-
Rosja skierowała na Morze Bałtyckie niszczyciela Admirał Lewczenko i fregatę Admirał Kasatonow, które pochodzą z rejonu Arktyki.
-
Obecność tych okrętów ma związek z groźbami Władimira Putina dotyczącymi przechwytywania zachodnich statków w odpowiedzi na sankcje EU.
-
Wysłanie jednostek Floty Północnej może świadczyć o słabości Floty Bałtyckiej, niezdolnej do samodzielnej ochrony tzw. floty cieni.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Rosyjskie okręty zauważono u wybrzeża Niemiec i Danii – w lipcu był to niszczyciel Admirał Lewczenko.
Niemiecki dziennik „Kieler Nachrichten” informował następnie o pojawieniu się drugiego okrętu – fregaty rakietowej Admirał Kasatonow. Tę zaobserwowano na Bałtyku 12 sierpnia.
Dwa rosyjskie okręty na Bałtyku. Pytania o cel Kremla
Właśnie 12 sierpnia Władimir Putin groził przechwytywaniem zachodnich statków w następstwie nałożonych sankcji na Rosję. Na ich mocy zezwolono państwom UE na konfiskatę i sprzedaż towarów z zatrzymanych jednostek podejrzewanych o przynależność do „floty cieni”.
– Niedawno wymyślili, że będzie można przejmować nasze statki i sprzedawać zagrabiony z nich majątek. Ma się rozumieć, to nic innego jak piractwo i rozbój. I jeśli zacznie to być realizowane w praktyce, będziemy zmuszeni odpowiedzieć tym samym – oznajmił Putin.
W zachodnich mediach informowano, że Admirał Lewczenko i Admirał Kasatonow na Bałtyku to nic innego, jak sygnał kolejnej eskalacji ze strony Rosji.
Fregata i niszczyciel wysłane z Arktyki. Mają osłaniać „flotę cieni”
Jak zaznacza „Rz”, wysłane na Morze Bałtyckie okręty stanowią część Floty Północnej, której główna baza znajduje się w Siewieromorsku.
Aby Admirał Kasatonow dopłynął do wybrzeża Danii 12 sierpnia, musiał wyruszyć z portu co najmniej tydzień wcześniej, zatem zanim Putin zapowiedział odwet za europejskie sankcje.
Mimo dominującego w dyskursie przekonania, że rosyjskie statki na Bałtyku stanowią pokaz siły, ich obecność może być wyrazem słabości Floty Bałtyckiej, która nie jest w stanie samodzielnie zapewnić bezpieczeństwa jednostkom „floty cieni” – konkluduje dziennik.