Mówi jeden z ważnych ministrów: – Nie wiem, co tu się wyprawia. Nic z tego nie rozumiem, my nic z tego nie rozumiemy. Wszystko jest w rękach Szymona, a nie dzieje się nic, co miało się wydarzyć. Sam mam już tego dosyć, chcę się od tego odciąć, bo robi się z tego komedia, a nie poważna polityka.
Inne z naszych źródeł w rządzie: – Kariera Szymona w wielkiej polityce załamała się w dużej mierze dlatego, że on sam nie wiedział, czego chce. Jego ego bardzo źle zniosło wszystko, co się wokół niego wydarzyło. My w rządzie tak naprawdę czekamy na to, czy on już wie, czego chce i czy jest pewien tego, czego chce. Bo jeśli wie i jest tego pewien, to sprawa jest prosta: chcemy jego powrotu.
W otoczeniu Szymona Hołowni mówią z kolei coś innego. – Szymon już odsapnął, złapał dobry flow i kondycję. Jest okazja wpuścić trochę nowej krwi w paru miejscach i wykorzystać ten najbliższy rok, żeby jeszcze politycznie powalczyć o Polskę 2050 – opowiada jeden z ważnych polityków tej partii.
Dopytywany o wejście Hołowni do rządu, zaskakuje: – Czekamy, aż na stole pojawi się oficjalna oferta z rządu dla Szymona. Jeśli się pojawi, to ją weźmiemy. Szymon jest na to chętny.
Dwa spotkania Hołownia-Tusk i kilka ofert na stole
W rządzie na taką wersję wydarzeń mocno się zżymają. Mówią, że Szymon Hołownia może wręcz przebierać w propozycjach.
Wśród możliwości, które na niego czekały, były (bądź wciąż są) stanowisko ministra funduszy i polityki regionalnej, objęcie resortu kultury i dziedzictwa narodowego – oba połączone z funkcją wicepremiera – albo funkcja wicepremiera bez teki, który zajmowałby się polityką informacyjną rządu lub walką z dezinformacją.
Z ustaleń Interii wynika też, że Hołownia w ciągu ostatniego miesiąca odbył dwa spotkania z Donaldem Tuskiem, podczas których miały zostać ustalone szczegóły powrotu wicemarszałka Sejmu. Jedno spotkanie miało format twarzą w twarz z premierem, natomiast drugie odbyło się z udziałem pozostałych liderów Koalicji 15 Października: marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego (Lewica) oraz szefa MON i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL).
Jak słyszymy w rządzie, to właśnie prezes ludowców jest głównym architektem powrotu Hołowni do wielkiej gry i zajęcia przez niego miejsca w gabinecie premiera Tuska. – Potrzebna jest konsolidacja przed wyborami i uporządkowanie spraw koalicyjnych, czego ten powrót byłby bardzo wyraźnym znakiem – tłumaczy nam perspektywę PSL osoba z kierownictwa partii.
Wielki powrót, którego nie było
Wydawało się, że do rzeczonego powrotu dojdzie 3 września w trakcie pierwszego powakacyjnego posiedzenia Sejmu i zarazem w dzień urodzin wicemarszałka Hołowni. Nasi rozmówcy z rządu i koalicji rządzącej przekonywali, że sejmowe kuluary huczały od plotek o rychłym powrocie Hołowni, do którego miało dojść na wieczornym posiedzeniu klubu parlamentarnego Polski 2050.
– Po koalicji i korytarzach sejmowych chodzą słuchy, że zmiana ma się dokonać dzisiaj. Czekamy na oficjalne potwierdzenie – zapewniała nas osoba z otoczenia premiera Tuska. Z kolei jeden z ważnych polityków obozu władzy dodawał: – Dzisiaj wieczorem na klubie Polski 2050 Szymon ma zostać szefem klubu. Takie były ustalenia i jeśli nie będzie jakiegoś dramatycznego zwrotu akcji w ostatniej chwili, to tak powinno być.
Oni wszyscy są totalnie pogubieni, ustalenia biorą w łeb. My mamy już tego dosyć, bo chcieliśmy dobrze, zrobiliśmy, co mogliśmy, a wyszło, jak widać
Dramatyczny zwrot akcji jednak nastąpił i Hołownia władzy nad klubem nie przejął. Nieoficjalna wersja wydarzeń, o której usłyszeliśmy, mówi, że na urodzinowym spotkaniu pojawili się też politycy klubu Centrum, a więc ludzie, którzy opuścili Polskę 2050, gdy jej przewodniczącą została Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Atmosfera zrobiła się bardziej towarzyska i wielką politykę odłożono na bok.
Dwie osoby znające przebieg tego spotkania potwierdziły nam, że kwestia przewodnictwa w klubie spadła z porządku obrad, a politycy Polski 2050 mają do niej wrócić przy okazji kolejnego posiedzenia Sejmu, które odbędzie się w dniach 15-18 września. – Generalnie są pogubieni – skwitowała to jedna ze wspomnianych osób.
Aksamitne przejęcie władzy w Polsce 2050? Jest warunek
Nieoficjalnie dowiadujemy się, że przeciągająca się polityczna telenowela z powrotem Szymona Hołowni ma m.in. związek z tym, jak bezkrwawo dokonać przejęcia kontroli nad Polską 2050. Partią kieruje obecnie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej.
