Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Wypadek autokaru pielgrzymów na Węgrzech. Relacje osób ze Strzyżowa

Przez Pokój Prasowy18 sierpnia, 20267 min odczytu

Strzyżów liczy około osiem tysięcy mieszkańców. Większość ludzi zna się tutaj, jeśli nie osobiście, to ze szkoły, kościoła, wspólnoty, osiedla, sklepu – po prostu z widzenia. Czasem wystarczy nazwisko, żeby od razu wiedzieć, o kogo chodzi.

Tutaj spędziłam 18 lat życia, chodziłam do szkoły podstawowej, potem do gimnazjum. W tym mieście przyjęłam pierwszą komunię i bierzmowanie. Z ludźmi z tego miasta 11 lat temu wyruszyłam na swoją pierwszą pieszą pielgrzymkę z Rzeszowa na Jasną Górę. Dzięki temu poznałam jeszcze więcej osób nie tylko ze Strzyżowa, ale także z okolic. I choć minęły lata, a ja się wyprowadziłam, znajomości pozostały.

Niedziela, to był mój ostatni dzień urlopu, więc spędzałam go w swoim rodzinnym mieście i jak zawsze poszłam do kościoła. Msza przebiegała jak zwykle. Dopiero pod jej koniec, podczas ogłoszeń parafialnych, ksiądz poprosił wiernych o modlitwę za pielgrzymów, którzy wracając z Medziugorie, ulegli wypadkowi.

Pomyślałam wtedy: „Jejku, co za katastrofa. Pojechali się modlić, a doszło do wypadku”. Nie wiedziałam jeszcze, że za chwilę ta wiadomość przestanie być dla mnie informacją o tragedii, która wydarzyła się „jakimś pielgrzymom”.

Dwa dni wcześniej sama wróciłam z pieszej pielgrzymki z Rzeszowa na Jasną Górę. Ofiary wypadku byli bliskimi, znajomymi lub sąsiadami moimi i osób, z którymi uczestniczyłam w częstochowskiej pielgrzymce.

Wypadek autokaru na Węgrzech. Po mszy zaczęły padać znajome nazwiska


Po mszy, jak zawsze, przed kościołem zaczęli gromadzić się wierni. Małe grupki, pogawędki, żarty, pytania. Nagle ton tych rozmów się zmienił. „Tam była żona pana Zbyszka”, „nie ma z nimi kontaktu”, „moja sąsiadka tam pojechała, nie wiemy co z nią” – usłyszałam.

I wtedy zaczęło do mnie docierać, że pielgrzymi, za których przed chwilą się modliliśmy, to ludzie, którzy znajome imiona, nazwiska i twarze. Jeśli nie znam ich osobiście, to znam ich rodziny, sąsiadów, przyjaciół. 

Kiedy wróciłam do domu, w telewizji mówiono już skali tragedii. Wzięłam do ręki telefon, na którym miałam mnóstwo powiadomień. Na grupach parafialnych i pielgrzymkowych ludzie próbowali ustalić, kto był w autokarze, kto przeżył, kto trafił do którego szpitala. Ludzie wymieniali się informacjami.

Jedna z kobiet, którą na potrzeby tego tekstu nazywam Anią, napisała, że jej bratowa była na tej pielgrzymce. „Ktoś zadzwonił, że żyje”. Chwilę później rodzina miała usłyszeć, że doznała licznych złamań. – Z moją bratową jechała znajoma. Nie wiemy, co z nią. Siedziała obok. Brat pojechał na Węgry do szpitala – przekazała kobieta.

W takich chwilach każda informacja jest na wagę złota. Nawet ta niepełna. Nawet ta, która rodzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi.

Bogdan (również imię zmienione) napisał krótko: „Trzeba czasu”. Jego syn miał dzwonić do kolejnych węgierskich szpitali i rozmawiać z personelem, by dowiedzieć się co z bliską im osobą.

Z relacji znajomych wiem, że część osób, która odniosła niewielkie obrażenia, sama zaczęła się kontaktować ze swoimi rodzinami w Polsce, a będąc na miejscu ustalali także co z innymi pielgrzymami, w ten sposób najszybciej można było uzyskać informacje.

Wracali z Medziugorie. „Nie wiadomo, czy brak informacji to dobra wiadomość”


Wśród osób, z którymi rozmawiałam, bardzo często powtarzało się słowo: chaos.

