Pomijając już wszystkie niuanse polityki historycznej Polski i Ukrainy oraz specyfikę Ukrainy i jej zadziwiającej wątłości samokrytycznego myślenia nawet wśród środowisk, po których można by się spodziewać myślenia bardziej zniuansowanego niż prostackie jeden-zero, zaczyna mnie jednak bawić, że oni tak bardzo i demonstracyjnie „nie rozumieją”, o co Polakom chodzi z tym UPA i jaki mają problem.
Nawet jeśli Ukraińcy mają inną wrażliwość historyczną i w ogóle podejście („OUN-owcy to się nawet między sobą mordowali, to co ci Polacy tacy wrażliwi”), to jednak przydałoby się więcej zrozumienia, tym bardziej, że w drugą stronę jest tego więcej.
No i to gadanie, że „to wszystko sprawka Rosjan”. Rosjanie Rosjanami, to prawda, robią swoją paskudną robotę, ale poziom ukraińskiego wyparcia zbrodni, której na Polakach dokonało UPA jest niesamowity.
Komentatorom takim jak Wołodymyr Horbacz kwestia Wołynia nawet do głowy nie przychodzi. „Komediodramat, groteska, Rosja, a Polacy to mają Piłsudskiego”.
Cały komentarz. Zastanawiam się, czy ci ludzie celowo robią wszystkich w wała w stylu radzieckiej czy rosyjskiej propagandy, czy im się serio wydaje, że wcześniej wszyscy Polacy kochali Szuchewycza za Wołyń?
Albo że o nim nie wiedzieli i dopiero Rosjanie musieli nam o nim „nakłamać”? Albo że po prostu się to nie wydarzyło? Ciekawe, czy Horbacz naprawdę uważa, że to wszystko spowodowali Rosjanie, a nie brak odważnej i samokrytycznej ukraińskiej polityki historycznej i dziwna czy nie dziwna, ale jednak brzemienna w efekty decyzja Zełenskiego?
Więc tak, ten ukraiński gaslighting budzi niepokój. Jak i fakt, że nikt nic na Ukrainie nie robi z otwarcie nazistowską symboliką, która ponawia się na szewronach żołnierzy prawicowych oddziałów, takich jak te, z którymi mają coś wspólnego neonaziści tacy jak gen. brygady Andrin Bilecki albo Taras Dejak.
Pamiętajmy, że UPA walczyło, owszem, o Ukrainę, ale bynajmniej nie o demokratyczną Ukrainę. Podobnie jak Bilecki i Dejak. Wiadomo, first things first. Trzeba pokonać Rosję najpierw. Ale to nie znaczy, że trzeba udawać, że „SS” to skrót od „Sława Swobodi”, a potem mieć pretensje do całego świata poza sobą.
Nie wiem, jak nawet otwarci i wykształceni ludzie mogą być tak ślepi, i to z wyboru.
Tu już nawet nie chodzi o to, że nikt w Polsce nie pojmuje, że w pewnych aspektach UPA faktycznie może być uważana za armię wyzwoleńczą na Ukrainie i nic nikomu do tego. Bo wielu to rozumie.
Ale takie stawianie sprawy, że „Polakom Rosjanie wmówili, że mają nienawidzić UPA” i myślenie, że to przysłuży się czemukolwiek, jest skrajnym idiotyzmem, przepraszam.