Przejmując klub parlamentarny, Hołownia odebrałby jej jedyny polityczny atut, a więc 15 głosów w Sejmie, od których zależy większość obozu władzy w izbie niższej parlamentu. Władza Pełczyńskiej-Nałęcz nad tymi „szablami” jest jednak teoretyczna, bo od wielu tygodni w rządzie mówi się, że w razie przesilenia minister mogłaby liczyć raptem na jedną, może dwie osoby. Cała reszta od dłuższego czasu oczekuje powrotu Hołowni.
Mówi jedna z ważnych polityczek obozu władzy: – Katarzyna udaje, że nie widzi tego, co się dzieje i nie słyszy tego, co się do niej mówi. Tymczasem sytuacja wygląda tak, że wszyscy mówią jej: „Kobieto, zostałaś sama”, a ona odprawia jakiś taniec nad ogniskiem, zaklinając rzeczywistość i pisząc jakieś fikcyjne scenariusze.
Inne z naszych źródeł, osoba znająca kulisy wydarzeń w Polsce 2050 i rozmów Hołowni z liderami Koalicji 15 Października, przedstawia jeszcze jeden scenariusz. Według niego minister Pełczyńska-Nałęcz postawiła Hołowni warunek, że jeśli uzyska poparcie całego klubu parlamentarnego, to dojdzie do aksamitnego przekazania władzy.

– Nie wiem, czy ona wtedy ustąpi z funkcji szefowej partii, czy umówią się jakoś inaczej, ale faktyczną władzę nad klubem i partią przejąłby Szymon. Warunkiem Katarzyny jest jednak poparcie całego klubu – twierdzi nasze źródło. Jak dodaje, „z tym nie powinno być problemu, bo ostatni przyczółek Katarzyny, czyli Ewa Schädler, też już został zdobyty”.
„Tragifarsa kompletna”. W rządzie kończy się cierpliwość do Hołowni
Ktoś mógłby w tym momencie zapytać: skoro jest tak dobrze, skoro wszystko jest ustalone i czeka jedynie na wykonanie, to dlaczego jest tak źle?
I właśnie tego nie potrafią pojąć ani w rządzie, ani w otoczeniu Donalda Tuska. – Nie da się tego zrozumieć. Naprawdę – irytuje się jeden z ministrów. I dodaje: – Oni wszyscy są totalnie pogubieni, ustalenia biorą w łeb. My mamy już tego dosyć, bo chcieliśmy dobrze, zrobiliśmy, co mogliśmy, a wyszło, jak widać.
My w rządzie tak naprawdę czekamy na to, czy on już wie, czego chce i czy jest pewien tego, czego chce. Bo jeśli wie i jest tego pewien, to sprawa jest prosta: chcemy jego powrotu
Frustracja premiera i ministrów jest tym większa, że buksujący w miejscu powrót Szymona Hołowni do wielkiej polityki zaczyna dotykać bieżących planów rządu na jesień.
Tak było chociażby z niedawnym głosowaniem nad kandydaturą Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie klub Polski 2050 bardzo długo był w całości przeciwko. Ostatecznie 15 posłów podzieliło się, a kandydatura Berka przeszła, ale w rządzie uważają, że niestabilność sytuacji w Polsce 2050 nie służy interesom Rady Ministrów, zwłaszcza w kontekście planowanej jesiennej ofensywy.
Niepewność przywództwa u „żółtych”, jak w koalicji rządzącej nazywana jest Polska 2050, komplikuje też kwestię uzupełnienia składu prezydium Sejmu. Swoich ludzi w tym gremium, po wakacyjnym rozpadzie Prawa i Sprawiedliwości, zapragnęła zarówno Nowogrodzka, jak i środowisko Mateusza Morawieckiego.
Rządzący mają dylemat: rozgrywać prawicę za pomocą składu prezydium Sejmu czy postawić na święty spokój i machnąć ręką. Jakiej decyzji w tej sprawie by nie podjęli, z jej wcieleniem w życie czekają na końcowy efekt przetasowań w Polsce 2050.
Z naszych źródeł w rządzie dowiadujemy się bowiem, że gdyby Hołownia przejął kontrolę nad klubem Polski 2050 i dołączył do rządu, to jego miejsce w prezydium Sejmu zająłby obecny szef klubu Polski 2050 Paweł Śliz. Rzecz w tym, że rządzący nie planują organizować w Sejmie kilku głosowań w kilku terminach w tej samej sprawie. Niezdecydowanie Hołowni paraliżuje więc finalizację tematu powołania nowego lub nowych wicemarszałków Sejmu.
Mówi współpracownik premiera Tuska: – To się skończy tym, że na ich następny klub przyjdzie Kierownik (tak w Koalicji Obywatelskiej i rządzie nazywają Tuska – przyp. red.), sam dopilnuje, żeby głosowanie w sprawie zmiany przewodniczącego się odbyło i żeby wynik był taki, jak trzeba. Bo to już naprawdę przypomina kompletną tragifarsę.
W rządzie jest też obawa, że Hołownia rozmyśli się lub już rozmyślił na ostatniej prostej. – To nie jest pierwszy raz, kiedy Szymon zapowiada swój powrót. Dotychczas wciąż nie wrócił – przestrzegał jeszcze w sierpniu jeden z ministrów. I dodał: – Nie można całkowicie wykluczyć, że tuż przed metą Szymon się wycofa i stwierdzi, że to jednak nie jego bajka.
Łukasz Rogojsz