– Do stycznia Trybunał będzie wyzerowany i zacznie normalnie działać. Inaczej będziemy w bardzo złym położeniu – mówi nam osoba z otoczenia premiera Donalda Tuska.
I dodaje: – Ten temat jest bardzo trudny do wytłumaczenia społeczeństwu, a nasz elektorat chce po prostu zakończenia sprawy i efektów.
Mówi jeden z najważniejszych polityków w obozie władzy: – Proces jest nie do zatrzymania. Potrwa pewnie około dwóch miesięcy. Cieszymy się, że to nie jest temat, którym żyją ludzie, bo to pozwoli nam doprowadzić sprawy do końca.
Źródło z Ministerstwa Sprawiedliwości: – Zakulisowo mówi się o grudniu, jako punkcie docelowym, ale najważniejsze będą najbliższe tygodnie. Trybunał w końcu faktycznie zacznie działać. Wszyscy się już na to przygotowują.
Jednocześnie wszyscy rozmówcy Interii zaznaczają, że obecnie rząd nie rozważa tzw. wariantu siłowego w sprawie Trybunału.
Siłowego, czyli takiego, jaki obecnie rządzący zastosowali na początku kadencji wobec mediów publicznych.
Pomysł rzeczywiście był omawiany i funkcjonował jako ostatnia deska ratunku, ale w Kancelarii Premiera i resorcie sprawiedliwości uważają, że znaleźli skuteczniejszy i mniej kontrowersyjny sposób doprowadzenia sprawy TK do końca.
Finansowy bat na TK. Berek mózgiem operacji
Ten lepszy i pewniejszy sposób to złamanie oporu w TK drogą finansową.
W ustawie budżetowej na 2027 rok budżet Trybunału został wyzerowany. Oznacza to, że instytucja nie może w przyszłym roku liczyć nawet na złotówkę z publicznej kasy. Powód?
Minister finansów Andrzej Domański tłumaczył, że do resortu nie wpłynął plan dochodów i wydatków Trybunału przygotowany zgodnie z wymogami prawnymi, a więc przyjęty przez zgromadzenie ogólne sędziów TK.
Prezes Trybunału Bogdan Święczkowski nie zwołuje tego gremium, bo do podjęcia przez nie jakiejkolwiek decyzji konieczne jest kworum minimum dwóch trzecich, czyli 10 spośród 15 sędziów TK.
Takiej liczby aktualnie w Trybunale nie ma, ponieważ Święczkowski nie dopuszcza do orzekania piątki sędziów, od których prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania i którzy przysięgę złożyli wobec notariusza oraz marszałka Sejmu.
Z kolei trójka sędziów wybranych w obecnej kadencji Sejmu i zaprzysiężonych przez prezydenta odmawia udziału w posiedzeniach. To gest ich solidarności z piątką wstrzymywanych sędziów i wyraz protestu wobec ich zdaniem upolitycznionego sposobu zarządzania Trybunałem przez Święczkowskiego.
Co ważne, gdyby wszyscy sędziowie wybrani w obecnej kadencji Sejmu zostali dopuszczeni do orzekania, stanowiliby większość w TK, zagrażając kontroli nad instytucją Święczkowskiego i „starej” ekipy.
Mówi jeden z kluczowych polityków obozu władzy: – Tam w Trybunale są mądrzy ludzie. My im wszystko wytłumaczyliśmy, kiedy zapraszaliśmy ich na spotkania i do współpracy. Oni dobrze wiedzą, jakie warianty są na stole, co i kiedy się wydarzy. Wiedzą też, co mają zrobić w którym momencie. Teraz jest ten moment.
W otoczeniu premiera Donalda Tuska słyszymy z kolei, że „każdy z sędziów wybranych w obecnej kadencji ma swoją rolę i jasno rozpisane zadania do realizacji wewnątrz Trybunału”.
– Mózgiem całej operacji jest Maciek Berek, który z sędziami ustala wszelkie działania, zwłaszcza prawne. Zresztą nie tylko z „naszymi” sędziami. Jego zadanie jest proste: dowieźć temat Trybunału – mówi nasze źródło w KPRM.