– Czekanie jest najgorsze. Ciężko coś ustalić, jest duży chaos. Ludzie między sobą próbują wymieniać się informacjami. Nie wiadomo, czy brak informacji to dobra wiadomość, czy to już ta najgorsza – mówiła mi jedna ze znajomych pielgrzymów.

Sama ciężko znosiłam ten czas. Choć nikt z mojej rodziny nie wybrał się na tę pielgrzymkę, to, aż trudno mi sobie wyobrazić, co w tym czasie przeżywały rodziny.

Telefon milczy. Nie wiadomo, w którym szpitalu jest bliska osoba. Nie wiadomo, czy żyje. Nie wiadomo, czy została zidentyfikowana. W pewnym momencie człowiek zaczyna czekać już nie na dobrą wiadomość, ale na jakąkolwiek wiadomość.

– Wielka tragedia – mówi mi jedna ze Strzyżowianek i dodaje, że kiedy dowiedziała się o wypadku, pomyślała o swojej mamie.

– Jak sobie pomyślę, że moja mama rok w rok tam jeździ… Raz była w czerwcu, a potem na sylwestra i też autokarami. Choć z innym organizatorem, ale jednak droga ta sama – mówi.

I chyba właśnie na tym polega specyfika tej tragedii w głowach ludzi z Podkarpacia. Stąd pielgrzymki do Medziugorie nie są czymś odległym. To część życia. Jedni jeżdżą co roku. Inni byli raz. Ktoś pojechał z mamą, ktoś z żoną, ktoś ze znajomą. Ktoś zna księdza, który bierze udział w takich wyjazdach. Ktoś inny zna organizatora.

A później nagle człowiek widzi w wiadomościach autokar leżący na węgierskiej drodze i zaczyna myśleć: a co, gdyby tym razem była tam moja mama? Mój mąż? Moja siostra?

Tak mówią ci, którzy znają pielgrzymów. Pada jedno stwierdzenie


W rozmowach, które przeprowadziłam, powtarzała się jeszcze jedno stwierdzenie – „potrzeba modlitwy”.

„Tutaj przede wszystkim potrzeba modlitwy za te ofiary, poszkodowanych, za rodziny, aby przetrwali ten trudny czas. Musimy ich wspierać dobrym słowem, jeśli będziemy mieli taką możliwość” – napisała mi jedna z osób.

Może właśnie dlatego pierwszą informacją, którą usłyszałam w niedzielę rano, była prośba księdza o modlitwę.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo będzie ona potrzebna. Nie wiedziałam, że kilka godzin później mieszkańcy będą wymieniać nazwiska. Że rodziny będą dzwonić do węgierskich szpitali. Że ktoś będzie jechał setki kilometrów, żeby być przy bliskiej osobie. Że ktoś inny będzie czekał na informację, czy jego żona, siostra albo bratowa przeżyli. I nie wiedziałam jeszcze, że w tej historii tak bardzo będzie brakowało odpowiedzi.

Jedna ze znajomych osób, które uczestniczyły w pielgrzymce, mówiła o ogromnym współczuciu nie tylko dla rodzin ofiar i rannych.

„To są naprawdę trudne chwile. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co czuje chociażby taki organizator. Tak bardzo szkoda mi tych ludzi, którzy zginęli, ich rodzin, poszkodowanych”. Wspomniała także o hejcie, który zaczął wylewać się na organizatorów.

A ten pojawiał się w rozmowach częściej, niż można by się spodziewać. Bo obok modlitwy, współczucia i prób pomocy bardzo szybko pojawiły się również oskarżenia.

Wypadek polskiego autokaru. Teorie spiskowe, czyli co ludzie gadają


Na własną rękę zaczęłam kontaktować się ze znajomymi albo ich rodzinami, o których wiedziałam, że często uczestniczą w takich pielgrzymkach. Wszyscy mówią to samo: „straszna tragedia”.

Oprócz słów współczucia, troski i zapewnień o modlitwie pojawiają się także własne interpretacje tego, co się wydarzyło.

Miedzy mieszkańcami Strzyżowa i okolic krążą informacje, których na tym etapie nie sposób potwierdzić. Pojawiają się fałszywe twierdzenia dotyczące obywatelstwa kierowcy, a także komentarze o rzekomych „łatwych” sposobach zdobywania prawa jazdy na Ukrainie. Ktoś przywołuje własne negatywne doświadczenia z wcześniejszych wyjazdów z tymi lub innymi organizatorami. Ktoś inny próbuje już teraz wskazywać winnych, choć okoliczności tragedii są przedmiotem postępowania.

