-
Weta to jeden z najcięższych owadów świata, występujący w Nowej Zelandii, który osiąga nawet 70 gramów, a jego wygląd jest nietypowy jak na owady.
-
Populacja wet została poważnie zagrożona przez inwazyjne ssaki z Europy, które doprowadziły do znacznego spadku ich liczebności.
-
W Nowej Zelandii prowadzona jest akcja rozmnażania i wypuszczania tysięcy wet na wolność, a liczba tych owadów zaczęła ponownie rosnąć dzięki utworzeniu nowych populacji na wyspach wolnych od drapieżników.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nowa Zelandia to unikalne miejsce na przyrodniczej mapie świata. Nie tylko dlatego, że ma swoją, endemiczną faunę, bo taką faunę ma przecież wiele wysp. Wystarczy, że dostatecznie długo pozostaną w izolacji i wówczas powstają takie endemity. W przypadku Nowej Zelandii mamy jednak sytuację specyficzną. Tutaj brakuje ssaków – jedynymi rodzimymi gatunkami ssaków nowozelandzkich są dwa gatunki nietoperzy (z czego jeden też nielotny). Ich miejsce zaczęły zajmować głównie ptaki, ale nie tylko. To także owady, które wobec takiej sytuacji, jaką zastały na wyspach Nowej Zelandii, zaczęły osiągać ogromne rozmiary, by zapełnić wolne nisze.
Weta to gigantyczny, nielotny krewniak pasikoników
Takim owadem są właśnie wety – ogromne wręcz owady prostoskrzydłe, a zatem krewniacy koników polnych, pasikoników, szarańczy czy świerszczy. Wety na Nowej Zelandii osiągnęły rozmiary wręcz niespotykane u innych owadów i przywodzące na myśl raczej czasy, gdy owady królowały na Ziemi przy nieobecności kręgowców (dewon, karbon – ponad 300 milionów lat temu). Osiągają nawet 70 gramów wagi, zatem tyle co kret, nornica albo sóweczka – najmniejsza polska sowa. To więcej niż wróbel, zatem mamy do czynienia z naprawdę ogromnym owadem, jednym z najcięższych na świecie.
Wety także nie latają. Nielotność jest również typowa dla Nowej Zelandii. Nie lata tu wiele ptaków (kakapo, kiwi, takahe, weki i inne), bo lot nie był im potrzebny. Ptaki te upodabniały się do ssaków także pod tym względem. I niektóre owady także poszły tym tropem. Wety zajęły nisze, które w Europie należą do gryzoni i podobnych zwierząt.
Maorysi nazywali te wielkie owady wētā punga, co znaczy „bóstwo brzydoty”, bo widok ogromnego owada podobnego do jakiegoś świerszcza czy monstrualnego pasikonika robi niepowtarzalne wrażenie. Można się wystraszyć, aczkolwiek wety nie są niebezpieczne. To łagodne, powolne owady, przez tysiące lat ufne w swe bezpieczeństwo, jakie daje rozmiar. Nikt tu na nie nie polował, aż pojawiły się inwazyjne zwierzęta takie jak szczury, koty, gronostaje. I zdziesiątkowały te giganty.
Zdziesiątkowane owady znalazły się na krawędzi zagłady
Wszystkie gatunki wet należące głównie do rodzaju Deinacrida (to kilkanaście gatunków różnych rozmiarów) oraz rodzaju Weta (dwa gatunki) stały się rzadkie, niektóre wręcz – krytycznie zagrożone. Żyły tu przez 200 milionów lat, pamiętają dinozaury, a teraz grozi im wymarcie z winy człowieka i jego zwierząt z Europy.
Ważna dla wet jest Te Hauturu-o-Toi, czyli Little Barrier Island – nieduża wyspa leżąca u wybrzeży nowozelandzkiej Wyspy Północnej. Tu też jeszcze w XIX wieku dotarły europejskie ssaki, ale udało się je usunąć. Koty zostały usunięte w 1980 r., a szczury w 2004 r. To był warunek, by wety mogły przetrwać. Przetrwały, ale rozmnażały się powoli. Ich liczba na wyspie nie przekraczała 200 owadów.
To spowodowało, że entomologowie zebrali część wet i przetransportowali do parku przyrody Butterfly Creek i ogrodu zoologicznego w Auckland. „New Zealand Journal of Zoology” szczegółowo opisuje proces rozmnażania owadów w sztucznych warunkach. Jak podaje, od 2010 r. wyhodowano ponad 11 tys. wet przygotowanych do przywrócenia ich środowisku. Dzięki temu dziesięć nowych populacji powstało na ośmiu wyspach wolnych od drapieżników oraz na dwóch ogrodzonych obszarach chronionych przed drapieżnikami na kontynencie. „Monitoring po wypuszczeniu na wolność na wyspach Motuora i Tiritiri Matangi potwierdził obecność wet czwartego lub piątego pokolenia w dwóch obszarach wypuszczenia na każdej z wysp” – czytamy.

Po raz pierwszy od 20 lat liczba wet w Nowej Zelandii rośnie i gatunek ma szansę przetrwać. Program wymaga jeszcze szczegółowych badań genetycznych, aby stwierdzić, jak dobra jest kondycja genetyczna nowych populacji.
Nowa Zelandia wprowadza także unikalny program „Predator Free 2050”, którego założeniem jest oczyszczenie kraju z inwazyjnych drapieżników do 2050 r. Obejmuje on takie obce ssaki jak: szczury, łasice, gronostaje, oposy, fretki oraz koty.
