-
Roman Giertych skrytykował komunikat warszawskiej prokuratury dotyczący wszczęcia postępowania ws. wycieku nagrania z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego, zarzucając sugerowanie sprawcy.
-
Sprawa dotyczy nagrania z przesłuchania w śledztwie dotyczącym tzw. dwóch wież, gdzie Giertych zapowiedział zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego.
-
Prokuratura oraz Warszawska Izba Adwokacka wszczęły postępowania sprawdzające w związku z wyciekiem nagrania i dostępem do akt sprawy przyznanym Romanowi Giertychowi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Roman Giertych, jeden z pełnomocników pokrzywdzonego w tzw. sprawie dwóch wież, odniósł się do najnowszego komunikatu Prokuratury Okręgowej w Warszawie w poście opublikowanym w mediach społecznościowych.
„Po pierwsze komunikat jest bezczelny, gdyż jednocześnie z informacją o wszczęciu postępowania sprawdzającego sugerujecie Państwo sprawcę. Tymczasem jest oczywiste, że do nagrania przede wszystkim dostęp miała prokuratura, a to że w obecnej prokuratury cieknie wszystko, to widzimy każdego dnia. Również dzisiaj w innych sprawach” – napisał.
Wraca sprawa dwóch wież. Roman Giertych: Bezczelne
„Po drugie wzrusza mnie troska o zabezpieczenie postępowania (któremu służy wspomniany przepis) w sytuacji, w której nie chcecie go prowadzić” – dodał polityk.
Giertych zapowiedział dodatkowo, odnosząc się do treści opublikowanych w mediach nagrań, że złoży zawiadomienie w sprawie „możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego polegającego na groźbach karalnych wobec prokurator prowadzącej postępowanie”.
„Wszyscy mogą usłyszeć jak te groźby brzmiały. To te groźby moim zdaniem spowodowały, że najpierw uchyliła mi ona 80 proc. pytań, a potem umorzyła z absurdalną argumentacją postępowanie. Po prostu dała się zastraszyć. Tak uważam, ale nawet gdyby było inaczej, to i tak postępowanie świadka należy ocenić jako przestępstwo” – wskazał.
W poniedziałek po południu warszawska prokuratura poinformowała o rozpoczęciu czynności w związku z wyciekiem nagrania z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego. „Jedyną osobą która wystąpiła o dostęp do całości akt sprawy był jeden z pełnomocników pokrzywdzonego, uprzednio pouczony o treści art. 241 § kk.” – przekazano.
„Wszczęto postępowanie sprawdzające”. Adwokatura reaguje na doniesienia ws. Giertycha
Pokrzywdzony w sprawie dwóch wież, Gerald Birgfellner, miał dwóch pełnomocników – Romana Giertycha oraz Jacka Duboisa. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba w rozmowie z „Faktem” potwierdził, że „dostęp do całości akt miała tylko jedna osoba, mecenas Roman Giertych„.
– Wystąpił o dostęp, dostał dostęp. Było pouczenie dla wszystkich osób biorących udział w przesłuchaniu o treści artykułu 241, czyli o odpowiedzialności karnej za upublicznienie przed uprawomocnieniem się materiałów z postępowania przygotowawczego – powiedział.
Dziennikarze portalu zwrócili się także z prośbą o komentarz do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.
– Po zapoznaniu się z informacjami medialnymi Rzecznik Dyscyplinarna Warszawskiej Izby Adwokackiej zdecydowała o wszczęciu postępowania sprawdzającego. Sprawa zostanie w najbliższych dniach przekazana do Rzecznika Dyscyplinarnego Adwokatury adw. Ewy Krasowskiej – przekazała „Faktowi” rzeczniczka adw. Maria Sankowska-Borman.
Sprawa „dwóch wież” rozgrzała Polskę. Jarosław Kaczyński przesłuchany
Postępowanie w sprawie tzw. „dwóch wież” obejmowało trzy zarzuty związane z inwestycją spółki Srebrna i Fundacją Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego w dwa wieżowce, które miały zostać wybudowane na warszawskiej Woli.
W 2018 roku, gdy zrezygnowano z inwestycji, austriacki biznesmen Gerald Birgfellner zażądał wypłaty za poniesione przez niego koszty, które wycenił na 1,3 mln euro. Jarosław Kaczyński jednak odmówił.
W okresie gdy prokuraturą kierował Zbigniew Ziobro austriacki biznesmen był kilkukrotnie przesłuchiwany, jednak odmówiono wszczęcia śledztwa. Do sprawy wrócono po zmianie władzy, w lutym 2025 roku.
W charakterze świadka przesłuchiwani byli m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński czy jego współpracowniczka Barbara Skrzypek. Ostatecznie postępowanie zostało umorzone, jako że śledczy uznali, że żaden z badanych czynów nie zawiera znamion czynu zabronionego.
-
Wiceminister schowała dyplom do szuflady. Pochodzi z Collegium Humanum
-
Znieważył funkcjonariuszy SKW w Sejmie. Macierewicz z aktem oskarżenia