sobą szereg poważnych konsekwencji.
Po pierwsze, odebranie orderu prezydentowi Ukrainy sprawi, że Rosja poczuje krew i natychmiast wykorzysta ten fakt do szerzenia własnej propagandy. Po drugie, wzrost nastrojów nacjonalistycznych i radykalnych u naszych sąsiadów oznacza ich automatyczny wzrost nad Wisłą. A w takim przypadku przekaz silnie antyukraiński staje się poniekąd przekazem prorosyjskim.
Po trzecie, sprawa kontrasygnaty i mierzenia sił dzieli jeszcze mocniej dwa największe ośrodki władzy w Polsce: prezydencki i rządowy. Po czwarte, sprawa ta może podzielić samą koalicję, która składa się z kilku podmiotów. Istotnym elementem tej układanki jest PSL, które od lat jednoznacznie potępia ludobójstwo na Wołyniu oraz domaga się gestów pojednania i przeprosin od strony ukraińskiej.
Od jednego z ważnych polityków tej formacji już dziś słyszymy: – Patrząc na to, jaką rolę w koalicji odgrywa PSL, no to nietrudno się też domyśleć, że tego tak nie zostawimy.
Wicemarszałek Sejmu z ramienia PSL, Piotr Zgorzelski, mówił we wtorek na antenie TVN24: – Tyle razy Zełenski był w Polsce. Tyle razy miał szansę powiedzieć proste słowo, które otwiera serca wielu ludzi – słowo „przepraszam”. Nigdy to słowo nie padło. Dlaczego? Może dlatego, że także jeżeli chodzi o ekshumacje, postępują z nami nie fair.
Sprawa jest więc rozwojowa i staje się realnym problemem rządzących w kilku aspektach – międzynarodowym, ogólnopolskim i wewnątrzkoalicyjnym. Kolejni nasi rozmówcy z dużymi nadziejami kierują się w stronę Radosława Sikorskiego i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
– Dajmy pracować MSZ-owi. To jest najrozsądniejsze w tym wszystkim. Ukraińcy też sobie zdają sprawę, że Zełenski z jednej strony pewnie uległ naciskom jakichś środowisk nacjonalistycznych. Z jakichś powodów to zrobił. Z drugiej zdają też sobie sprawę, że to jest ich problem. No bo chyba ta reakcja była też spodziewana ze strony Polski. Teraz muszą jakoś wyjść z tego w sposób taki, żeby Polska nie odczuwała tego jako ciosu wymierzonego nam prosto w twarz – słyszymy w KPRM.
Plan maksimum rządu zakłada więc, że polska dyplomacja nakłoni Zełenskiego do wycofania się z podjętej decyzji. I najlepiej gdyby stało się to jeszcze przed posiedzeniem Kolegium Orderu Orła Białego. Wówczas sam Tusk uciekłby z pułapki kontrasygnaty, a Zełenski uniknąłby m.in. polskiego ostracyzmu i instrumentalnego wykorzystania tego faktu przez wrogą Rosję. Pytanie jednak, co na dziś politycznie Kijowowi się bardziej opłaca.
– Zełenski podjął tę decyzję, ale musi się liczyć z konsekwencjami. A odpowiedzialnością rządu jest to, żeby zadziałać tak, żeby tego nie eskalować. Oczywiście dbając o polski interes i pamięć historyczną, bo to jest warunek konieczny – podkreśla nasz rozmówca z rządu.