To właśnie w takich chwilach szczególnie łatwo przekroczyć granicę między pytaniem a osądem.

Niedzielna tragedia przypomniała mieszkańcom Podkarpacia o wcześniejszych wypadkach polskich autokarów z pielgrzymami jadącymi do lub wracającymi z Medziugorie. W ciągu ostatnich 25 lat w czterech takich zdarzeniach zginęło 45 osób. Najtragiczniejszy był wypadek na Węgrzech w 2002 roku, w którym śmierć poniosło 20 pielgrzymów.

Swoimi doświadczeniami z innego wypadku sprzed ośmiu podzieliła się ze mną moja znajoma, która wspominała wyjazd z córką, mamą, szwagrem i koleżanką w zorganizowanej grupie. W drodze powrotnej, około godz. 5:00 rano, na chorwackiej autostradzie ich autokar się zapalił.

– Mimo zatrzaśniętych drzwi i ogromnych trudności w wydostaniu się z pojazdu, udało nam się wszystkim szczęśliwie z niego wyjść – relacjonowała.

Niektórzy stracili dokumenty. Inni wyszli z pojazdu na bosaka, bez okrycia wierzchniego. Bagaże spłonęły razem z autokarem. Pasażerowie przez około 12 godzin czekali na stacji. Dziś tamte wydarzenia wróciły do niej ze zdwojoną siłą.

Z kolei w 2022 roku na chorwackiej autostradzie A4 zginęło 12 polskich pielgrzymów, a 32 osoby zostały ranne.

Właśnie ta powtarzająca się liczba ofiar – 12 – stała się punktem wyjścia dla krążących wśród pielgrzymów teorii i religijnych interpretacji. Niektórzy doszukują się w niej symboliki biblijnej: 12 apostołów, 12 plemion Izraela czy 12 gwiazd w koronie Niewiasty z Apokalipsy. Zestawiają też kolejne tragedie i fakt, że dochodziło do nich na trasach związanych z Medziugorie.

Nie ma jednak żadnych dowodów, które potwierdzałyby, że między tymi wypadkami istnieje jakikolwiek związek. To raczej próba znalezienia sensu w wydarzeniach, które trudno przyjąć i jeszcze trudniej sobie wytłumaczyć.

Kiedy człowiek nie rozumie tragedii, szuka ukrytego sensu


W obliczu śmierci 12 osób trudno znaleźć właściwe słowa. Nie da się rodzinom wytłumaczyć, dlaczego ich bliscy nie wrócili do domu.

Po takiej tragedii naturalne jest, że ludzie próbują znaleźć przyczynę, znak albo odpowiedź na pytanie „dlaczego?”. Łączą daty, miejsca i liczby, tworzą własne interpretacje. Być może dlatego, że łatwiej jest szukać ukrytego sensu, niż pogodzić się z tym, że czasem wydarza się coś, czego po prostu nie potrafimy zrozumieć.

A przecież istotą wiary nie zawsze jest znalezienie odpowiedzi. Czasem jest nią właśnie zaufanie – także wtedy, albo właśnie wtedy, gdy człowiek nie rozumie.

Aleksandra Czurczak

  • Wypadek polskiego autokaru. Węgrzy wszczęli postępowanie przeciwko kierowcy
  • Polacy zginęli na Węgrzech, poruszający wpis polityczki. „Nie znacie dnia”

Czytaj Dalej

Nowy rok szkolny 2026/2027. Wraca przyroda, co jeszcze się zmieni?

Pogoda na wtorek daleka od ideału. Burze i ulewy wracają

Głuchołazy ponownie zalane. To efekt nawałnic, które przeszły nad Polską

Wypadek autokaru na Węgrzech. Awantura o pomoc rodzinom ofiar

Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Ruch prokuratury

Wypadek autokaru na Węgrzech. Koniec rozpoznania ocalałych, nowe informacje

Ostrzeżenie GIS. Cereulidyna w mleku dla niemowląt.

Wypadek autokaru na Węgrzech. Samolot z poszkodowanymi wylądował w Rzeszowie

Nawałnice nad Polską. Podtopienia na południu, ulice zamieniły się w potok

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.