Tak wygląda reakcja środowiska medycznego na ustawę umożliwiającą zbieranie informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z nr PESEL lub z numerem prawa wykonywania zawodu (PZW). Gromadzone przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) dane będą dotyczyć nie tylko lekarzy czy pielęgniarek, ale także pozostałego personelu i pracowników administracyjnych.
Zmiana jest duża, ponieważ do tej pory resort zdrowia nie miał informacji o tym, ile zarabiają lekarze, jeśli pracują w kilku podmiotach leczniczych jednocześnie, albo w jednym miejscu, ale zarówno na etacie, jak i na kontrakcie, oraz jak to wpływa na stan finansów konkretnej placówki. Skąd się wzięła taka buńczuczna postawa Łukasza Jankowskiego, lekarza nefrologa, doktora nauk medycznych? Z konkretnych okoliczności, które wydarzyły się nie tak dawno temu.
Lekarze przywilejów oddać nie chcieli. Ogólopolski prostest się opłacił
Wystarczy cofnąć się do 2020 roku i pandemii COVID-19. Dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH na łamach „Rzeczpospolitej” przypomniał, że w czasie pandemii za jeden dyżur można było dostać 8 –10 tys. zł. Zdaniem dr Waśko, taka sytuacja na nowo zdefiniowała poziom finansowych oczekiwań lekarzy, którzy uświadomili sobie, że można tak dużo zarabiać w Polsce i to w sektorze publicznym.
Kiedy pandemia się skończyła, lekarze zaczęli ogólopolski prostest. Rozstawili namioty pod Kancelarią Premiera, przedkładając listę kosmicznych żądań, których koszt realizacji tylko w 2022 roku miał wynieść 104 mld zł. Protest zakończył się kompromisem wynegocjowanym z ówczesnym wiceministrem zdrowia Piotrem Bromberem.
Kluczowym efektem była nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego w służbie zdrowia. Ustawa skokowo podniosła pensje lekarzy stażystów, rezydentów, a także pielęgniarek i położnych oraz mocno wsparła ego pracowników ochrony zdrowia. Podnosi je co roku.
Wywołała również poważne obciążenia dla systemu finansowania opieki zdrowotnej – roczny koszt tych zmian dla Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w 2026 roku szacowany jest na ponad 70 miliardów złotych. Pieniądze ze wzrostu składek zdrowotnych pacjentów już nie wystarczają. Budżet musi dopłacić około 40 mld zł do zadłużonych szpitali – budżet, czyli my wszyscy. A szpitale są zadłużone także z powodu gigantycznych zarobków personelu.
Były wiceminister zdrowia Piotr Bromber, ekonomista, odszedł z rządu po wyborach w 2023 roku. W grudniu 2024 roku obronił na Uniwersystecie Szczecińskim rozprawę doktorską zatytułowaną „Koncepcja funkcjonowania płatnika trzeciej strony w systemie ochrony zdrowia”. W czerwcu 2025 roku objął stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej szpitala w Głogowie.
Prezes NIL nie owija w bawełnę. Mówi o prywatyzacji +
Dawid Kacprzyk, lekarz w trakcie specjalizacji i były radny warszawskiego Ursusa z ramienia KO, w zeszłym roku miał zarobić 1,6 mln zł w publicznej ochronie zdrowia. Przypadek lekarza w trakcie specjalizacji jest ciekawy, ponieważ o wysokich zarobkach lekarzy jest raczej mowa w kontekście procedur medycznych i zarobków wynikających z umowy na procent z wartości procedury, którą wykonają. Bardzo wysokie wyceny procedur medycznych, które są bardzo rentowne, pozwalają publicznym szpitalom dzielić się zarobkiem z lekarzem.
Dr n. med. Bernard Waśko jest zdania, że lekarze zatrudnieni w prywatnych klinikach mają minimalne szanse na liczone w milionach złotych zarobki (z wyjątkiem nielicznych specjalistów w chirurgii plastycznej, neurochirurgii czy ortopedii), w przeciwieństwie do swoich kolegów zatrudnionych w państwowych szpitalach.
Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski zapowiedział na zamkniętym forum w mediach społecznościowych wykorzystanie wszystkich dostępnych środków, by zablokować nowe przepisy. Przestrzegł lekarzy przed organizowaniem protestu. Jego zdaniem taki krok zostałby wykorzystany przez rząd do dalszego zaostrzenia konfliktu. „Rząd nie ma obecnie żadnych realnych propozycji oprócz pakietu prywatyzacja+, te propozycje, które składa, doprowadzą do zapaści na jesieni” – stwierdził. Na koniec dodał medykom otuchy: „Trzymajcie się!”.