Proces jest nie do zatrzymania. Potrwa pewnie około dwóch miesięcy. Cieszymy się, że to nie jest temat, którym żyją ludzie, bo to pozwoli nam doprowadzić sprawy do końca
Źródło z Ministerstwa Sprawiedliwości: – Ludzie w Trybunale też chcą już wyjść na prostą. Przecież to nie tylko 15 sędziów, to dziesiątki osób z administracji i innych obszarów. Oni też nie dostaną pensji, jeśli Święczkowski będzie dalej robić to, co robi. Tam coraz więcej osób chce powrotu do normalności i zaczyna kibicować rządowi, jednocześnie sprzeciwiając się Święczkowskiemu.
Jednocześnie nasi rozmówcy podkreślają, że jeśli Trybunał zacznie ponownie sprawnie i zgodnie z prawem działać, a wszyscy wybrani przez Sejm sędziowie zostaną dopuszczeni do orzekania, pieniądze na jego funkcjonowanie znajdą się od razu.
W rezerwie budżetowej są na to zarezerwowane odpowiednie środki. Potrzebna jest jedynie decyzja polityczna, która zależy od tego, co wydarzy się w samym TK.
Rządzący chcą głowy Święczkowskiego. Potencjalny następca już jest
Jak dowiadujemy się od naszych źródeł w rządzie, obecny obóz władzy liczy na to, że uda mu się przeciągnąć na swoją stronę przynajmniej dwójkę sędziów ze „starej” ekipy TK. Zasadniczo zmieniałoby to układ sił wewnątrz Trybunału, dając „nowej” ekipie aż 10 szabel w 15-osobowym składzie.
Czyli dokładnie tyle, ile wynosi minimalny próg do podejmowania decyzji przez zgromadzenie ogólne sędziów TK – organ decyzyjny w kluczowych kwestiach ustrojowych, organizacyjnych, personalnych oraz budżetowych dotyczących Trybunału.
– Kwestia finansowa ma stanowić dla nich motywację i ostatecznie złamać opór tych, którzy dotąd wspierali Święczkowskiego – słyszymy od jednego z ministrów w rządzie.
Jak dodaje, pozycja Bogdana Święczkowskiego w TK słabnie z każdym dniem. Podaje też dwa nazwiska, na pozyskanie których obóz władzy liczy najbardziej. To sędziowie Jakub Stelina oraz Bartłomiej Sochański.
Zwłaszcza drugi z nich odgrywa niezwykle ważną rolę w układance rządzących. To obecny wiceprezes TK, a więc postać kluczowa w kontekście zwołania zgromadzenia ogólnego sędziów Trybunału.
Jak dowiadujemy się w rządzie i koalicji rządzącej, to również możliwy kandydat na nowego prezesa TK, gdyby udało się pozbawić stanowiska Bogdana Święczkowskiego.
Usunięcia Święczkowskiego rządzący też są zaskakująco pewni.
– Zbiera się tego dużo, oj zbiera – mówi nam źródło w KPRM, nawiązując do kilku spraw dotyczących prezesa TK, którymi zajmuje się obecnie prokuratura.
Wśród nich są m.in. blokowanie i uniemożliwianie orzekania sędziom TK, a także naruszenie nietykalności cielesnej sędziego TK Macieja Berka.

Plan rządzących jest prosty: w najbliższych tygodniach prokuratura ma skierować do TK wniosek o uchylenie immunitetu sędziemu Święczkowskiemu. To z kolei otworzyłoby drzwi do jednej z czterech możliwości pozbawienia urzędującego prezesa TK stanowiska przed upływem kadencji.
Chodzi o prawomocne orzeczenie Sądu Dyscyplinarnego TK o ukaraniu sędziego karą złożenia z urzędu za rażące naruszenie prawa lub uchybienie godności urzędu.
Co prawda w funkcjonowaniu Sądu Dyscyplinarnego TK kluczową rolę odgrywa prezes TK, ale w sytuacji, gdy postępowanie dotyczy jego samego, zostaje on wyłączony z wszelkich funkcji administracyjno-ustrojowych. Jego obowiązki przejmuje wówczas wiceprezes TK albo, w razie jego braku bądź niedostępności, sędzia TK najstarszy stażem. To dlatego postać sędziego Sochańskiego jest tak ważna w planach ekipy rządzącej.
Do stycznia Trybunał będzie wyzerowany i zacznie normalnie działać. Inaczej będziemy w bardzo złym położeniu
– Celem jest uchylenie immunitetu Święczkowskiemu, a za tym idzie też możliwość pozbawienia go funkcji prezesa TK. W Trybunale już nikt za nim murem nie stoi, sędziowie coraz mocniej się wahają, myślą o konsekwencjach. Święczkowski niedługo zostanie sam – przewiduje jeden z ministrów rządu Donalda Tuska.
Moment prawdy ministra Żurka
Operacja przywrócenia Trybunału Konstytucyjnego do sprawności orzeczniczej to jeden z kluczowych punktów w politycznej agendzie Donalda Tuska na ostatni rok przed wyborami. Pisaliśmy o tym obszernie na łamach Interii pod koniec lata.
Powody są trzy. Po pierwsze, walka o Trybunał Konstytucyjny ma potężny wymiar symboliczny dla obecnego obozu władzy. Paraliż i upolitycznienie TK było jednym z najpoważniejszych zarzutów instytucjonalnych wobec rządów Zjednoczonej Prawicy.
Po drugie, Koalicja 15 Października idąc do wyborów, a także już po przejęciu władzy, obiecywała swoim wyborcom przywrócenie praworządności. Odbudowa zaufania i reputacji TK, choć uznawana za polityczną mission impossible, była dla obecnie rządzących punktem honoru. Dla twardego elektoratu zwłaszcza Koalicji Obywatelskiej to natomiast zasadnicza kwestia w zakresie odbudowy rządów prawa.
Wreszcie po trzecie, Trybunał Konstytucyjny to ostatnia z kluczowych instytucji państwowych, nad którą polityczną kontrolę sprawowała poprzednia ekipa rządząca. TK jest też ważnym orężem w rękach prezydenta Karola Nawrockiego w jego walce z rządem Tuska.
Odpolitycznienie TK miałoby więc też wielką wagę polityczną.
– Pozbawilibyśmy Nawrockiego głównego sojusznika w walce z rządem. To byłby dla nas przełomowy krok – ocenia jeden z ministrów.

W rządzie nie ukrywają też, że „operacja Trybunał” jest dla Koalicji 15 Października tak ważna, że może stanowić o być albo nie być Waldemara Żurka w rządzie.
Minister sprawiedliwości-prokurator generalny ma być z tego rozliczony nawet bardziej niż z kwestii postawienia przed sądem duetu Zbigniew Ziobro-Marcin Romanowski. W razie odbicia TK, jego pozycja wyraźnie się wzmocni.
Jednak w razie fiaska, zostanie twarzą porażki i obciążeniem dla rządu w przededniu startu kampanii parlamentarnej.
– To dla niego moment prawdy. Patrzy na sprawę TK bardzo uważnie i przywiązuje do niej wielką wagę, bo wie, że Kierownik (tak w Koalicji Obywatelskiej i rządzie nazywany jest Donalda Tusk – przyp. red.) go z tego rozliczy – zdradza nam jedno ze źródeł w rządzie.
Inne ze źródeł, tym razem w resorcie sprawiedliwości, dodaje:
– Nie dziwię się, że Tusk tak ciśnie Waldka w tej sprawie. Trybunał jest dla nas symboliczny. Gdyby udało się tam znormalizować sytuację, to byłaby dla nas wielka sprawa. KRS już działa, a gdyby jeszcze TK zaczął normalnie działać, to przechyliłoby wajchę w naszą stronę.
Łukasz Rogojsz